Wednesday, February 13, 2019

"Sprawa dla koronera" John Bateson - recenzja



Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się pisać recenzji na tym blogu. Ba, nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się pisać o niczym poza sprawami kryminalnymi. Jednak, gdy wydawnictwo Znak Literanova skontaktowało się ze mną i zapytało, czy byłabym zainteresowana przeczytaniem i zrecenzowaniem ich najnowszej książki o Kenie Holmsie, koronerze z Kalifornii, nie mogłam odmówić. Książka jest polecana fanom "Trupiej farmy" i "Profilu mordercy", więc z miejsca zdobyła moje zainteresowanie. 
Autor książki, John Bateson, jest pisarzem pochodzącym z San Francisco. Bateson od lat angażuje się w projekty mające na celu zapobieganie samobójstwom.  Właśnie dzięki temu poznał bohatera swojej nowej książki, Kena Holmesa.
Ken Holmes, obecnie na emeryturze, przez wiele lat pełnił funkcję koronera w hrabstwie Marin, które z San Francisco łączy słynny most Golden Gate. 
Przez lata Holmes miał okazję pracować nad najróżniejszymi sprawami. Książka zaczyna się opisem ciekawej sprawy morderstwa Any Valiente z San Rafael. Holmes opowiada, jak skrupulatne śledztwo doprowadza do zatrzymania sprawcy. Takich, i podobnych historii w książce jest mnóstwo. Holmes wyjaśnia specyfikę pracy koronera, przeplatając swoje wyjaśnienia wieloma ciekawymi sprawami. Niektóre z nich to powszechnie nieznane, lokalne sprawy, o których nie wiele zbyt wiele osób. Holmes opowiada też o kilku bardziej znanych sprawach, z którymi miał styczność. W książce możemy przeczytać o między innymi o Tupacu Shakur, sprawie Mordercy ze Szlaku, czy tak zwanych "Barbecue murders".
Wcześniej miałam niewielkie pojęcie o tym, czym tak dokładnie zajmuje się koroner. Książka bardzo przystępnie to wyjaśnia. Okazuje się, że jest to bardzo osobliwy zawód, pełen wyzwań. Z jednej strony wymaga hartu ducha i mocnej psychiki - pracownicy biura koronera codziennie stykają się ze śmiercią i trupami. Jednak okazuje się, że to nie trupy są najgorszym wyzwaniem, a żywi. Zadaniem asystenta koronera jest również informowanie ludzi o śmierci ich bliskiej osoby. Praca, o której mało kto marzy. 
Jeżeli jednak bardziej interesuje Was medycyna sądowa, nie będziecie zawiedzeni. Przy okazji opowiadania o każdej sprawie Holmes dorzuca wiele ciekawych informacji - na przykład czym jest rigor mortis lub plamy opadowe, i jak pomagają one koronerowi w pracy. 
To, co bardzo mi się spodobało to opis relacji i współpracy pomiędzy na przykład policją, koronerem, a  FBI. Powieści kryminalne i filmy często pokazują, że te departamenty się nie lubią i stale walczą o władzę i przejęcie kontroli nad śledztwem. W rzeczywistości sprawy jednak mają się zupełnie inaczej.
Mnogość opisywanych spraw i ich zróżnicowanie powoduje, że książkę czyta się  niezwykle szybko. Zdecydowanie polecam ją każdemu, kogo interesuje szeroko rozumiana kryminalistyka. Jeżeli podobały Wam się takie książki, jak "Trupia farma" czy "Mindhunter" to ta książka również przypadnie Wam do gustu. Dla mnie również stanie się nieocenionym źródłem w pisaniu dla Was nowych spraw kryminalnych.

Monday, February 11, 2019

#98 Zaginięcie Beverly Potts

 
Beverly Potts cleveland.com
W sierpniu 1951 roku Beverly Potts miała 10 lat. Ta nieśmiała dziewczynka mieszkała z rodzicami i starszą siostrą w Cleveland w Ohio. 
