Tuesday, September 27, 2016

#72 Keddie Murders

Nieistniejący już dziś domek numer 28
Morderstwo rodziny Sharp jest jednym z tych, które powodują, że przestajemy czuć się bezpiecznie we własnych domach. Okrucieństwo tej zbrodni i tajemnica jaką jest owiana przeraża wielu do dziś. Glenn Sharp, zwana przez przyjaciół Sue, wynajmowała niewielki drewniany domek numer 28 na osiedlu zwanym Keddie w Kalifornii od listopada 1980 roku. Społeczność osiedla była zżyta, sąsiedzi znali się nawzajem i sobie ufali. Mało kto zamykał drzwi na klucz. Sue miała 36 lat i była samotną matką mieszkającą z piątką swoich dzieci. Nikt nie wie, co doprowadziło do tragicznych wydarzeń mających miejsce 11 kwietnia 1981 roku. Do morderstwa doszło prawdopodobnie późnym wieczorem, gdy w domu przebywała Sue, jej dwunastoletnia córka Tina, która wróciła do domu od sąsiadów około godziny 22,  dwójka jej najmłodszych synów i ich przyjaciel Justin, który został u rodziny na noc. Później tej nocy do domu powrócił jeszcze najstarszy syn John wraz ze swoim przyjacielem Danem Wingate. Nie wiadomo, czy chłopcy natrafili na morderców wchodząc do domu, czy rodzina została zaatakowana później. Jednak wczesnym rankiem następnego dnia, gdy do domu wróciła kolejna córka, Sheila, która nocowała u koleżanki zaledwie domek obok, Sue, John i Dana leżeli na podłodze w kałużach krwi. Nigdzie nie było śladu po dwunastoletniej Tinie. Natomiast, co niezwykłe, dwaj synowie i kolega Justin spali spokojnie w pokoju obok nieświadomi tego, co wydarzyło się w nocy.
Glenn "Sue" Sharp
Ręce i nogi ofiar były skrępowane taśmą izolacyjną i kablami. Sue i John zostali wielokrotnie pchnięci kuchennym nożem, poderżnięto im też gardła. Sprawcy zadawali tak silne ciosy, że nóż zgiął się w połowie. Dana został uduszony. Wydaje się, że sprawca lub sprawcy potraktowali go z mniejszym okrucieństwem niż pozostałych. Poza tym ofiarom zadano silne obrażenia dwoma różnymi młotkami. Głowa Sue została rozwalona na kawałki kolbą strzelby Daisy Powerline 880, z której odpadła muszka, co umożliwiło dokładne określenie rodzaju broni. Jednak sprawcy zabrali broń ze sobą i nigdy  nie została odnaleziona. Sprawcy prawdopodobnie przebywali dłuższy czas w domu rodziny Sharp torturując ich. Na drewnianej ścianie salonu znaleziono wiele wgłębień od ostrza noża, jakby ktoś bawił się wielokrotnie rzucając nim o ścianę.
Od lewej: John, Tina i Dana

Szczątki Tiny odnaleziono dopiero w 1984 po anonimowym telefonie. Jej czaszka i kości znajdowały się w odludnym miejscu aż 29 mil od osiedla Keddie. Z powodu zbyt dużego upływu czasu nie dało się ustalić przyczyny śmierci.
Pomimo znalezienia wszystkich ciał i wielu narzędzi zbrodni nie zatrzymano i nie oskarżono nikogo.
Według programu "America's Most Wanted" Justin, jeden z chłopców którzy przetrwali noc mógł widzieć morderców, lecz wyprzeć to z pamięci. Justin podał policji dokładny opis miejsca zbrodni tak, jakby tam był, mimo iż siostra chłopców wydostała ich z domu przez okno sypialni, by nie widzieli zakrwawionych zwłok. Justin został poddany hipnozie, podczas której podał rysopis dwóch sprawców. W rysunku sporządzonym na podstawie opisu chłopca wiele osób rozpoznało ojca Justina, Marty'ego Smartta i jego przyjaciela, Johna 'Bo' Boubede. Jednak nie było to wystarczającą podstawą do aresztowania mężczyzn. 
Portret sporządzony na podstawie zeznania Justina

