Sunday, June 18, 2017

#82 Zaginięcie Dennisa Martina

Great Smoky Mountains to popularny łańcuch górski Appalachów ciągnący się wzdłuż wschodniego wybrzeża Ameryki Północnej. W 1934 roku potocznie zwane "Smokies" zostały objęte ochroną parku narodowego i do dziś są jednym z najchętniej odwiedzanych parków narodowych w Stanach. Był 14 czerwca 1969 roku, gdy sześcioletni Dennis Martin i jego starszy brat zostali zabrani przez swojego ojca i dziadka na weekendowy wypad z okazji Dnia Ojca w Great Smoky Mountains w Tennessee. Grupie towarzyszył też przyjaciel ojca i jego dwóch synów.
Popołudniu grupa postanowiła zrobić przerwę na górskiej łące zwanej Spence Field. Gdy dorośli rozmawiali chłopcy bawili się nieopodal. W pewnym momencie wpadli na pomysł, aby otoczyć dorosłych chowając się w pobliskich krzakach i wyskoczyć znienacka z krzykiem, by ich wystraszyć. Dennis rozdzielił się z chłopcami i schował w krzakach tak, jak planowali. Chwilę później wszyscy trzej chłopcy wyskoczyli z krzykiem z lasu poza małym Dennisem. Po chwilowym ogólnym rozbawieniu prędko zauważono nieobecność chłopca i wszyscy zaczęli go szukać sądząc, że wciąż dla żartu ukrywa się w krzakach. Jednak minuty mijały, mężczyźni szukali coraz dalej od obozowiska, a po Dennisie nie było śladu.
Ojciec Dennisa, Bill, i dziadek Clyde oraz ich przyjaciel rozeszli się w przeciwnych kierunkach szukając i nawołując imię chłopca. Gdy te poszukiwania spełzły na niczym mężczyźni zawrócili do najbliższego schroniska, by powiadomić służby ratunkowe.
Pomimo szybkiej reakcji po Dennisie nie było nigdzie śladu. W noc po zaginięciu rozpętała się burza podczas której wszystkie możliwe ślady zostały zatarte. Jeżeli Dennis zgubił się w lesie musiał po takiej nocy być przerażony, głodny i przemoknięty. Niedługo udało się zorganizować grupę ponad 1400 ochotników, która dokładnie przeszukała teren nie znajdując niestety nic.
Ciężko sobie wyobrazić, żeby mały chłopiec był zdolny oddalić się tak daleko od obozowiska i przepaść bez śladu. Według zeznań ojca i dziadka, gdy zaczęli go szukać nie minęło więcej niż 5 minut od czasu gdy widzieli go po raz ostatni. Małe dziecko chodzi znacznie wolniej od dorosłego i jeżeli chłopiec zgubiłby się podczas chowania się w lesie nie mógłby odejść tak daleko, by nie usłyszeć krzyku chłopców wyskakujących z lasu, a chwilę później całej rodziny szukającej go. Dodatkowo Dennis był ubrany w jaskrawy czerwony podkoszulek, który powodował, że był widoczny z daleka między drzewami.
Pojawiło się wiele sugestii, że ojciec i dziadek mylili się, co do czasu, jaki upłynął i Dennis istotnie był w stanie odejść wiele dalej.
W niektórych źródłach można przeczytać, że Dennis był lekko opóźniony w rozwoju lub miał duże problemy w uczeniu się i poznawaniu. Mógł łatwo się zgubić i odejść w zupełnie innym kierunku w poszukiwaniu obozowiska.
Istnieje jednak szansa, że Dennis padł ofiarą porwania. Mężczyzna nazwiskiem Harold Key biwakował tego dnia z rodziną w podobnym rejonie. Na policję zgłosił się dopiero parę dni później, gdy wrócił do domu i przeczytał w gazecie o zaginięciu chłopca. Popołudniem w dzień zginięcia Dennisa Harold i jego rodzina usłyszeli przeraźliwy krzyk dochodzący gdzieś z lasu i chwilę później w oddali pomiędzy drzewami dostrzegli coś, co początkowo wzięli za niedźwiedzia, który ostatecznie okazał się brudnym mężczyzną w łachmanach. Nie wiem, jak strasznie musi wyglądać człowiek, żeby zostać pomylonym z niedźwiedziem, jednak Key nie przywiązał zbyt wiele uwagi do mężczyzny zakładając, że mógł zajmować się pędzeniem nielegalnego alkoholu w lesie. Gdy Key przeczytał o zaginięciu uświadomił sobie też, że tajemniczy mężczyzna niósł coś przewieszone przez ramię, co w istocie mogło być nieprzytomnym Dennisem. Według niektórych źródeł rodzina Harolda obozowała zaledwie kilometr od obozowiska Martinów, według innych Key znajdowali się zbyt daleko i policja nie sprawdziła nawet dokładnie ich doniesienia.
Ekipa poszukiwawcza składająca się z 1400 osób brzmi imponująco, jednak popełnione wtedy błędy pomogły usprawnić przyszłe poszukiwania. Akcja poszukiwawcza za Dennisem wyruszyła szybko i bez dobrego przygotowania. Około 4 kilometrów od Spence Field znaleziono odcisk buta bardzo podobny do tych, które miał na sobie Dennis. Jednak z powodu dezorganizacji poszukujący nie byli pewni, czy przypadkiem nie należy do innego chłopca biorącego udział w poszukiwaniach.
W 1985 roku na policję zgłosił się nielegalny kłusownik, który twierdził, że kilka lat wcześniej znalazł w lesie ludzkie szczątki. Mężczyzna nie zgłosił się na policję od razu bojąc się kary za łamanie prawa. Grupa składająca się z 30 osób została wysłana w rejon podany przez kłusownika, jednak niczego nie znaleziono. Do dziś losy małego Dennisa pozostają nieznane.