24 sierpnia Beverly uzyskała zgodę rodziców na obejrzenie przedstawienia wystawianego przez grupę lokalnych artystów, "Showagon". Sztuka odbywała się wieczorem w parku Halloran, oddalonego od domu rodziców Beverly o zaledwie 600 metrów. 
Beverly zwykle nie wolno było chodzić do parku po zmroku. Park nie był duży, lecz rosnące tam wysokie drzewa powodowały, że nie docierało tam zbyt wiele światła z ulicznych latarni. Dodatkowo latem często sypiali tam bezdomni.
Wieczorne przedstawienie było jednak dużym wydarzeniem w okolicy i miało przyciągnąć wiele osób, więc rodzice Beverly postanowili zrobić wyjątek.
Beverly i jej przyjaciółka Patsy przyjechały na początek przedstawienia na rowerach, około godziny 19:00. Jakiś czas potem stwierdziły, że rowery nie były dobrym pomysłem, ponieważ utrudniały im poruszanie się w tłumie pod sceną i dziewczynki ostatecznie postanowiły pojechać prędko domów, zostawić rowery i wrócić na przedstawienie pieszo.
Spotkały się ponownie gdzieś pomiędzy 20:00 a 20:30 i kontynuowały oglądanie przedstawienia. Około 20:45 Patsy powiedziała Beverly, że kazano jej wrócić do domu przed 21:00. Dziewczynki pożegnały się i Patsy wróciła sama do domu. Patsy była też ostatnią osobą, która widziała Beverly całą i zdrową. Beverly pozostała sama w tłumie ludzi, a odchodząc Patsy zapamiętała Beverly oglądającą z przejęciem przedstawienie. Według niektórych źródeł Patsy widziała też, że kobieta stojąca za Beverly trzymała jej dłoń na ramieniu.
Przedstawienie skończyło się około 21:30 i tłum zaczął powoli się rozchodzić. Beverly prawdopodobnie została do samego końca. Krótko po 21:30 chłopiec znający Beverly zauważył ją idącą samą szybko przez park w kierunku swojego domu. Słonce zaszło po 20:00, w parku było ciemno, więc nie jest pewne, czy na pewno była to Beverly. Jednak chłopiec był przekonany, że widział właśnie ją - Beverly charakteryzował specyficzny "kaczy" chód. 
Znalazło się również kilku świadków, którzy pomiędzy 20:30 a 21:00 widziało dziewczynkę rozmawiającą z dwoma mężczyznami w samochodzie na 117 Ulicy, przebiegającej wzdłuż parku. Jeżeli Beverly postanowiła jednak opuścić przedstawienie zaraz po rozstaniu z Patsy, tą dziewczynką mogła być ona. Biorąc pod uwagę fakt, że Beverly była podekscytowana przedstawieniem prawdopodobnie postanowiła do zostać do końca, więc uważam zeznanie kolegi Beverly za bardziej prawdopodobne. 
cleveland.com

Pomimo, iż Beverly musiała jedynie przejść fragment parku i przejść przez jezdnię, aby znaleźć się na ulicy, na której mieszkała, dziewczynka nigdy nie wróciła do domu. Gdy nie pojawiła się w domu o 22:00 jej rodzice rozpoczęli przeszukiwanie okolicy. Po około godzinie wezwali policję.
Szybka reakcja i poszukiwania na dużą skalę niewiele dały. Rodzice Beverly zostali prędko oczyszczeni z jakichkolwiek podejrzeń. Jej rodzina była zwyczajną, kochającą rodziną i nie było powodów podejrzewać, aby Beverly została porwana lub zamordowana przez swoich bliskich.  Najbardziej prawdopodobną wersją wydarzeń jest to, że Beverly została zwabiona do czyjegoś domu lub samochodu. Bliscy Beverly nie mogli jednak w to uwierzyć - dziewczynka była znana ze swojej nieśmiałości. Wstydziła się odezwać do nieznajomego, w szczególności obawiała się mężczyzn. Beverly była też wielokrotnie pouczana przez rodziców o zagrożeniach płynących z rozmawiania z nieznajomymi - pouczania, które jednak zdawały się nie być potrzebne, ponieważ dziewczynka bała się obcych jak ognia. 
