Saturday, July 28, 2018

#87 Nierozwiązane morderstwo Christine Jessop


Christine Jessop (globalnews.ca)

Brutalne morderstwo dziewięcioletniej Christine Jessop na długo zapadło w pamięć mieszkańcom miasteczka Queensville w Ontario. Trzeciego października 1984 roku, około 15:50 autobus szkolny odwiózł Christine pod dom. Dziewczynka wyjęła pocztę ze skrzynki na listy, zostawiła w domu tornister i wyszła do pobliskiego sklepu kupić swoją ulubioną gumę do żucia. W tym czasie jej ojciec był w pracy, a matka wraz ze starszym synem u dentysty. Christine nie wolno było wychodzić, jeżeli po powrocie ze szkoły nikogo nie zastała w domu. Miała czekać na powrót rodziców, żeby otrzymać zgodę na wyjście. Dziewczynka złamała zakaz zapewne myśląc, że nikt się nie dowie o jej szybkiej eskapadzie. Sprzedawca potwierdził, że Christine pojawiła się popołudniu w sklepie. Była też widziana  przed sklepem przez jednego z sąsiadów. Jednak, gdy Janet Jessop wróciła ze swoim synem do domu, po Christine nie było śladu. Początkowo nie było powodów do zmartwień. Janet sprawdziła czy Christine nie bawi się w pobliżu domu lub na pobliskim placu zabaw. Gdy nie udało jej się zlokalizować córki zadzwoniła do rodziców jej koleżanek. W końcu, gdy zaczęło się ściemniać wezwano policję. Jeszcze tej samej nocy rozpoczęto poszukiwania, jednak zakończone fiaskiem. Rodzina Jessop żyła w niepewności przez następne trzy miesiące, gdy 31 Grudnia około 50 kilometrów na wschód od Queensville, przypadkowi spacerowicze natknęli się na rozkładające się zwłoki Christine porzucone na polanie. Dziewczynka została zgwałcona i kilkakrotnie ugodzona nożem w pierś, co doprowadziło do zgonu. Stan zwłok wskazywał, że zginęła na długo przed znalezieniem ciała.
Na pytanie, czy mają pojęcie, kto mógłby to zrobić Janet Jessop zasugerowała Guya Paula Morina mieszkającego po sąsiedzku. Guy miał 23 lata i uchodził za dziwaka.  Zachowywał się dziwnie i niezręcznie w kontaktach z ludźmi, nigdy nie miał dziewczyny i mieszkał z rodzicami. Ostatecznie Morinowi postawiono zarzuty, jednak został uniewinniony podczas pierwszego procesu. Po złożeniu odwołania, podczas drugiego procesu pojawiło się wielu nowych świadków, co doprowadziło do ostatecznego skazania Morina.
Feralnego dnia Guy Paul wyszedł z pracy o 15:32 odbijając się kartą magnetyczną. Po drodze zatrzymał się, aby zrobić zakupy i do domu dotarł pomiędzy 16:30 a 17:00. Ani on, ani jego rodzice obecni wtedy w domu nie pamiętali dokładnego czasu. Państwo Morin potwierdzili, że ich syn nie wychodził z domu po powrocie z pracy. Podczas pierwszego przesłuchania Guy zeznał, ze wrócił do domu o 16:30, gdy jednak zdał sobie sprawę, że czas gra ważną rolę w sprawie, stwierdził, że było to między 16:30 a 17:00. Janet Jessop zeznała, że wróciła do domu o 16:10, a więc do porwania musiało dość pomiędzy 15:50 a 16:10, co czyniło Morina prawdopodobnym sprawcą.
Na ciele Christine znaleziono ciemny włos, który mógł należeć do mordercy. Analiza włosa wykazała, że mógł on należeć do Morina, jednak nie było co do tego pewności. Należy pamiętać, że medycyna sądowa w latach 80tych nie była jeszcze tak zaawansowana, jak dzisiaj. Na ubraniu denatki znaleziono również ciemne włókna pochodzące prawdopodobnie z samochodu sprawcy. I znów, włókna były podobne do tych z samochodu Morina, lecz mogły równie dobrze pochodzić z innego samochodu.
Przeciwko podejrzanemu dodatkowo przemawiał fakt, że nie przejawiał on żadnego zainteresowania poszukiwaniem sąsiadki. Nie wziął udziału w poszukiwaniach,  ani nie wspomniał znajomym z pracy, że znał zaginioną.
Christine Jessop została pochowana 7 stycznia 1985 roku na cmentarzu za swoim domem. Wieczorem po pogrzebie Jessopowie oraz kilku gości usłyszało krzyki o pomoc dochodzące sprzed domu. Po wyjściu przed dom nie znaleźli jednak nikogo. Janet zeznała później, że widziała postać uciekającą w stronę domu Morinów, co utwierdziło ją w przekonaniu, że Guy musiał być winny morderstwa jej córki.
Dowody zostały przedstawione w sądzie na niekorzyść Morina i, pomimo poszlakowanego charakteru śledztwa, po wielu latach odwołań ostatecznie doprowadziły do jego skazania. Guy spędził w więzieniu w Kingston 18 miesięcy, gdzie kilkakrotnie padł ofiarą pobić i więziennych gwałtów. Dopiero w 1995 roku dzięki rozwojowi nauki udało się przeprowadzić testy DNA, które udowodniły, że nasienie znalezione na miejscu zbrodni nie należało do Morina. Dodatkowo dowiedziono, że Janet Jessop kłamała w swoich zeznaniach - recepcja w gabinecie dentystycznym, który Janet odwiedziła wraz z Kenem potwierdziła, że wizyta pacjenta trwała do 16:20, co oznacza, że Janet i jej syn nie mogli dotrzeć do domu wcześniej, niż o 16:35 - 16:40. Jessop celowo skłamała chcąc pomóc budować sprawę przeciw Guyowi. Poddaje się w wątpliwość także jej zeznania na temat krzyków słyszanych w dzień pogrzebu - nikt z obecnych wtedy osób nie widział nikogo uciekającego w stronę domu Morinów.
Ostatecznie Guy został uniewinniony i otrzymał 1,25 miliona dolarów zadość uczynienia od rządu prowincji Ontario. Te pieniądze zapewne nie wynagrodziły mu 10 lat horroru, jaki przeszedł.
Morderca Christine pozostaje nieznany, i należy częściowo winić za to policję i rodziców. Podczas śledztwa popełniono szereg błędów: nie zabezpieczono odpowiednio miejsca zbrodni, nigdy nie zabezpieczono i nie pobrano odcisków palców z domu Jessopów - nie wiadomo, czy Christine została porwana z domu, czy podczas drogi do domu. Rodzice zamiast skupić się na dojściu do prawdy i znalezieniu sprawcy postanowili złożyć nieprawdziwe zeznania i skierować uwagę policji na niewłaściwą osobę. Czas i środki poświęcone na zbieranie dowodów przeciw Morinowi mogły zostać poświęcone na szukanie prawdziwego sprawcy.