Źródła:
mysteriousuniverse.org
reddit.com
archive.knoxnews.com

Wednesday, May 24, 2017

Ogłoszenie Parafialne #2

Na moim fanpage'u na Facebooku trwa właśnie mały konkurs zrealizowany przez CBS Polska. Jeżeli chcecie wygrać zestaw książek Dennisa Lehane'a wystarczy tylko w komentarzu odpowiedzieć na pytanie, jaka sprawa kryminalna zafascynowała Was najbardziej i dlaczego. Odnośnik do Facebooka możecie znaleźć po prawej stronie w linkach, lub (jeżeli korzystacie z mobilnej przeglądarki) klikając tutaj.

Thursday, May 4, 2017

#81 Co myślę o sprawie Magdaleny Żuk

Nie lubię pisać o nowych, bieżących sprawach, ponieważ na początkowym etapie zawsze brak rzetelnych informacji. Bazowanie na teoriach snutych przez kiepskie portale informacyjne, które szukają jedynie sensacji zepsułoby tego bloga. Jednak od paru dni wszędzie widzę sprawę Magdaleny Żuk. O smutnej sprawie jej śmierci debatują ostatnio wszyscy, a fakty zmieniają się z dnia na dzień. Lubię czytać komentarze innych ludzi na temat tajemniczych spraw, jednak tym razem nie przeczytałam nic  konstruktywnego. Powstało tyle bezpodstawnych teorii spiskowych, że postanowiłam spróbować oddzielić trochę prawdę od fikcji.
Magdalena Żuk wykupiła wycieczkę dla siebie i swojego chłopaka do ośrodka wypoczynkowego w
źródło: wyborcza.pl
Marsa Alam w Egipcie. Nie powiedziała mu o niej od razu chcąc zrobić mu niespodziankę. Z niespodzianki jednak nic nie wyszło, ponieważ chłopak miał nieważny paszport. Po nieudanej próbie odsprzedania wycieczki Magdalena poleciała na wakacje sama.
Wiele osób wątpi w tę historię. Uważa ją za nierealną. Przeczytałam gdzieś, że Magda nie mogła wykupić wycieczki nie znając danych paszportu swojego chłopaka. Zwykle wykupując wakacje musimy numer paszportu, datę wygaśnięcia i tak dalej. Nie wiem, jak było w tym przypadku. Jednak znam ludzi, którym udało się wykupić wakacje i na nie ostatecznie nie polecić z powodu nieważności paszportu. Organizatorzy imprez turystycznych wymagają od uczestników samodzielnego zadbania o posiadanie ważnych dokumentów. Paszport musi być ważny dłużej niż 6 miesięcy w momencie wylotu i zapewne to stało się przeszkodą dla partnera Magdy. Swoją drogą nigdzie nie mogę doczytać jego imienia. Na Facebooku używał imienia Marcus, więc wnioskuję, że to Marek.
Magda skontaktowała się z bliskimi po przybyciu do hotelu, jednak prędko jej zachowanie uległo zmianie. Nie przesyłała zdjęć z wakacji i wysyłała dziwne wiadomości. Pisała między innymi, że ktoś chyba dosypał jej czegoś do drinka lub pytała, kiedy do niej przyjdą, bo czeka w pokoju. W Internecie można obejrzeć nagranie z wideo rozmowy Magdy z jej chłopakiem. Dziewczyna jest na nim roztrzęsiona i nie potrafi wytłumaczyć, co się z nią dzieje. Wiele osób doszukuje się wiadomości przesłanych szyfrem i znaków od Magdy, ale moim zdaniem nic tam nie ma. Niektórzy też oskarżają chłopaka o udział w śmierci swojej dziewczyny. "Marcus" ma mówić obojętnym, opanowanym tonem, jakby nie robił na nim wrażenie stan Magdaleny. Jak dla mnie mówi on uspokajającym, opanowanym tonem, próbując dowiedzieć się, co się stało. Wiemy też, że nie jest to jego pierwsza rozmowa z dziewczyną i wiedział już wcześniej o jej stanie.