Poza swoją nieśmiałością Beverly była bardzo uczynna i dojrzała, jak na swój wiek. Pomimo, iż miała zaledwie 10 lat zdarzało jej się już dorabiać jako opiekunka dla młodszych od siebie dzieci.
Możliwe, że to właśnie ta uczynność zastała wykorzystana przeciwko niej. Ktoś mógł zwabić gdzieś Beverly mówiąc, że zdarzył się wypadek i potrzebna jest pomoc. Beverly była bardziej skłonna ufać kobietom, niż mężczyznom, więc jest też możliwe, że została porwana przez kobietę.  
Jednak fakt, że Beverly była bardzo nieufna i bała się obcych może sugerować, że uprowadził ją ktoś dobrze znany. Zanim Beverly dotarłaby do swojego domu, musiała przejść obok wielu innych domów jednorodzinnych. Beverly znała większość ze swoich sąsiadów i możliwe, że jeden z nich zwabił ją do swojego domu. Policja uważała ten scenariusz za dosyć prawdopodobny i wszyscy sąsiedzi zostali przesłuchani, doszło nawet do kilku przeszukań, jednak nie natrafiono na najmniejszy ślad Beverly.
Inną prawdopodobną opcją jest to, że ktoś szybko i sprawnie wciągnął dziewczynkę do samochodu i odjechał. Zdaję sobie sprawę, że jest to możliwe. Jednak biorąc pod uwagę, jak blisko domu Beverly się znajdowała, oraz, że okolica była pełna ludzi wracających do domu po przedstawieniu, ciężko mi w to uwierzyć.
Oczywiście zawsze istnieje szansa, że Beverly uciekła z własnej woli. Jednak wychodząc z domu do parku niczego ze sobą nie zabrała, nie miała też żadnych znanych problemów rodzinnych, które mogłyby spowodować, że chciałaby uciec.
Sprawca nigdy nie został ujęty. Znalazły się osoby, które przyznały się do zbrodni, jednak policja wykluczyła ich udział, stwierdzając, że są to tylko ludzie szukający uwagi lub próbujący coś na tym zyskać. Myślę, że nawet nie ma sensu o nich pisać, ponieważ nie zasługują oni na uwagę.
W 1980 roku dwóch emerytowanych policjantów wyznało, że otrzymali wskazówkę od adwokata, którego klient podejrzewał swojego brata o morderstwo Beverly. Ów klient oraz jego brat zostali przesłuchani. Podejrzany mężczyzna istotnie mieszkał w okolicy Halloran Park w 1951 roku i był znany z prób podrywania bardzo młodych dziewcząt.
Nie zgromadzono przeciw niemu żadnych dowód, jednak wielu policjantów uważa go za najbardziej prawdopodobnego sprawcę.  
Sprawa Beverly pozostała w pamięci mieszkańców Cleveland na wiele lat. Wiele osób urodzonych nawet długo po jej zaginięciu wspomina, że to właśnie jej historię opowiadali im rodzice, chcący przestrzec ich przez rozmawianiem z obcymi.

 Źródła:
 https://www.reddit.com/r/UnresolvedMysteries/comments/9wa1zp/what_happened_to_beverly_potts_cleveland_oh_1951/
 http://charleyproject.org/case/beverly-rose-potts
 https://www.cleveland.com/metro/index.ssf/2018/03/beverly_potts_vanished_67_year.html

Tuesday, January 29, 2019

#97 Zagadkowe zaginięcie Laureen Rahn

 
Laureen w 1980 roku.
Nie znałam wcześniej historii czternastoletniej Laureen Rahn i jestem w lekkim szoku, ponieważ jej sprawa jest niezwykle fascynująca i zdecydowanie zasługuje na więcej uwagi.
Laureen Rahn zniknęła z mieszkania swojej matki, Judith Rahn, 26 kwietnia 1980 roku w Manchester, New Hampshire. 