Źródła:
https://www.cbc.ca/news/canada/toronto/christine-jessop-s-family-still-hoping-for-justice-30-years-later-1.2784486
https://www.thestar.com/news/gta/2014/10/02/christine_jessop_killing_10_things_that_were_learned_from_the_case.html
https://www.thecanadianencyclopedia.ca/en/article/guy-paul-morin-case/

Thursday, July 19, 2018

#86 Grace Marks

Pamięć o Grace Marks przetrwała do dziś głównie dzięki pisarce Margaret Atwood (autorce między innymi "Opowieści podręcznej") i jej powieści z 1996 roku "Alias Grace", którą w ubiegłym roku Netflix przekształcił w mini serial. Należy pamiętać, że historia przedstawiona zarówno w książce, jak i w serialu jest jedynie fantazją autorki, a o samej Grace Marks niewiele wiadomo. Atwood inspirowała się książką "Life in the Clearings versus the Bush" autorstwa Susanny Moodie. Moodie opisywała życie w Kanadzie, która wtedy była jeszcze kolonią Brytyjską, i jeden rozdział poświęciła głośnemu procesowi Grace Marks i Jamesa McDermotta. Książka Moodie była jednak pełna sprzecznych i nieprawdziwych relacji. Atwood przez wiele lat gromadziła materiały na temat procesu tylko po to, by odkryć, że relacje świadków procesu nie zgadzają się ze sobą i budują sprzeczny wizerunek Grace.
Dwunastoletnia Grace Marks opuściła Irlandię wraz z rodzicami i licznym rodzeństwem, i w 1840 roku przybyła do Toronto. Jej matka zmarła podczas podróży i została pochowana na morzu. Alkoholizm i brutalność ojca zmusiła Grace do prędkiego opuszczenia rodziny i szukania pracy jako służąca. Marks pracowała w kilku domach, aż w końcu wylądowała na farmie Thomasa Kinneara w Richmond Hill (obecnie pochłoniętym przez obszar metropolitalny Toronto). 
Na farmie poza tym żyli Nancy Montgomery, gosposia i kochanka Kinneara, oraz James McDermott, nowy służący. McDermott był, jak Grace, pochodzenia Irlandzkiego i prawdopodobnie zrodziła się między nimi więź. Zaledwie parę tygodni po pobycie Grace na farmie właściciel i jego kochanka zostali znalezieni zamordowani w piwnicy. Kinnear zginął od postrzału w pierś, a Montgomery została uderzona siekierą w głowę i uduszona. Późniejsza autopsja wykazała, że kobieta była w ciąży.  Marks i McDermott zostali zatrzymani niedługo później w stanie Nowy Jork, wraz z rzeczami skradzionymi z farmy.
Proces pary odbył się w Toronto i, jak nikt nie miał wątpliwości co do winy Jamesa, tak niezaprzeczalnie ładna, szesnastoletnia Grace budziła mieszane uczucia. XIX wiek nie był łaskawy dla kobiet. Kobiety były postrzegane jako delikatne i nieszkodliwe istoty, które nie potrafiły robić niczego poza zajmowaniem się domem, dziećmi i szydełkowaniem. Hipokryzja XIX wieku odmawiała kobietom również zdolności do mordowania. James McDermott został prędko skazany śmierć przez powieszenie pomimo, iż do końca powtarzał wersję, że to Grace podjudzała go do morderstwa. Przyznał się do uderzenia Montgomery w głowę, jednak upierał się, ze to Grace ostatecznie doprowadziła do jej śmierci dusząc ją kawałkiem materiału. McDermott miał zostać zwolniony przez Nancy Montgomery za nie wykonywanie swoich obowiązków. Twierdził, że Grace kpiła z jego braku umiejętności przeciwstawienia się pracodawcom i namawiała go do zamordowania Montgomery i Kinneara i ucieczki z ich kosztownościami.
Szkic przedstawiający Grace Marks i Jamesa McDermotta podczas procesu w 1843 roku 