Są teorie mówiące, że rodzina została zamordowana przez nieznanych ludzi, którzy mogli spotkać Dana i Johna wracających wzdłuż drogi do domu i zaproponować im podwózkę. Według innych wersji rodzina padła ofiarą pedofila, którego głównym celem było uprowadzenie Tiny.
Niedawno, bo latem tego roku, gdy wydawało się, że sprawa nigdy nie zostanie już rozwiązana policji udało się znaleźć młotek, który prawdopodobnie należał do Marty'ego Smartta, i który podobno zaginął mu na kilka dni przed morderstwem (jak twierdził). Młotek odpowiada jednemu z tych, których użyto podczas morderstwa 11 kwietnia. Nie podano zbyt wielu szczegółów, a sam Marty zmarł wiele lat temu. Mimo to we wszystkich zainteresowanych znów ożyła nadzieja, że morderstwo na Keddie zostanie w końcu rozwiązane.
Sue Sharp z dziećmi

Wednesday, September 7, 2016

#71 Rodzeństwo Beaumont

To ostatni post o zaginionych dzieciach, obiecuję! 
(przynajmniej w tym tygodniu ;))

 Z jakiegoś powodu bardzo lubię zbrodnie z Australii, wydają się być bardzo specyficzne i zawsze zapadają w pamięć (na przykład Gatton Murders czy Taman Shud).
 Często można usłyszeć, że kiedyś było bezpieczniej. Dzieci bawiły się na ulicach i nic im nie groziło. "Kiedyś" było lepiej. Teraz jest źle i niebezpiecznie, dzieci grają w brutalne gry komputerowe, które wychowują ich na morderców, a pedofilia to nowa rzecz. I homoseksualiści też, taka nowa moda. A w ogóle każdy homoseksualista to pedofil. Tak jak każdy pijak to złodziej. Żartuję, ale takie rzeczy można dziś usłyszeć na co dzień, albo przeczytać w Internecie. Nie wiem, kiedy i gdzie istniało to kiedyś, w którym było lepiej i bezpieczniej, ale chciałabym się dowiedzieć.
Na pewno kiedyś ludzie mieli zwyczaj dawać dzieciom większą swobodę. Tak było też w przypadku rodzeństwa Beaumont.
 Jane (9lat), Arnna (7lat) i Grant (4lata) mieszkali z rodzicami na przedmieściach Adelaide w roku 1966. 26 stycznia trójka dzieci wsiadła do autobusu, by dostać się na oddaloną o 5 minut drogi plażę i deptak Glenelg. Pogoda była doskonała, a dzieci odbyły podobną wycieczkę dzień wcześniej. Najstarsza z rodzeństwa, Jane, uważała, że jest już wystarczająco dorosła, by samodzielnie zajmować się siostrą i bratem. Dzieci wyruszyły z domu około 10 rano i były oczekiwane z powrotem około godziny 14. Gdy nie wróciły do 19:30 rodzice zaalarmowali policję. W tej historii są już co najmniej dwa elementy, które nie powtórzyłyby się w dzisiejszych czasach - nikt nie puszcza tak małych dzieci na wycieczkę autobusem, nikt również nie czeka tak długo z zawiadomieniem policji, gdy dziecko znika. Kiedyś były lepsze czasy.
Arnne, Grant i Jane

Rodzeństwo było bardzo dobrze znane w okolicznych sklepikach w Glenelg. Sprzedawczyni w sklepie ze słodyczami pamiętała, że Jane kupiła tego dnia w jej sklepie drożdżówki i zapłaciła za nie banknotem jednodolarowym, mimo iż matka dała im jedynie monety. Wierzy się, że pieniądze dzieci mogły dostać od wysokiego mężczyzny, z którym były widziane. Mężczyzna miał około trzydziestu lat, jasne włosy i szczupłą, pociągłą twarz. Według świadków bawił się z dziećmi na plaży, a one zdawały się zachowywać przy nim bardzo swobodnie i z ufnością. Według zeznań listonosza, który znał dzieci bardzo dobrze, rodzeństwo znajdowało się na plaży jeszcze o godzinie 15. Biegały po plaży trzymając się za ręce i nikt im nie towarzyszył. Nie wiadomo, dlaczego zatem nie wróciły do domu na 14, lecz przypuszcza się, że listonosz pomylił godziny i widział dzieci wcześniej. Nikt dokładnie nie wie, o której Jane, Arnne i Grant opuścili plażę, oraz z kim. Po ogłoszeniu poszukiwań wiele osób zgłaszało się twierdząc, że widziało dzieci, jednak nie udało się ustalić niczego konkretnego. Kilka miesięcy po zaginięciu wpłynęło zgłoszenie kobiety, która w noc zaginięcia widziała mężczyznę z trójką dzieci wchodzących do opuszczonego domu. Według jej relacji chłopiec wyszedł w nocy na ulicę po czym został złapany agresywnym i gwałtownym ruchem przez mężczyznę i zabrany z powrotem do domu. Rano dom znów wydawał się opuszczony i nikt się już nie pojawił. Nie wiadomo, dlaczego kobieta zwlekała tak długo z tym zgłoszeniem, ani dlaczego nie powiadomiła o tym incydencie policji tej samej nocy (czy kiedyś widok mężczyzny z trójką dzieci wchodzących do opuszczonego domu był czymś normalnym?). W listopadzie 1966 roku pewien holenderski telepata, który zaangażował się w sprawę, wskazał nowo wybudowane magazyny nieopodal szkoły dziewczynek, jako miejsce, gdzie mogą znajdować się zwłoki. Właściciel budynku zorganizował zbiórkę, podczas której udało się zebrać 40 tysięcy dolarów na rozebranie budynku. Jednak najmniejszy ślad prowadzący do rodziny Beaumont nie został znaleziony. Co ciekawe, według śledczych dzieci miały przy sobie około 17 przedmiotów wliczając ręczniki, torby i ubrania. Żadna z tych rzeczy nigdy nie została znaleziona.
Plaża Glenelg w latach 60.