Tego dnia matka Laureen wybrała się za miasto wraz ze swoim chłopakiem, aby wziąć udział w konkursie tennisa i miała wrócić bardzo późno w nocy. Laureen ze względu na swój młody wiek zawsze towarzyszyła swojej mamie, jednak tym razem, poprosiła o zgodę na zostanie w domu. Ponieważ Laureen miała właśnie wiosenne ferie oraz miała tego roku bardzo dobre oceny w szkole, Judith postanowiła nagrodzić córkę i przystać na jej prośbę. 
Laureen tego wieczoru zaprosiła do siebie dwójkę przyjaciół, o których w wielu artykułach zwykle pisze się "koleżanka" i "kolega", więc i ja będę się tak o nich pisać. Trójka spędziła wieczór plotkując, oglądając telewizję i pijąc trochę piwa i wina.
W pewnym momencie wieczoru chłopak usłyszał czyjeś głosy na klatce schodowej i obawiając się, że to Judith i jej chłopak, którzy nie będą zadowoleni, gdy go tam znajdą, postanowił wyjść tylnymi drzwiami przeciwpożarowymi. Laureen zamknęła za nim drzwi i chłopak był pewien, że usłyszał dźwięk zasuwanego zamka.
Dziewczyny zostały na jakiś czas same, a około 1:15 w nocy do domu wróciła matka Laureen, która miała problem z dostaniem się do mieszkania ponieważ na wszystkich trzech piętrach ktoś wykręcił żarówki z lamp. Judith zaskoczył również fakt, że drzwi do ich mieszkania nie były, jak zwykle, zamknięte za klucz. Tylne drzwi okazały się stać otwarte na oścież, pomimo iż kilka godzin wcześniej Laureen zamknęła je za swoim kolegą. Zmartwiona Judith popędziła do pokoju swojej córki, jednak została ją spokojnie śpiącą w swoim łóżku.
Judith upewniła się, że wszystkie drzwi są szczelnie zamknięte i spróbowała położyć się spać, jednak o około 3:45 wróciła do pokoju swojej córki, aby odkryć, że osobą, którą wzięła za swoją córkę była tak na prawdę jej koleżanka. Kobiety od razu powiadomiły policję, lecz sprawa Laureen została potraktowana jako ucieczka i nie wierzono, że dziewczyna może być w niebezpieczeństwie. 
Według koleżanki Laureen ich wieczór upłynął bez żadnych niezwykłych wydarzeń i w pewnym momencie wieczoru Laureen pozwoliła jej spać w swoim łóżku, a sama ułożyła się na kanapie.
Gdy trzy tygodnie minęły, a Laureen nie dała znaku, sprawa stała się trochę bardziej poważna i zaczęto wierzyć, że Laureen mogła opuścić mieszkanie z własnej woli planując niedługo wrócić, jednak przydarzyło jej się coś złego.
Nadzieja na odnalezienie Laureen powróciła 6 miesięcy później, gdy Judith przeglądając zestawienie opłat na swojej karcie kredytowej odkryła, że trzy miesiące temu, ktoś użył danych jej karty kredytowej, aby wykonać połączenia z dwóch moteli w Santa Ana w Kalifornii oraz jedno połączenie na linię wsparcia dla młodych osób, mających pytania na temat seksu. 
Judith nie miała żadnych krewnych w Kaliforni, ani żadnego pomysłu dlaczego jej córka mogłaby uciec na drugi koniec kontynentu. W latach 80. nie nagrywano zwykle rozmów telefonicznych na infoliniach, więc lekarz prowadzący infolinię nie potrafił wyjaśnić, czego dotyczył telefon, ani kto dzwonił.
Dodatkowo, Judith zaczęła otrzymywać zagadkowe głuche telefony zwykle pomiędzy godziną 3 a 4 w nocy. Telefony te dręczyły Judith przez kilka lat, zwiększając swoją częstotliwość w okolicach Świąt Bożego Narodzenia. Po kilka latach Judith przeprowadziła się zmieniając numer telefonu, co zakończyło dziwną serię.