Grace zeznała coś zupełnie innego. James miał zmusić ją do udziału w morderstwie i do ucieczki z nim. Przerażona Grace miała próbować uciec z farmy, gdy McDermott postrzelił Kinneara, ten jednak powstrzymał ją grożąc, że i ją zastrzeli. Dowodem miała być dziura po strzale ostrzegawczym w drzwiach kuchennych. Według relacji świadków, Grace pojawiła się na procesie ubrana w suknię Nancy Montgomery i była niezwykle opanowana. Zemdlała jednak podczas odczytania wyroku. Pojawiały się głosy, że Grace musiała być współwinna morderstwa, może nawet to w jej głowie zrodził się ten pomysł i zmanipulowała naiwnego McDermotta. Jednak to kłóciło się z ówczesną wizją kobiety, więc to ostatecznie mężczyzna został skazany na śmierć przez powieszenie, a kobieta umieszczona w zakładzie karnym w Kingston (tym samym, który 150 lat później ugościł słynnego mordercę i gwałciciela Paula Bernardo). 
Z czasem kara dożywocia ostatecznie została złagodzona i po 30 latach Grace wyszła na wolność. Podobno wyjechała do Stanu Nowy Jork i ślad po niej zaginął. Nie wiadomo, czym zajmowała się po wyjściu z więzienia, ani gdzie i kiedy zmarła.


Źródła: www.smithsonianmag.com/arts-culture/mysterious-murder-case-inspired-margaret-atwoods-alias-grace-180967045/

www.cbc.ca/amp/1.4302863

www.bustle.com/p/what-happened-to-the-real-grace-marks-the-alias-grace-ending-isnt-the-conclusion-of-her-story-3193994