Około dwóch lat od zaginięcia rodzice zaczęli otrzymywać listy od Jane, oraz od mężczyzny, który miał je przetrzymywać. Porywacz chciał zwrócić dzieci rodzicom i wyznaczył nawet miejsce spotkania. Państwo Beaumont wraz z prywatnym detektywem udali się we wskazane miejsce, jednak nikt się nie pojawił. Później nadszedł list z wyrzutami, że prywatny detektyw spłoszył mężczyznę i potraktował go jako zagrożenie i zerwanie umowy. Żadne kolejne listy nie nadeszły. Dopiero w latach 90tych nowoczesne metody policyjne pozwoliły zbadać odciski palców i ustalić, że listy zostały napisane przez pewnego nastolatka jako żart.
Rodzice, Jim i Nancy Beaumont spotkali się z dużą sympatią i współczuciem ze strony opinii publicznej. Nikt nie obwiniał ich o zaginięcie dzieci, praktycznie każdy dawał swoim dzieciom taką samo swobodę i uważano to za bezpieczne. Sprawa rodzeństwa Beaumont była jedną z tych, które przypomniały społeczeństwu, że nigdy i nigdzie nie można czuć się zupełnie bezpiecznie. 
Jest kilka spraw zaginięć z lat 70, 80 i 90 łączonych z tą sprawą, ale o tym może kiedy indziej. 
Warto może jeszcze wspomnieć, że Jim i Nancy Beaumont żyją do dziś i mają kolejno po 90 i 88 lat.