Judith, będąc bardzo niezadowoloną z działań policji, wynajęła prywatnego detektywa, który jeszcze raz zbadał dla niej całą sprawę.
Prywatny detektyw przyjrzał się właścicielom linii informacyjnej i odkrył, że była prowadzona przez lekarza i jego żonę, którym zdarzało się pomagać nastolatkom uciekającym z domów. Dodatkowo żona, Annie Sprinkle, była byłą gwiazdą porno i wciąż zaangażowaną w produkcję filmów dla dorosłych. Para przyznała, iż istotnie raz otrzymała telefon od dziewczyny pochodzącej z New Hampshire, jednak nic dla niej nie zrobili. Ponieważ nie było żadnych dowodów łączących małżeństwo z Laureen ostatecznie dano im spokój.
Sprawdzono również motele, z których wykonano telefony na koszt Judith Rahn. Zostały one jednak odkryte zbyt późno i trop ten prowadził niestety donikąd. Jeden z moteli miał być miejscem używamy przez pedofila o pseudonimie "Dr. Z.", który miał w nim kręcić filmy z wykorzystaniem nieletnich aktorów, jednak nie znaleziono żadnego związku pomiędzy nim a Laureen.
W 1986 roku przyjaciel Laureen z dzieciństwa, Roger Maurais, otrzymał telefon od kogoś, kto przestawił się jako Laureen lub Lorie. Telefon odebrała matka Rogera, która nie była pewna, jak przedstawiła się kobieta. Dzwoniąca powiedziała, że jest dziewczyną Rogera z dziecięcych lat. Rogera nie był jednak wtedy w domu, a kobieta nigdy więcej już nie zadzwoniła. Do dziś nie jest pewne, kim była dzwoniąca.
Cała historia fascynuje mnie chyba dlatego, że ma znamiona ucieczki, jak i porwania. 
Fakt, że ktoś wykręcił żarówki na trzech piętrach bloku sugeruje porwanie. Oczywiście istnieje szansa, że żarówki nie mają nic wspólnego z zaginięciem Laureen i jest to dzieło jakiegoś żartownisia lub kogoś, kto postanowił zaoszczędzić na żarówkach.
Co ciekawe, zaledwie trzy tygodnie przez zaginięciem Laureen, inna kobieta zniknęła z baru w Manchester. Kobieta ta mieszkała zaledwie kilometr od bloku, gdzie mieszkały Laureen i Judith.
W okolicy mieszkał również zmarły już Terry Peder Rasmussen, którego podejrzewa się o popełnienie kilku morderstw w New Hampshire.
Fakt, że tylne drzwi były szeroko otwarte sugeruje, że ktoś wyszedł przez nie w pośpiechu i nie fatygował się nawet, aby je zamknąć. Jeżeli założymy, że drzwi zarówno wejściowe, jak i tylne, były zamknięte oznaczałoby to, że Laureen wpuściła do domu kogoś, kogo znała, lub otworzyła drzwi komuś myśląc, że to jej matka.
To, co jednak przemawia przeciwko wersji z porwaniem to to, że przez cały ten czas w łóżku Laureen spała jej przyjaciółka, która niczego nie słyszała. Jest oczywiście szansa, że napastnik sprawnie zasłonił Laureen usta i wyniósł ją z mieszkania, jednak mam wrażenie, że mimo wszystko wywołałoby to dużo hałasu.
W mieszkaniu pozostały torebka Laureen, jak i jej ulubione, nowe buty. Jej matka podejrzewa, że dziewczynka nigdy nie wyszłaby bez z nich z domu. Początkowo zastanawiałam się, czy zginęły jakiekolwiek buty Laureen, ponieważ, jeżeli wszystkie pary zostały w domu Laureen raczej na pewno została porwana. Nikt nie uciekałby z domu boso. Strona poświęcona zaginionym, charleyproject.org, wspomina jednak, że Laureen miała na sobie najpewniej brązowe buty, jeansy, niebieski podkoszulek i biały sweter. Gdyby Laureen została uprowadzona z sofy, na której spała raczej nie miałaby na sobie butów.