Friday, July 13, 2018

#85 Zaginięcie Louisa Le Prince

Film z 1888 roku zatytułowany "Roundhay Garden Scene" uważany jest za pierwszy w historii zapis filmowy i zapewne większość z nas czytała o nim w podręcznikach do historii. Ten kilkusekundowy film został nakręcony przez Francuza Louisa Le Prince własnoręcznie zbudowaną przez niego kamerą. Pomimo, iż wynalezienie filmu kojarzy się częściej z braciami Lumiere to właśnie Le Prince dał początek kinematografii. Mało kto jednak wie, że Le Prince zaginął w sposób rodem z kryminałów Gastona Leroux.
Louis Le Prince
Louis Le Prince urodził się w 1841 roku w miejscowości Metz we Francji. Za sprawą przyjaciela ojca, Louisa Daguerre (twórcy techniki robienia zdjęć zwanej dagerotypią),  już jako chłopiec miał styczność z raczkującą wtedy sztuką fotografii. Doświadczenia z dzieciństwa zainspirowały go do podjęcia studiów poświęconych malarstwie w Paryżu oraz chemii w Lipsku. Po studiach mieszkał i pracował najpierw w Wielkiej Brytanii, gdzie się ożenił, a później Stanach Zjednoczonych. Zawsze poświęcając się pracy nad fotografią i wynalezieniem "ruszającego się zdjęcia". Sukces osiągnął w 1888 roku w Leeds. "Roundhay Garden Scene" przedstawia członków jego rodziny spacerujących po ogrodzie. Film trwa 2,5 sekundy.  
Zaledwie dwa lata po swoim wielkim sukcesie Le Prince pracował już nad nową, lepszą wersją swojej kamery, którą miał zamiar wkrótce opatentować w Wielkiej Brytanii i wyjechać do Stanów, aby promować swoją pracę. Przez podróżą postanowił spędzić trochę czasu we Francji. Odwiedził swojego brata mieszkającego w Dijon. 
16 września 1890 roku brat (nie znalazłam nigdzie jego imienia) odprowadził Louisa na pociąg do Paryża i był ostatnią osobą, która widziała go żywego. Le Prince wsiadł do pociągu i ślad zaginął po nim, jak i po jego bagażu. W poszukiwania zaangażowany został Scotland Yard i francuska policja. Nikt z obecnych na stacji i w pociągu nie pamiętał Louisa, nikt nie zauważył również niczego podejrzanego. Louise Le Prince rozpłynął się w powietrzu. Przeszukano okolice torów kolejowych na trasie Dijon - Paryż, lecz bezskutecznie.
Krąży wiele hipotez o tym, co mogło przydarzyć się Louisowi. Jedną z najprostszych jest, że wielki wynalazca cierpiał na depresję, miał dość zmagania się z trudną dziedziną jakiej się podjął i, prawdopodobnie już w Paryżu, popełnił samobójstwo. Nie ma jednak żadnych dowodów, aby Le Prince miał ze sobą problemy, ponadto jego biznes przynosił dochody. Bardziej prawdopodobnym wydaje się, że Louis, zmęczony ciągłym pościgiem patentowym, umyślnie postanowił zniknąć i zacząć życie gdzieś indziej.
Według innej, bardziej spiskowej teorii, Louis został zamordowany dla swojej kamery. Niedługo po zaginięciu Le Prince pierwszą kamerę opatentował nikt inny, a słynny Thomas Edison. Żona i najstarszy syn Louisa daremnie walczyli z urzędem patentowym uznanie ich bliskiego jako pierwszego wynalazcy. Jakkolwiek nieprawdopodobne wydaje się, żeby Thomas Edison był zamieszany w zaginięcie i prawdopodobne morderstwo swojego konkurenta, ta teoria należy do jednej z najczęściej powtarzanych. Dodatkowej pikanterii dodaje fakt, że syn Louisa, zaciekle walczący o uznanie osiągnięć ojca, zginął zaledwie kilka lat później w tajemniczym wypadku podczas polowania na kaczki.
Nikt ze świadków nie zapamiętał Louisa, ani na stacji kolejowej, ani później w pociągu. Jedyną osobą twierdzącą, że Le Prince wsiadł do pociągu do Paryża był jego brat. Dlatego i on jest często wymieniany jako jeden z podejrzanych. Zazdrość i rywalizacja między braćmi mogła być wystarczającym motywem.
W 2003 roku w policyjnych archiwach Paryża znaleziono zdjęcie anonimowej ofiary utonięcia z 1890 roku. Twarz zmarłego, jakkolwiek zniekształcona niezaprzeczalnie przypomina twarz Louisa Le Prince. Nie wiadomo jednak, gdzie pochowano zwłoki topielca, więc dokonanie testów DNA w celu identyfikacji nie będzie możliwe, a szansa rozwiązania zagadki Louisa Le Prince prawdopodobnie przepadła bezpowrotnie.