Magda nie mówi za wiele, a to co mówi sugeruje, że kogoś się boi. "Już stąd nie wrócę" i "Oni mają jakieś sztuczki" brzmi dla mnie jak objawy jakieś paranoi. Jednak według rodziny i bliskich Magda nie cierpiała na żadne zaburzenia psychiczne. Nie przepadała za imprezowaniem i piciem, a już na pewno nie za braniem narkotyków. Co zatem spowodowało stan dziewczyny? Mogła zostać czymś odurzona albo doznała jakiejś traumy. 
Wiele osób obwinia Magdę za lekkomyślność, twierdząc, że nie powinna była lecieć sama. Magda mogła paść ofiarą gwałcicieli lub porywaczy. Nie przeczę, że coś musiało ją doprowadzić do stanu, w którym jest na filmie, jednak przyjrzymy się trochę samemu Egiptowi.
Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza podróżowanie po Egipcie poza ośrodkami turystycznymi nad Morzem Czerwonym. Miejsce, w którym była Magda to nie "autentyczne" egipskie miasto, ale resort, w którym nie ma wiele poza hotelami z europejskimi gośćmi. Jedyni "miejscowi" jakich można tam spotkać to ludzie zatrudnieni w usługach turystycznych. Magdalena nie poleciała na samobójczą misję do dziczy, lecz do cywilizowanego, stosunkowo bezpiecznego miejsca. 
Na końcu filmu widać polskojęzycznego rezydenta, który mówi, że rozmowa z Magdą nie ma sensu i będzie dzwonił do ambasady. Nie wiem, czy to potwierdzona informacja, ale pracownicy hotelu podobno odwieźli Magdę na lotnisko, jednak nie została wpuszczona na pokład samolotu lecącego do Polski ze względu na zły stan psychiczny. Dziewczyna została zawieziona do placówki leczniczej w Hurgadzie, gdzie podobno wyskoczyła z okna i z powodu odniesionych obrażeń zmarła. W najbliższym czasie ma być przeprowadzona sekcja zwłok, która prawdopodobnie pomoże wyjaśnić, czy Magda była pod wpływem narkotyków lub czy jej stan miał podłoże psychiczne. 
Jakkolwiek historia o nagłym ataku psychozy brzmi nieprawdopodobnie, nie jest zupełnie wykluczona. Choroby psychiczne ujawniają się w różnym wieku. A przebywanie samotnie w nowym miejscu mogło wpłynąć źle na Magdę (podobnie było chociażby w przypadku Elisy Lam, która wskoczyła do zbiornika na wodę w hotelu w Kalifornii). 
Mam nadzieję, że sprawa prędko się wyjaśni. Zebrałam informacje o śmierci Magdy z różnych źródeł, o których rzetelności nie jestem do końca przekonana, ale niestety więcej nie wiemy. Jeżeli dojdą jakieś nowe informację postaram się uaktualnić ten post.
Pierwszy mały update: Od pracownicy biura, z którym Magda poleciała na wycieczkę dowiedziałam się, że kupując wycieczkę nie musimy podawać danych paszportu. Możemy zrobić to później przed wyjazdem. Nie podajemy też daty wygaśnięcia paszportu, lecz datę wydania.

Saturday, April 15, 2017

#80 Co stało się z Leah Roberts?