Dziewczyna chciała tego dnia zostać w domu, co może sugerować, że planowała ucieczkę pod nieobecność swojej matki. Nikt nie zapraszałby w taką noc do domu swoich przyjaciół, co może oznaczać, że jeżeli Laureen uciekła, jej przyjaciel i przyjaciółka byli w to również zamieszani. O przebiegu wydarzeń tego wieczoru wiemy w końcu tylko od nich. Możliwe, że Laureen poprosiła swoją przyjaciółkę o spanie w jej łóżku, aby opóźnić trochę odkrycie, że zaginęła i kupić sobie trochę więcej czasu.
Przyjaciel Laureen, który miał opuścić spotkanie jako pierwszy, popełnił samobójstwo w 1985 roku. Jednak wierzy się, że stały za tym inne problemy, niż sprawa Laureen.
Judith Rahn zawsze wierzyła, że Laureen żyje. Dowodzą tego tajemnicze głuche telefony, jak i telefon wykonany do Rogera Murais. Tezę też zdają się popierać telefony wykonane w Kalifornii, jednak musimy pamiętać, że kradzieże danych karty kredytowej są dosyć częste i równie dobrze, te telefony mógł wykonać ktoś inny.
W 1981 roku krewny Judith twierdził, że widział Laureen na dworcu autobusowym w Bostonie. Inny świadek w 1988 roku miał widzieć prostytutkę wyglądającą jak Lauren w Anchorage na Alasce.
To, co najbardziej mnie zastanawia to fakt, że artykuły na temat Laureen nie wspominają o jej ojcu. Fakt, że w momencie jej zaginięcia Judith miała chłopaka oznacza, że ojciec Laureen, albo nie mieszkał z rodziną albo już wtedy nie żył. Przypuszczam, że gdyby rodzice Laureen byli rozwiedzeni istniałyby o nim jakieś wzmianki. Rozwiedzeni rodzice czasem porywają swoje dzieci. Ponieważ nie ma o nim nigdzie ani słowa wnioskuję, że ojciec Laureen nie żył, co oczywiście zamyka sprawę. Istnieje też jednak opcja, że ojciec Laureen był nieznany i jakimś cudem odnalazł córkę, lub to ona jego odnalazła.
Nie ma ani słowa o tym, aby Laureen była szczególnie zbuntowanym dzieckiem. Fakt, że jej mama cieszyła się z dobrych ocen, jakie tego roku osiągnęła córka sugeruje, że Laureen była po prostu zwyczajną nastolatką. 
Możliwe jednak, że relacje pomiędzy Laureen i jej matką lub jej chłopakiem były bardziej napięte. Nie można wykluczyć, że Laureen była ofiarą przemocy lub molestowania w domu i postanowiła uciec z domu.

Tak Laureen może wyglądać jako dorosła kobieta.
https://www.doj.nh.gov/criminal/cold-case/victim-list/laureen-rahn.htm
 http://charleyproject.org/case/laureen-ann-rahn
https://www.reddit.com/r/UnresolvedMysteries/comments/7jtzhq/the_mysterious_disappearance_of_laureen_rahn/

Thursday, January 3, 2019

#96 Zaginięcie Natalee Holloway



Zaginięcie dziewiętnastoletniej Amerykanki Natalee Holloway było głośną, międzynarodową sprawą. W poszukiwania Natalee zaangażowało się mnóstwo osób, jednak sprawa pozostaje niewyjaśniona, a jej dziwne okoliczności i podejrzani do dziś wzbudzają emocje.
26 maja 2005 roku Natalee, jak i ponad 100 innych absolwentów jej liceum, wzięła udział w szkolnej wycieczce na Arubę (terytorium zależne Holandii), malowniczą wyspę na morzu Karaibskim. Grupie towarzyszyło 7 nauczycieli i opiekunów, jednak absolwenci nie byli pod ich ścisłym nadzorem - wszyscy ukończyli już szkolę i byli pełnoletni. Pomimo to opiekunowie organizowali codziennie obowiązkowe spotkania, aby upewnić się, że wszystko jest w porządku.