Saturday, November 11, 2017

#84 John List

9 listopada 1971 John List postanowił zamordować całą swoją rodzinę. Najpierw postrzelił w głowę swoją żonę, Helen, następnie wszedł po schodach swojej 19-pokojowej posiadłości w New Jersey do mieszkania na strychu, które zajmowała jego 84-letnia teściowa i zastrzelił i ją. Następnie zaczekał
Dom Listów w Westfield
cierpliwie, aż jego dzieci: szesnastoletnia Patricia i trzynastoletni Frederick wrócą ze szkoły. Oboje zabił strzałem w tył głowy. Następnie przygotował sobie lunch, wsiadł w samochód, pojechał do banku i zamknął wszystkie konta w banku. Zdążył również pojechać do liceum swojego najstarszego syna Johna i obejrzeć, jak gra w piłkę nożną na boisku. Po skończonej grze zabrał syna do domu i zastrzelił. Postanowił rozłożyć ciała swojej rodziny na śpiworach w sali balowej domu, jedynie ciało teściowej pozostawił na strychu.
W liście znalezionym później na jego biurku wyjaśnił, że widział w swoim życiu zbyt wiele zła i nie mógł pozwolić, żeby jego rodzina żyła na takim świecie. Tłumaczył sobie, że mordując swoich bliskich zapewni im miejsce w niebie (jakże szlachetnie z jego strony, czyż nie?). Zanim opuścił dom posprzątał pobieżnie miejsca zbrodni, włączył światła, włączył radio na stację religijną i... wyciął swoją postać z każdego rodzinnego zdjęcia, jakie znajdowało się w domu. 
Zbrodnia Lista pozostała nieodkryta przez prawie miesiąc. John zadbał o to, aby nikogo nie zdziwiło znikniecie całej rodziny. Poinformował szkolę, że zabiera dzieci do krewnych na parę tygodni. Wstrzymał też dostawy prasy i mleka do domu. Sąsiedzi zauważyli, że w domu Listów stale paliły się światła, lecz nigdy nie widzieli nikogo zajmującego się domem. Gdy światła zaczęły się przepalać postanowili powiadomić policję. 
Pościg za Johnem Listem był opóźniony o miesiąc. Nie wiadomo było, czy John zbiegł zacierając za sobą wszystkie ślady, czy może popełnił samobójstwo i jego ciało nie zostało jeszcze odkryte. Jego auto zostało znalezione na parkinu lotniska JFK w Nowym Jorku, lecz nie było żadnego dowodu wskazującego na to, że wsiadł na pokład samolotu. 
Działania Johna Lista to niezwykła mieszanka szaleństwa i inteligencji. Dokonał szalonego i irracjonalnego czynu wykazując się jednocześnie sprytem i przebiegłością. 
John List urodził się w Michigan w bardzo religijnej rodzinie. Brał aktywny udział w II Wojnie Światowej, następnie skończył Administrację i Zarządzanie na Uniwersytecie Michigan, tylko po to, aby zaraz potem wziąć udział w Wojnie Koreańskiej. Wtedy też poznał swoją przyszłą żonę Helen, wdowie po żołnierzu zabitym w Korei, i jej córkę. Para pobrała się i przeniosła do Kalifornii, gdzie John pracował jako wojskowy księgowy. W 1965 roku John otrzymał ofertę dobrej pracy w New Jersey, więc rodzina przeniosła się do pięknej wiktoriańskiej posiadłości w Westfield.
Sprawa pozostała otwarta przez ponad 17 lat, gdy 1 czerwca 1989 roku kobieta mieszkająca w Denver w Kolorado obejrzała odcinek słynnego programu America's Most Wanted poświęcony morderstwie na rodzinie List. W programie pokazano rzeźbę  postarzonej twarzy Johna Lista. Projekt był wykonany tak dokładnie, że kobieta rozpoznała w poszukiwanym swojego sąsiada Roberta "Boba" Clarka i postanowiła wezwać policję. Clark został aresztowany i pomimo, iż długo upierał się, że zaszła straszliwa pomyła i nie jest Johnem Listem, porównanie odcisków palców skłoniło go do przyznania się do winy.
List stwierdził, że zabił swoją rodzinę, ponieważ stał na skraju bankructwa. Stracił pracę na jakiś czas przed morderstwem, jednak wstydził się do tego przyznać i spędzał dnie siedząc na dworcu kolejowym i czytając gazety. W tajemnicy nienawidził swojej żony, która popadła w alkoholizm i zmagała się z problemami psychicznymi. Według sądowych psychologów John cierpiał na obsesyjno - kompulsywne zaburzenie osobowości, został jednak szybko skazany na dożywocie za morderstwo pierwszego stopnia. 
Zmarł w więzieniu w 2008 roku z powodu komplikacji po przebytym zapaleniu płuc. Zapytany kiedyś, czy rozważał zabicie siebie po zamordowania rodziny odpowiedział, że nie mógł popełnić samobójstwa, ponieważ nie poszedłby wtedy do nieba.


źródła:
http://www.nytimes.com/2008/03/25/nyregion/25list1.html
https://en.wikipedia.org/wiki/John_List