www.serialkillersschoolshooters.tumblr.com


18 marca 2000 roku przypadkowi ludzie powiadomili policję, że na poboczu drogi w lesie, niedaleko autostrady Mount Baker (stan Waszyngton) znajduje się porzucony samochód. Auto okazało się należeć do dwudziestotrzyletniej Leah Roberts, która opuściła swoje wynajmowane w Karolinie Północnej mieszkanie 9 dni wcześniej. 
Można powiedzieć, że dziewczyna przechodziła przez ciężki okres w życiu. Porzuciła studia na parę miesięcy przed ich ukończeniem i nie wiedziała, co chce robić w życiu. Podobno zaczęła przesiadywać w kawiarniach pisząc wiersze i czytając. Niektórzy powiedzieliby, że Leah była po prostu rozpuszczoną młodą kobietą. Jednak za jej postępowaniem kryła się smutna historia - Roberts straciła rodziców będąc nastolatką i przeżyła ciężki wypadek samochodowy, co podobno miało na nią negatywny wpływ. 
W takim stanie Leah postanowiła wyjechać do stanu Waszyngton, do czego zapewne zainspirowała ją powieść Jacka Kerouaca "Włóczędzy Dharmy", której akcja częściowo rozgrywa się niedaleko miejsca, gdzie później znaleziono jej samochód.
Popołudniu 9 marca współlokatorka Leah wróciła do domu i zauważyła, że jej koleżanka, zarówno jak jej samochód, zniknęli. Z mieszkania zniknął też kot Leah o imieniu Bea. Początkowo współlokatorka nie przywiązała wielkiej wagi do nieobecności Roberts, ponieważ po rzuceniu studiów miała ona zwyczaj wychodzić i wracać do domu o niespodziewanych porach. Gdy jednak okazało się, że siostra Leah, Kara, również straciła z nią kontakt kobiety postanowiły powiadomić policję. Z pokoju Leah zniknęła spora część ubrań i rzeczy osobistych, co sugerowało, że dziewczyna postanowiła wyjechać na dłużej. Zostawiła również pieniądze dla swojej współlokatorki na pokrycie rachunków w najbliższym miesiącu i załączyła notatkę, aby się o nią nie martwić, gdyż jak napisała: "Nie mam tendencji samobójczych, wręcz przeciwnie". W notatce wspomniała Jacka Kerouaca i zasugerowała, że chciałaby żyć pełnią życia,
Znalezienie samochodu parę dni później wskazywało jednak na to, że dziewczyna może wcale nie być bezpieczna. Jej auto znajdowało się na opuszczonym terenie i nosiło ślady po poważnym wypadku samochodowym. Jednak w środku nie było żadnych śladów krwi, co później doprowadziło do podejrzenia, że auto zostało uszkodzone celowo. 
Okna były zasłonięte kocami i wszystko wyglądało tak, jakby ktoś mieszkał w tym samochodzie przez parę dni. Nigdzie jednak nie było śladu po Leah ani jej kocie. W samochodzie i wokół niego znaleziono wszystkie rzeczy osobiste Roberts: paszport, gitarę, płyty CD, klatkę dla kota, jak również biżuterię i około 2500 dolarów w gotówce, co wykluczyło napad rabunkowy. Na postawie rachunków pozostawionych w samochodzie wywnioskowano, że Leah przybyła do stanu Waszyngoton 12 lub 13 marca i 13 marca obejrzała "American Beauty" w kinie i zjadła obiad w galerii handlowej w pobliskim miasteczku. Według niektórych świadków w restauracji mogła poznać jakiegoś mężczyznę i wyjść razem z nim. Zarejestrowały ją kamery na stacji benzynowej w pobliskim Oregonie, gdzie Leah sprawiała wrażenie, że jest w dobrej kondycji psychicznej. Czekając w kolejce do kasy wyglądała stale przez okno w kierunku parkingu, co niektórzy zinterpretowali, jako znak, że wiozła ze sobą pasażera i spoglądała na niego (ale dla mnie równie dobrze mogła spoglądać na kota :))
Cztery dni po odkryciu samochodu na policję zgłosiło się małżeństwo, które zauważyło dziewczynę odpowiadającą opisowi Roberts wędrującą drogą w okolicach Everett, na zachód od miejsca, gdzie zaginęła. Jeżeli zgłoszenie było prawdziwe, jest to ostatni raz, gdy widziano Leah żywą.
W 2005 roku śledztwo przejęło dwóch nowych detektywów, którzy postanowili przyjrzeć się sprawie od początku. Zbadali ponownie samochód i odkryli, że ktoś otworzył maskę i przeciął przewód, który umożliwił przyspieszanie bez konieczności naciskania na pedał gazu. To tylko potwierdziło przypuszczenia, że auto zostało uszkodzone umyślnie. Pod maską znaleziono też odcisk palca należący do mężczyzny.
Udało się dotrzeć do człowieka, który rozmawiał 13 marca z Leah. Mężczyzna ten ma na imię Barry i w przeszłości służył w wojsku. Obecnie mieszka w Kanadzie i pomimo, iż udało się go odnaleźć nie można przeczytać wiele na jego temat. Badania wykazały jednak, że jego odciski nie zgadzają się z tym znalezionym w samochodzie.
Ta sprawa do złudzenia przypomina mi sprawy Brianny Maitland i Maury Murray. We wszystkich przypadkach doszło do zaginięcia młodych kobiet, które przechodziły trudny okres w życiu. W każdym przypadku po zaginionej zostawał tylko opuszczony samochód. Każda zniknęła również w pobliżu granicy z Kanadą, co jest ciekawe. Jednak nie umiem sobie wyobrazić, że Leah wyjęła kota z klatki, wzięła go na ręce i powędrowała do Kanady zostawiając dokumenty i pieniądze.
Co przydarzyło się Leah? Zniknęła z własnej woli czy raczej natrafiła na niewłaściwą osobę i stała się ofiarą przestępstwa?