Łatwo sobie wyobrazić, że młodzież dużo piła i organizowała głośne imprezy w pokojach. Według policjantów przeprowadzających śledztwo, hotel Holiday Inn, w którym zatrzymała się grupa prędko im oświadczył, że nie chcą gościć ich kolejnego wyjazdu absolwentów za rok. Natalee nie odróżniała się od reszty, również piła alkohol i brała udział w imprezach.
Natalee po raz ostatni była widziana przez szkolnych znajomych około 1:30 nad ranem, gdy upuszczała jeden z barów w Orenjestad, stolicy Aruby. Natalee wsiadła do samochodu z siedemnastoletnim studentem na wymianie z Holandii, Joranem van der Sloot oraz dwójką jego przyjaciół z Surinamu, Deepakiem i Satishem Kalpoe. Natalee i jej przyjaciele poznali wcześniej tę trójkę w kasynie hotelu i zaprosili ich razem z nimi do baru w mieście.
Następnego dnia Natalee nie stawiła się na swój lot powrotny do domu, a w jej pokoju hotelowym znaleziono jej bagaż oraz paszport. Zaniepokojeni rodzice dziewczyny, Jug i Beth, potraktowali sprawę bardzo poważnie i jeszcze tego samego dnia przylecieli na Arubę wynajmując prywatny samolot. To podobno właśnie rodzice Natalee, jako pierwsi ustalili, że ich córka ostatni raz była widziana z van der Slootem. Jug i Beth wraz z dwójką policjantów udali się do domu Jorana w poszukiwaniu Natalee. Joran miał początkowo w ogóle zaprzeczyć, że zna kogokolwiek o nazwisku Natalee Holloway, jednak w końcu przyznał, że istotnie on i jego znajomi podwieźli Natalee do hotelu poprzedniej nocy. Po wyjściu z baru cała czwórka miała zatrzymać się przy na plaży o nazwie Arashi na prośbę Natalee, ponieważ liczyła ona na to, że zobaczy tam rekiny. Mężczyźni podwieźli Natalee pod hotel około 2 w nocy. Lekko pijana Natalee miała potknąć się wysiadając z samochodu, jednak odmówiła  pomocy w dojściu do pokoju. Mężczyźni odjeżdżając mieli zauważyć, że do dziewczyny ktoś podszedł, jednak nie zaniepokoiło ich to, ponieważ po jego ubiorze wywnioskowali, że to hotelowy ochroniarz. 
Wielu ludzi przyłączyło się do poszukiwania Natalee. Rząd Aruby postanowił dać kilka dni wolnego wszystkim tym, którzy chcieli pomóc. Przeczesano sporą cześć wyspy, jak i otaczające ją wody, jednak niczego nie znaleziono.
Hotelowe kamery obejmowały tylko lobby i podobno nie zarejestrowały Natalee tamtej nocy. Czasem można natrafić na sugestie, że kamery w ogóle nie działały. Jednak, zdaje się to nie mieć żadnego znaczenia, ponieważ, aby dotrzeć do swojego pokoju Natalee nie musiała przechodzić przez lobby.
Gdy kobieta znika po tym, gdy jest widziana z trójką mężczyzn to oczywiście podejrzenie pada na nich - Joran i jego dwaj koledzy znaleźli się pod stałą obserwacją. Monitorowano ich ruchy, telefony i e-maile.
Potraktowano też poważnie zeznania trójki mężczyzn na temat tajemniczego ochroniarza, który miał podejść do Natalee pod hotelem. Okazało się, że tuż obok Holiday Inn znajdował się inny hotel, wtedy zamknięty ze względu na remont. Jednak poprzednio pracowało w nim dwóch ochroniarzy znanych w okolicy z  zaczepiania kobiet. Jeden z nich miał mieć również wyrok, jednak nie jest jasne czego dotyczyło jego przestępstwo. Mężczyźni zostali aresztowani, jednak wypuszczeni na wolność jakiś miesiąc później, ponieważ nie udało zgromadzić się przeciwko nim żadnych dowodów. Mam nadzieję, że dokładnie przeszukano i przebadano remontowany hotel, ponieważ brzmi to jak idealne miejsce, aby kogoś zamordować.