Monday, October 30, 2017

#83 Wiktoriańskie nawiedzenia

Jako że mogłabym żyć w świecie wiecznego Halloween, postanowiłam stworzyć post trochę odbiegający od tematyki kryminalnej. Rok temu mój post zbiorczy o zjawiskach poltergeista, spotkał się ze sporą liczbą odsłon. Więc i w tym roku chciałabym powrócić do czegoś podobnego.
Uwielbiam historie o duchach z czasów wiktoriańskich. Zawsze ubolewam, że nie tworzy się
Rodzina Surrency przed domem
wystarczająco dużo horrorów osadzonych w XIX wieku. Czytam zawzięcie wszystkie doniesienia o nawiedzeniach z tamtego okresu. Zdaje się, że duchy były niezwykle aktywne w tamtych czasach. Gwoli wyjaśnienia, jestem sceptykiem, ale pasjonują mnie wszystkie doniesienia na ten temat. Bardzo lubię gdybać, co stoi za każdą taką historią.
Ostatnio zainteresowało mnie tak zwane Nawiedzenie w Surrency. W 1872 roku Allen Powell Surrency, założyciel wtedy małego miasteczka Surrency w Georgii, powrócił do domu po dłuższej nieobecności, by odkryć, że jego rodzina zaczęła doświadczać dziwnych zjawisk. Przedmioty spadały z szafek i stołów, unosiły się w powietrzu i zmieniały miejsca. Tak jak wspominałam w poście z przed roku, takie zjawiska zdają się zawsze zachodzić wokół młodych, dojrzewających dziewcząt. Państwo Surrency w tamtym czasie mieli aż 8 dzieci  wieku od 3 lat do 21. Dziwne manifestacje przybierały różne formy, a według ówczesnych gazet dom rodziny Surrency stał się atrakcją turystyczną i ludzie z okolicy zaczęli przyjeżdżać do Surrency, aby doświadczyć nawiedzenia na własnej skórze. Aż 100 osób poświadczyło, że zaobserwowało zjawiska paranormalne. Do najpopularniejszych należały niewyjaśnione krzyki, odgłosy rozmów dochodzące z pustych pokoi, przedmioty spadające z szafek, samoistnie zamykające i otwierające się drzwi, niewyjaśnione odgłosy kroków jak i odciski butów na podłodze w pokoju, w którym nikogo nie było. Podczas wizyty jednego z reporterów w pokoju znienacka pojawiła się kura, co miało śmiertelnie przerazić dziennikarza. Dodatkowo rodzina utrzymywała, że nie byli w stanie w spokoju spożywać posiłków przy stole, ponieważ elementy zastawy "tańczyły" po blacie. W nocy niewidzialna siła ściągała ze śpiących kołdry, a nawet przesuwała łóżka. Rodzina szukała pomocy u księży, ówczesnych mediów i badaczy zjawisk paranormalnych, lecz bezskutecznie. "Duchy" miały podążyć za nimi nawet, gdy wyprowadzili się na Zachód. Dom ostatecznie spłonął w 1925 roku i dziś już nie ma po nim śladu, lecz miasteczko Surrency wciąż uchodzi za nawiedzone. Surrency jest obecnie znane w Georgii z tajemniczych pomarańczowych i żółtych świateł widzianych w okolicy torów kolejowych (mam nadzieję, że to nie światła pociągów...).
 Jeżeli Surrency byli w rzeczywistości oszustami mogła zainspirować ich historia, która wydarzyła się 50 lat wcześniej w sąsiednim stanie Tennessee, powszechnie znana jako Bell Witch. Wydarzenia z tamtego okresu kilkakrotnie stały się fabułą dla kilku horrorów. Historia rodziny Bell żyjącej w pobliżu miasteczka Adams rozpoczęła się w 1817 roku, gdy głowa rodziny, John Bell, podczas polowania w lesie napotkał stworzenie przypominające psa z głową królika. John próbował postrzelić ów dziw, lecz