Tuesday, February 21, 2017

Ogłoszenie parafialne #1

Drodzy,

Taka mała wiadomość dla osób, które śledzą bloga, lecz nie zaglądają na facebooka. Kilka moich postów pojawi się teraz gościnnie na blogu portalu detektywistyczny.net. Wszystkie linki można znaleźć tutaj na blogu po prawej stronie. --->

Pozdrawiam,
Aga

Sunday, December 25, 2016

#79 Morderstwo rodziny Lawson

Niektóre zbrodnie wydają się tak bezcelowe i bezsensowne, że aż ciężko uwierzyć, że naprawdę miały miejsce. W przypadku rodziny Lawson nikt nie mógł uwierzyć, że coś takiego spotkało tą zwyczajną, ciężko pracującą rodzinę. Ciężko też rozgryźć, co kryło się w umyśle głowy rodziny Charliego Lawsona. Człowieka na pozór dobrego.
Charles David Lawson poślubił Fannie w 1911 roku. Charles zajmował się uprawą tytoniu i do 1927 roku udało mu się odłożyć wystarczająco pieniędzy, by kupić dom w Germanton w Północnej Karolinie. Lawsonowie doczekali się siedmiorga dzieci i, mimo iż nie byli szczególnie zamożni, według wielu ludzi, byli rodziną kochającą się i pozornie normalną.
Kilka dni przed Bożym Narodzeniem roku 1929 Charles postanowił wziąć swoją rodzinę na zakupy. Obdarował wszystkich nowymi ubraniami, po czym zabrał rodzinę do fotografa, by zrobić pamiątkowe rodzinne zdjęcie. Był to gest bardzo hojny, a ludzie z klasy robotniczej nie mieli w zwyczaju robić sobie zdjęć. W świetle późniejszych wydarzeń sądzono, że pomysł zabicia swojej rodziny zrodził się w umyśle Charlesa już wtedy.
Popołudniu 25 grudnia Charles Lawson schował się za stodołą i zastrzelił swoje dwie córki wychodzące z domu. Carrie i Maybell miały kolejno 12 i 7 lat. Później upewnił się, że dziewczynki nie żyją bijąc je tępym narzędziem (prawdopodobnie kolbą strzelby). Ciała ukrył w stodole i wszedł do domu. Z drugiej strony domu, na werandzie, znalazł swoją żonę Fannie i ją również zastrzelił. Następnie wrócił do domu i zastrzelił swoją siedemnastoletnią córkę Marie. W międzyczasie, dwóch jego najmłodszych synów próbowało znaleźć miejsce, aby się schować. Jednak Charles dopadł i ich.
Rodzina Lawson na kilka dni przed masakrą.
James i Raymond, lat  4 i 2, również zginęli od postrzału ze strzelby. Prawdopodobnie jako ostatnia zginęła czteromiesięczna córka Lawsonów, Mary Lou. Charles zatłukł ją na śmierć tępym narzędziem. Później ułożył wszystkie ciała koło siebie z rękami skrzyżowanymi na piersiach. Pod głowę każdego podłożył kamień. Po tym uzbrojony uciekł do lasu. Huki wystrzałów zaczęły przyciągać do domu Lawsonów ludzi mieszkających nieopodal. Kilka godzin po morderstwach z lasu dał się słyszeć huk wystrzału - to Charles Lawson popełnił samobójstwo. Później jego ciało znaleziono koło jednego z drzew. Ślady wskazywały na to, że krążył  wokół drzewa w ciemności przez nawet kilka godzin. Znaleziono przy  nim również list zaadresowany do jego rodziców.
Ludzie mordują swoje rodziny na całym świecie z różnych powodów. Co jednak kierowało Charlesem Lawsonem? Niektórzy zabijają swoje rodziny, by odzyskać utraconą, według nich wolność. Inni robią to dla pieniędzy. Jeszcze inni cierpią na urojenia i uważają, że zabijając swoich bliskich uwolnią ich od cierpienia, albo w ogóle ciężko powiedzieć, co uważają.
Charles Lawson nigdy nie zdradzał objaw choroby psychicznej. Był ciężko pracującym człowiekiem i pozornie dobrym ojcem.
Z Lawsonów ocalała tylko jedna osoba - szesnastoletni syn Arthur, którego Charles odesłał z domu, by załatwił dla niego kilka spraw, na kilka chwil przed zamordowaniem swojej rodziny. Nie wiadomo, co kierowało Charlesem. Nie wiadomo, czy darował Arthurowi życie, ponieważ szczególnie kochał swojego najstarszego syna, czy też obawiał się, że silny i postawny Arthur może udaremnić jego plan.
Na kilka miesięcy przed popełnieniem morderstwa Charles uderzył się mocno w głowę podczas pracy i wymagał pomocy lekarskiej. Nie wiadomo, czy uderzenie wywołało jakieś obrażenia i w efekcie psychozę, ale późniejsza sekcja nie wykazała żadnych nieprawidłowości.
Inną teorią, a może raczej plotką, jest kazirodczy związek Marie i Charlesa. Na kilka dni przed śmiercią Marie miała zwierzyć się przyjaciółce, że jest w ciąży, a ojcem jest Charles. Podobno nawet jej matka wiedziała o tym związku.
Nie wiadomo, ile jest w tym prawdy. Nie wiadomo też, czy wykonano sekcję zwłok Marie na tyle dokładną, by stwierdzić, że była w ciąży. Nie mogę znaleźć żadnej informacji, co znajdowało się w liście Charlesa do rodziców.
Niedługo po morderstwach brat Charlesa przekształcił dom rodziny w atrakcję turystyczną dla turystów. Jednym z eksponatów w tym osobliwym muzeum był placek upieczony przez panią Lawson w dniu morderstwa. Ciasto musiało zostać umieszczone za szybą, ponieważ zwiedzający nagminnie wydłubywali z niego rodzynki, jako pamiątkę.
Dziś mija dokładnie 87 lat odkąd Charles zamordował swoją rodzinę. Zapewne nigdy nie dowiemy się, co działo się w jego umyśle tego dnia.