Monday, September 5, 2016

#70 Dziewczynka, która rozpłynęła się w powietrzu



Isabel Celis miała sześć lat, gdy zniknęła ze swojej sypialni w Tucson w stanie Arizona. Dziewczynka zajmowała pokój na parterze, w domu, gdzie poza jej rodzicami mieszali również dwaj bracia. 
Matka Isabel, Becky, nie zdawała sobie sprawy, że widzi ją prawdopodobnie po raz ostatni 20 kwietnia 2012, gdy o godzinie 23 kładła córkę spać. Na drugi dzień kobieta wyszła do pracy przed siódmą rano nie zaglądając już do pokoju Isabel. 
Becky i Sergio Celis
O godzinie ósmej odebrała telefon od męża, Sergia, z przeraźliwą informacją, że Isabel nie ma w łóżku, okno w jej pokoju jest otwarte na oścież, a siatka zabezpieczająca pokój przed insektami - wyrwana. Policja wezwana na miejsce próbowała pomóc rodzinie w poszukiwaniach, jednak po dziecku nie było śladu. Dużym tropem w sprawie okazało się być zeznanie sąsiadki, której okna wychodziły na tą samą stronę, co okno Isabel. Koło godziny szóstej rano kobieta słyszała męskie głosy, jednak nie umiała sprecyzować, czego dotyczyła rozmowa. Nie słyszała też głosu dziewczynki. Istotnie policjanci zabezpieczyli wiele odcisków butów pod oknem Isabel. 
Wiele osób wskazuje ojca dziewczynki, Sergia, jako zamieszanego w jej zaginięcie. Do prasy dotarły nagrania dwóch telefonów wykonanych na policję przez Becky i Sergio, tuż po odkryciu zniknięcia dziecka. W głosie Becky słychać autentyczny strach i panikę, w momencie, gdy zgłoszenie Sergia jest pełne opanowania. Mężczyzna nawet próbował żartować (Można posłuchać tutaj)
Jednak może być to spowodowane szokiem i niedowierzaniem w to, co się dzieje. Sergio jako mężczyzna mógł chcieć pokazać po sobie pozorny sposób i opanowanie, i może też przekonać siebie samego, że wszystko szybko się wyjaśni (bo jaki idiota żartowałby do policji zgłaszając przestępstwo, które chce, by uszło mu na sucho?). Pomimo tego Sergio nigdy nie został postawiony w stan oskarżenia.
Rodzina Celis wysunęła jednak podejrzenia w stronę kuzyna Becky Justina Mastromarino. Argumentem rodziny jest fakt, że Justin mieszkał niedaleko domu państwa Celis oraz, że wyjechał kilka dni po ogłoszeniu zaginięcia Isabel. W feralną noc Justin bawił się na mieście razem ze swoim przyjacielem. Mężczyźni wrócili do domu Justina około drugiej rano i spali do ósmej. Jednak ponieważ oboje tej nocy nadużywali alkoholu i palili marihuanę przyjaciel Justina nie jest wystarczająco wiarygodnym świadkiem, by zapewnić mu alibi. Justin nie chce rozmawiać z prasą i wynajął adwokata. Nie ma jednak podstaw, by postawić mu zarzuty. 

Sprawdzenie wszystkich kamer przemysłowych w pobliżu domu nie przyniosło również żadnych nowych wskazówek. Kamery pokazują kilka przejeżdżających aut w ciągu nocy oraz rodzinę Isabel biegającą rano po ulicy podczas poszukiwań. Jednak taśmy nie zarejestrowały ani śladu dziewczynki. 
Jest kilka szczegółów, które powodują, że za zaginięciem Isabel stoi ktoś z bliskiego grona rodziny:
- Rodzina Celis miała trzy psy, jednak żaden z nich nie obudził rodziny szczekaniem;
- Sergio zasnął oglądając telewizję, gdy jego żona spała, obudził się dopiero o 5 rano i udał się do łózka, jednak nie słyszał niczego podejrzanego (jak twierdzi);
- Justin Mastromarino mieszkał przez jakiś czas w domu rodziny Celis, więc (jeżeli to był on) psy mogły na niego nie zareagować;
- W grudniu 2012 Sergio dobrowolnie zgodził się wyprowadzić z domu i nie kontaktować z synami. Nigdy nie zostało podane do publicznej wiadomości, co stało za tą decyzją;
- Tucson znajduje się zaledwie godzinę drogi od Meksyku. Pojawiły się teorie (jak zawsze w takim wypadku), że dziewczynka została uprowadzona/sprzedana do Meksyku. 
- Przez długi czas prasa donosiła o niewielkich śladach krwi znalezionych w pokoju dziewczynki, łazience i samochodzie. Jednak po dokładnym zbadaniu śladów nikogo nie aresztowano, ponieważ krew okazała się należeć do Becky i Sergio.
Matka Isabel wciąż mieszka w domu, z którego zniknęła jej córka i czeka na jej powrót. Stale kupuje prezenty i składuje je w pokoju Isabel licząc, że ta wróci i pewnego dnia je otworzy.
Po prawej wizerunek Isabel komputerowy postarzony o 3 lata.
Sprawa trochę podobna do sprawy Madeleine McCann (może też powinna się tu pojawić, tak swoją drogą?). Tutaj również dziecko przepada bez śladu, ktoś zostawia otwarte okno, a rodzice są głównymi podejrzanymi przez opinię publiczną, pojawiają się też teorie, że dziecko mogło zostać uprowadzone za granicę. W obu sprawach nie ma skazanych. Ta sprawa ma zaledwie 4 lata. Czy są jeszcze szanse na jej rozwiązanie?

Edit: W marcu 2017 roku na odludnym terenie niedaleko Tucson znaleziono ludzkie szczątki  niedawno zidentyfikowane jako Isabel. Na chwilę obecną nieznana jest przyczyna śmierci dziewczynki. Policja nie aresztowała również nikogo podejrzanego. Mam nadzieję, że z czasem poznamy więcej szczegółów i sprawa nie stanie w miejscu.