gdy tylko pociągnął za cyngiel zwierzę zniknęło. Od tego czasu rodzina Bell zaczęła zmagać się z niewyjaśnionymi zjawiskami. W domu dały się słyszeć głosy, skrobanie i pukanie. Z czasem stało się jasne, że wszystko skupia się wokół nastoletniej córki państwa Bell, Betsy. Coś ciągnęło ją za włosy, szczypało, popychało i biło. Rodzina zwróciła się z prośbą o pomoc do przyjaciół. Jeden z nich, James Johnson, zatrzymał się w ich domu na noc i sam stał się świadkiem zjawisk paranormalnych. Niedługo później wszyscy w okolicy wiedzieli, że dom państwa Bell nawiedza duch czarownicy. Duch miał tak przybrać na sile, że przybierał postać kobiety i rozmawiał z każdym kto przybył do domu zainteresowany historią. Znał różne szczegóły z życia rozmówców oraz bezbłędnie odpowiadał na pytania, na które tylko pytający znał odpowiedź. Nawiedzenie Bell Witch dotarło nawet do Andrew Jacksona, przyszłego prezydenta USA, wtedy jeszcze senatora. Jackson miał wysłać swoich ludzi do Adams, by zbadali sprawę. Ci podobno powrócili z wyprawy śmiertelnie przerażeni tym, czego doświadczyli.
Zjawa z czasem opuściła rodzinę, by później powracać z mniejszą siłą od czasu do czasu. Pod koniec XIX pojawiły się pierwsze drukowane podania na temat wydarzeń w Adams. Jednak wiele z nich uważa się za przesadzone, a sama historia rodziny Bell traktowana jest teraz jako legenda i element amerykańskiego folkloru.
Inną ciekawą historią jest tak zwany Cud w Watseka. W 1877 w Watseka w Illinois młoda dziewczyna Lurancy Vennum zaczęła cierpieć na ataki epilepsji. Lurancy twierdziła, że podczas swoich ataków odbywa podróże do nieba, gdzie rozmawia z aniołami oraz swoim przedwcześnie zmarłym rodzeństwem. W styczniu 1778 bezradna rodzina zaczęła rozważać wysłanie Lurancy do
zakładu psychiatrycznego, co jednak zdecydowanie odradził im ich znajomy mieszkający w okolicy, Asa Roff. Znając warunki w szpitalach psychiatrycznych w XIX wieku Asa prawdopodobnie uratował Lurancy życie. Poza tym sam wiele lat wcześniej stracił córkę umieszczając ją w zakładzie psychiatrycznym. Asa polecił rodzicom Lurancy skontaktować się z badaczem zjawisk paranormalnych Winchesterem Stevensem.
Stevens stwierdził, że Lurancy często powraca ze swoich ataków jako różne osoby i mówi innymi głosami. Z czasem Vennum zdała się być opętana przez jednego ducha - i tym duchem miała być zmarła córka Asa Roff, Mary Roff. Mary zmarła zaledwie rok po urodzeniu się Lurancy, więc kobiety nie miały okazji się poznać. Mimo to Lurancy rozpoznawała wszystkich krewnych i znajomych Mary oraz znała rozkład ich domu. Rodzice zmarłej zaproponowali, aby Lurancy zamieszkała z nimi. W czasie pobytu w domu rodziny Roff okazało się, że Lurancy świetnie zna wiele historii z dzieciństwa Mary. Dziewczyna również przestała rozpoznawać swoich rodziców, za to świetnie czuła się w domu rodziny Roff, w którym nigdy wcześniej nie była. Nie ma żadnych wzmianek o tym, aby Lurancy cierpiała na ataki epilepsji, podczas  gdy rzekomo była opętana. Duch Mary ostatecznie opuścił ciało Vennum w maju 1778 roku i dziewczyna powróciła do domu swoich rodziców. Po tym epizodzie ataki padaczki nigdy nie powróciły i Lurancy wiodła długie i spokojne życie.