Monday, December 19, 2016

#78 Zaginięcie Madeleine McCann

Prawie każdy z nas widział w mediach zdjęcie tej jasnowłosej dziewczynki o zielonych oczach. Poszukiwania Madeleine McCann odbiły się echem na całym świecie. Nie ma w tym nic dziwnego, sprawy w których krzywda dzieje się dzieciom zawsze wzbudzają emocje. Podobne reakcje wywołała między innymi sprawa JonBenet Ramsey
Algarve to malowniczy region na samym południu Portugalii. Malownicze miasteczka i położone tuż
Madeleine przed zaginięciem i symulacja, jak wyglądałaby w wieku 9 lat (wikipedia)
nad oceanem i klifowe wybrzeża przyciągają turystów z wielu krajów, między innymi z Wielkiej Brytanii.
W maju 2007 roku Kate i Gerry McCann spędzali wakacje ze swoją trzyletnią córką Madeleine i dwoma młodszymi synami bliźniakami w Praia da Luz w Algarve. McCannowie byli z wykształcenia lekarzami w dobrej sytuacji materialnej, kochali swoje dzieci i nie było oznak, by źle je traktowali. Czas w Portugalii spędzali głównie ze swoimi pozostałymi przyjaciółmi z Wielkiej Brytanii i ich dziećmi. W czasie swojego pobytu zawsze spotykali się wieczorem około godziny 20 na kolację w restauracji w ośrodku wypoczynkowym, w którym przebywali, zostawiając swoje dzieci śpiące w apartamentach zaledwie 50 metrów dalej.
McCannowie zajmowali narożny apartament na parterze. Do mieszkania można dostać się na dwa sposoby: poprzez szklane drzwi w salonie wychodzące na tereny ośrodka wypoczynkowego, gdzie znajdowały się między innymi basen, korty tenisowe i restauracja, oraz przez drzwi z drugiej strony mieszkania wychodzące na ulicę. Madeleine spała wraz z braćmi w jednej z dwóch sypialni.
W czwartek, 3 maja, w czasie śniadania Madeleine zapytała, dlaczego nikt do nich nie przyszedł, gdy wczoraj w nocy ona i jej brat płakali. Pytanie nie zostało potraktowane poważnie, ale w świetle późniejszych wypadków rodzice zaczęli podejrzewać, że ktoś mógł próbować dostać się do mieszkania noc wcześniej. Kate zauważyła również na bluzce od piżamy Madeleine dużą brązową
Budynek, w którym mieszkali McCannowie i ich przyjaciele
plamę, którą wtedy zignorowała.
Dzieci spędziły poranek w hotelowym klubie dla dzieci, gdy rodzice spędzali czas z przyjaciółmi. Popołudnie rodzina bawiła się razem nad basenem, wtedy też Kate zrobiła ostatnie zdjęcie Madeleine. McCannowie położyli dzieci spać około godziny 19. O godzinie 20:30 udali się na kolację w restauracji oddalonej o 50 metrów od ich mieszkania. Wcześniej tego dnia pracownicy hotelu zostawili zapytanie w ogólnodostępnej hotelowej książce kontaktowej, czy powinni ponownie zarezerwować  dla nich stolik blisko ich apartamentów, by mogli doglądać dzieci. McCannowie sądzą, że porywcze mogli widzieć notatkę.
McCannowie i ich przyjaciele średnio co pół godziny sprawdzali, czy u dzieci wszystko w porządku. Drzwi od strony restauracji i basenu można było zamknąć tylko od środka, więc pozostawili je niezamknięte. Gerry zaszedł do mieszkania około godziny 21 i zastał wszystko w najlepszym porządku. Zastanowiły go tylko drzwi do pokoju dzieci, które zastał szeroko otwarte, a był pewien, że zostawił je zamknięte. Zamknął je z powrotem i wrócił do przyjaciół.
O godzinie 21:30 Kate chciała pójść zajrzeć do dzieci, ale jeden z przyjaciół obecnych przy stole, Matthew Oldfield, zaoferował, ze zajrzy do nich po drodze do swoich dzieci. W apartamencie McCannów panowała cisza. W pokoju dzieci światło było zgaszone, więc nie zajrzał do pokoju i nie widział, czy Madeleine wciąż tam była. Jednak drzwi były ponownie otwarte, mimo iż Gerry McCann zamknął je pół godziny wcześniej. O 22:00 to Kate poszła do dzieci. Zobaczyła, że drzwi do pokoju są otwarte i chwyciła klamkę, by je zamknąć, jednak te zatrzasnęły się same z hukiem, jakby w mieszkaniu był przeciąg. Weszła do pokoju i zobaczyła, że okno w pokoju dzieci jest teraz otwarte, a Madeleine zniknęła ze swojego łóżka. Bliźnięta wciąż spały w swojej kołysce. Po prędkim przeszukaniu mieszkania pobiegła z powrotem do restauracji, krzycząc, że ktoś zabrał Madeleine. Zaraz potem Gerry poprosił Matthew Oldfielda,  by pobiegł do recepcji wezwać policję. W ciągu nocy 60 osób, a wśród nich pracownicy hotelu i goście przeszukali całą okolicę sądząc początkowo, że Madeleine sama opuściła pokój. Policja przeszukała też wszystkie studnie, opuszczone budynki i inne niebezpieczne miejsca, jednak bez skutku.
Pomimo upływu lat wciąż nie wiadomo, co dokładnie zaszło w apartamencie McCannów. Wiele osób oskarża rodziców Madeleine o jej zaginięcie. McCannowie wielokrotnie występowali w mediach prosząc o pomoc i odpowiadając na pytania dziennikarzy. Sprawiali wrażenie ludzi spokojnych, opanowanych i statecznych, co wiele osób odebrało jako dowód ich winy. Wedle powszechnej opinii, Madeleine miała ulec wypadkowi i umrzeć, a rodzice, bojąc się odpowiedzialność, ukryli jej ciało.
Ostatnią osobą, która miała widzieć Madeleine był jej ojciec. Jeżeli jego zeznanie jest prawdą,  do porwania doszło pomiędzy godziną 21 i 22, ponieważ Matthew Oldfield nie widział, czy dziewczynka była w mieszkaniu, gdy zaszedł tam o 21:30.
Początkowo sądzono, że Madeleine została zabrana zaraz po tym, jak Gerry McCann opuścił apartament. Jane Tanner, jedząca kolację razem z McCannami, opuściła stół zaraz po Gerrym, by sprawdzić swoje dzieci. W wąskiej uliczce minęła Gerry'ego, który wracając od swoich dzieci zatrzymał się, by porozmawiać z innym gościem hotelu. Mężczyźni nie pamiętali, by Jane ich minęła, więc jej zeznanie długo było traktowane jako nieprawdziwe. Tanner zbliżając się do mieszkania McCannów zobaczyła mężczyznę niosącego śpiące dziecko, który wyłonił się zza rogu i oddalił się od hotelu. Nie widziała twarzy jego ani dziecka, ale zapamiętała, ze dziecko było bose. Szkic mężczyzny pojawił się potem wielokrotnie w mediach. Jednak w 2013 roku udało się wyjaśnić, że osobą, którą widziała wtedy Jane był inny wczasowicz, który odebrał swoją córkę po wieczornej zabawie w klubie dla dzieci. Około godziny 22 w odległości około 500 metrów, para innych turystów, Mary i Martin Smith, widziała mężczyznę niosącego śpiącą dziewczynkę. Mężczyzna sprawiał wrażenie, jakby nie czuł się komfortowo niosąc dziecko i oddalał się w kierunku plaży. Według policji istnieje duże prawdopodobieństwo, że to właśnie Mary i Martin widzieli porywacza.
Wiele osób zeznało, że widziało różnych mężczyzn zachowujących się dziwnie w pobliżu
Na czerwono zaznaczono łózko Madeleine
apartamentu McCannów 3 maja i w dniach poprzedzających porwanie. Do drzwi apartamentów pukał między innymi mężczyzna mówiący, że zbiera pieniądze na sierociniec. Bardzo możliwe, że był to ktoś kto robił rekonesans. 3 maja popołudniu dwóch mężczyzn było widzianych na balkonie apartamentu 5C zaraz obok apartamentu McCannów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że 5C nie było w tym czasie wynajęte i teoretycznie nikt nie powinien był tam przebywać (mam nadzieję, że policja dobrze to sprawdziła i nie byli to pracownicy hotelu). Około godziny 18 tego samego dnia, widziano mężczyznę stojącego na schodach do mieszkania McCannów. O godzinie 23 dwóch mężczyzn było widzianych kłócących się na ulicy niedaleko miejsca porwania. Gdy zdali sobie sprawę, że zostali zauważeni przez świadków ściszyli głosy i odeszli. Nie wiadomo, czy te zdarzenia są ze sobą połączone.