 Źródła: http://mentalfloss.com/article/12828/bell-witch-tennessee
https://en.wikipedia.org/wiki/Watseka_Wonder
http://www.mysteriouspeople.com/Lurancy_Vennum.htm
https://www.thoughtco.com/the-surrency-haunting-2595940
https://dalejyoung.com/the-surrency-ghosts/

Sunday, June 18, 2017

#82 Zaginięcie Dennisa Martina

Great Smoky Mountains to popularny łańcuch górski Appalachów ciągnący się wzdłuż wschodniego wybrzeża Ameryki Północnej. W 1934 roku potocznie zwane "Smokies" zostały objęte ochroną parku narodowego i do dziś są jednym z najchętniej odwiedzanych parków narodowych w Stanach. Był 14 czerwca 1969 roku, gdy sześcioletni Dennis Martin i jego starszy brat zostali zabrani przez swojego ojca i dziadka na weekendowy wypad z okazji Dnia Ojca w Great Smoky Mountains w Tennessee. Grupie towarzyszył też przyjaciel ojca i jego dwóch synów.
Popołudniu grupa postanowiła zrobić przerwę na górskiej łące zwanej Spence Field. Gdy dorośli rozmawiali chłopcy bawili się nieopodal. W pewnym momencie wpadli na pomysł, aby otoczyć dorosłych chowając się w pobliskich krzakach i wyskoczyć znienacka z krzykiem, by ich wystraszyć. Dennis rozdzielił się z chłopcami i schował w krzakach tak, jak planowali. Chwilę później wszyscy trzej chłopcy wyskoczyli z krzykiem z lasu poza małym Dennisem. Po chwilowym ogólnym rozbawieniu prędko zauważono nieobecność chłopca i wszyscy zaczęli go szukać sądząc, że wciąż dla żartu ukrywa się w krzakach. Jednak minuty mijały, mężczyźni szukali coraz dalej od obozowiska, a po Dennisie nie było śladu.
Ojciec Dennisa, Bill, i dziadek Clyde oraz ich przyjaciel rozeszli się w przeciwnych kierunkach szukając i nawołując imię chłopca. Gdy te poszukiwania spełzły na niczym mężczyźni zawrócili do najbliższego schroniska, by powiadomić służby ratunkowe.
Pomimo szybkiej reakcji po Dennisie nie było nigdzie śladu. W noc po zaginięciu rozpętała się burza podczas której wszystkie możliwe ślady zostały zatarte. Jeżeli Dennis zgubił się w lesie musiał po takiej nocy być przerażony, głodny i przemoknięty. Niedługo udało się zorganizować grupę ponad 1400 ochotników, która dokładnie przeszukała teren nie znajdując niestety nic.
Ciężko sobie wyobrazić, żeby mały chłopiec był zdolny oddalić się tak daleko od obozowiska i przepaść bez śladu. Według zeznań ojca i dziadka, gdy zaczęli go szukać nie minęło więcej niż 5 minut od czasu gdy widzieli go po raz ostatni. Małe dziecko chodzi znacznie wolniej od dorosłego i jeżeli chłopiec zgubiłby się podczas chowania się w lesie nie mógłby odejść tak daleko, by nie usłyszeć krzyku chłopców wyskakujących z lasu, a chwilę później całej rodziny szukającej go. Dodatkowo Dennis był ubrany w jaskrawy czerwony podkoszulek, który powodował, że był widoczny z daleka między drzewami.
Pojawiło się wiele sugestii, że ojciec i dziadek mylili się, co do czasu, jaki upłynął i Dennis istotnie był w stanie odejść wiele dalej.
W niektórych źródłach można przeczytać, że Dennis był lekko opóźniony w rozwoju lub miał duże problemy w uczeniu się i poznawaniu. Mógł łatwo się zgubić i odejść w zupełnie innym kierunku w poszukiwaniu obozowiska.
Istnieje jednak szansa, że Dennis padł ofiarą porwania. Mężczyzna nazwiskiem Harold Key biwakował tego dnia z rodziną w podobnym rejonie. Na policję zgłosił się dopiero parę dni później, gdy wrócił do domu i przeczytał w gazecie o zaginięciu chłopca. Popołudniem w dzień zginięcia Dennisa Harold i jego rodzina usłyszeli przeraźliwy krzyk dochodzący gdzieś z lasu i chwilę później w oddali pomiędzy drzewami dostrzegli coś, co początkowo wzięli za niedźwiedzia, który ostatecznie okazał się brudnym mężczyzną w łachmanach. Nie wiem, jak strasznie musi wyglądać człowiek, żeby zostać pomylonym z niedźwiedziem, jednak Key nie przywiązał zbyt wiele uwagi do mężczyzny zakładając, że mógł zajmować się pędzeniem nielegalnego alkoholu w lesie. Gdy Key przeczytał o zaginięciu uświadomił sobie też, że tajemniczy mężczyzna niósł coś przewieszone przez ramię, co w istocie mogło być nieprzytomnym Dennisem. Według niektórych źródeł rodzina Harolda obozowała zaledwie kilometr od obozowiska Martinów, według innych Key znajdowali się zbyt daleko i policja nie sprawdziła nawet dokładnie ich doniesienia.
Ekipa poszukiwawcza składająca się z 1400 osób brzmi imponująco, jednak popełnione wtedy błędy pomogły usprawnić przyszłe poszukiwania. Akcja poszukiwawcza za Dennisem wyruszyła szybko i bez dobrego przygotowania. Około 4 kilometrów od Spence Field znaleziono odcisk buta bardzo podobny do tych, które miał na sobie Dennis. Jednak z powodu dezorganizacji poszukujący nie byli pewni, czy przypadkiem nie należy do innego chłopca biorącego udział w poszukiwaniach.
W 1985 roku na policję zgłosił się nielegalny kłusownik, który twierdził, że kilka lat wcześniej znalazł w lesie ludzkie szczątki. Mężczyzna nie zgłosił się na policję od razu bojąc się kary za łamanie prawa. Grupa składająca się z 30 osób została wysłana w rejon podany przez kłusownika, jednak niczego nie znaleziono. Do dziś losy małego Dennisa pozostają nieznane.



Źródła:
mysteriousuniverse.org
reddit.com
archive.knoxnews.com

Wednesday, May 24, 2017

Ogłoszenie Parafialne #2

Na moim fanpage'u na Facebooku trwa właśnie mały konkurs zrealizowany przez CBS Polska. Jeżeli chcecie wygrać zestaw książek Dennisa Lehane'a wystarczy tylko w komentarzu odpowiedzieć na pytanie, jaka sprawa kryminalna zafascynowała Was najbardziej i dlaczego. Odnośnik do Facebooka możecie znaleźć po prawej stronie w linkach, lub (jeżeli korzystacie z mobilnej przeglądarki) klikając tutaj.