W początkowych fazach śledztwa policja popełniła wiele kardynalnych błędów. Miejsce zdarzenia nie zostało odpowiednio wcześnie zabezpieczone, a technicy policyjni badali mieszkanie bez odpowiedniej odzieży ochronnej.
McCannowie składali początkowo zeznania poprzez tłumacza, co sprawiało, że zeznania nie były dokładne i doprowadzały do nieporozumień.
Zagadkowe okazało się otwarte okno. Sugerowało, że ktoś dostał się do środka otwierając okno, jednak McCannowie byli pewni, że okno było dokładnie zamknięte i można je było otworzyć jedynie od wewnątrz. Z zewnętrznej strony nie było żadnych oznak włamania. Zastanawiam się, czy jest możliwe, że to Madeleine otworzyła okno chcąc uciec lub zawołać o pomoc, gdy usłyszała, że ktoś niepożądany wtargnął do mieszkania. Według niektórych teorii to Kate McCann otwarła okno, by upozorować porwanie.
W lipcu 2007 roku brytyjski detektyw przywiózł na miejsce zdarzenia dwa psy, z których jeden był wyszkolony w tropieniu zapachu zwłok, a drugi w zapachu krwi. Oba psy wyczuły coś w mieszkaniu wynajętym przez McCannów. Jeden z psów wyczuł zapach zwłok w bagażniku i środku samochodu wynajmowanym przez McCannów w trakcie pobytu. Pies zaalarmował też detektywów, gdy powąchał ubrania Kate McCann. Brzmi poważnie? Niestety nic z tego nie jest niezbitym dowodem. Kate McCann pracowała jako lekarz rodzinny i wielokrotnie miała do czynienia ze zmarłymi. Z wynajmowanego auta korzystała przed McCannami niezliczona liczba osób. Tak samo jak z mieszkania, które zajmowali. Wszystkie oskarżenia zostały obalone przez adwokata McCannów.
Jednak w samochodzie znaleziono też DNA Madeleine, w czym nie byłoby nic dziwnego, ponieważ zostawiamy nasze DNA praktycznie wszędzie, gdzie przebywamy, jednak auto zostało wynajęte po zniknięciu Madeleine.
Dla podsumowania: jeżeli to McCannowie zabili Madeleine, musieli ukryć jej ciało na przynajmniej dwa tygodnie na terenie hotelu, by później wynająć auto i wywieźć je w inne miejsce. Wydaje się to wręcz niemożliwe, w sytuacji, gdy policja i wszyscy wokół stale ich obserwują. Cały teren hotelu został również dokładnie przeszukany, więc ciało musiałoby być niezwykle dokładnie ukryte.
Zastanawiam się, czy jest możliwe, że DNA Madeleine po prostu znajdowało się na rzeczach i
Kate i Gerry McCann
ubraniach McCannów i przeniosło się razem z nimi do samochodu.
Inną popularną teorią jest, że Madeleine została porwana przez siatkę pedofilii. Co jakiś czas w mediach wypływa informacja, że dziewczynka podobna do Madeleine była widziana w różnych częściach świata. Zagadkowi mężczyźni widziani na terenie hotelu zdają się potwierdzać tę tezę. Możliwe też, że  dziewczynka miała zostać porwana dla okupu, jednak coś poszło nie tak i doszło do jej śmierci.
Sprawa zaginięcia Madeleine jest jedną z tych, o których na początku nie chciałam pisać. Jej popularność sprawia, że zdecydowanie nie jest jedną, z tych "o których nie wiedziałeś". Jest również jedną z tych, o których nie mogę sobie wyrobić zdania, co do podejrzanych. Nie sądzę, żeby Kate i Gerry McCann stali za zniknięciem swojej córki. Jednak jest kilka małych dowodów, które dają mi do myślenia. Dlatego chętnie poczytam, co myślicie. Może ktoś ma bardzo dobrą teorię na ten temat.