Czytając o działaniach policji można mieć wrażenie, że aresztowanie ochroniarzy miało być swojego rodzaju zasłoną dymną, aby uśpić trochę czujność Jorana i braci Kalpoe. Policja mogła mieć nadzieję, że jeżeli cała trójka poczuje się trochę bezpieczniej i popełni jakiś błąd. 
Joran Van del Sloot to postać wzbudzająca największe kontrowersje. Wielokrotnie zmieniał swoje zeznania i dał się poznać jako osoba bardzo niewiarygodna i stał się ogólnie nielubiany przez opinię publiczną. 
9 czerwca 2005 roku Van der Sloot i bracia Kalpoe zostali aresztowani pod zarzutem uprowadzenia i zamordowania Natalee. W tamtym okresie amerykańskie media zalewały odbiorców informacjami o postępach w śledztwie. Wiele z nich okazało się nieprawdziwych i niepotwierdzonych. David Cruz, rzecznik prasowy arubańskiego Ministerstwa Sprawiedliwości powiedział nawet, że Holloway nie żyje i, że policja wie, gdzie znajduje się jej ciało. Rewelacje te później okazały się nieprawdziwe. W tym samym czasie policja przeszukiwała dokładnie plażę, na którą tej nocy miała wybrać się Natalee z podejrzanymi, ponieważ ci mieli wyznać, że Natalee przydarzyło się tam coś złego.
Joran van del Sloot ostatecznie zmienił swoje zeznania. On i Natalee mieli zostać podwiezieni na opuszczoną plażę koło hotelu Marriot przez braci Kalpoe (właścicieli samochodu) i pozostawieni sami, ponieważ dwójka chciała uprawia seks. Do niczego jednak nie doszło, ponieważ żadne z nich nie miało przy sobie prezerwatywy. Ostatecznie Joran zostawił Natalee samą na jej prośbę. Chłopak nie przyznał się do tego od razu, ponieważ czuł się winny, że zostawił młodą kobietę samą na wyludnionej plaży w nocy.
Jednak według dokumentu z 2014 roku "Natalee Holloway Files" w aktach policyjnych można znaleźć zeznania rybaków, którzy tej nocy  przebywali w chatce na rzeczonej plaży całą noc i są absolutnie pewni, że nikogo tam wtedy nie było. Ten sam dokument podaje, że znalazł się świadek, który widział całą czwórkę w samochodzie w zupełnie innej części wyspy. 
"Natalee Holloway Files" ujawnia również wiele innych szokujących szczegółów. Joran, jak i wielu jego znajomych, często chodziło po pubach i klubach, aby podrywać kobiety. Joran płynnie mówił po angielsku, więc podobno zawsze wzbudzał zainteresowanie Amerykanek. Van del Sloot z grupą kilku przyjaciół miał również wynająć na kilka dni pokój w hotelu, aby przyprowadzać tam kobiety na jednorazowe przygody. Ten sam dokument sugeruje, że Van der Sloot, jak i jego znajomi często fotografowali i filmowali pijane kobiety, które namawiali na seks. Nie istnieją jednak żadne dowody w postaci filmów lub zdjęć.
Cały dokument (który swoją drogą przynajmniej w momencie, gdy to piszę można znaleźć na Youtube) zdaje się czasem szukać sensacji na siłę, jednak twórcom udało się również znaleźć kilka ciekawych szczegółów.
Niedługo przez zaginięciem Natalee, inna kobieta z USA została zaatakowana przez mężczyznę, nagiego od pasu w dół, który próbował wciągnąć ją do samochodu.  Kobiecie udało się krzykiem zwrócić uwagę innych ludzi znajdujących się w pobliżu i napastnik ostatecznie wsiadł do samochodu i zbiegł z miejsc zdarzenia. Historia ta zasługuje na uwagę w szczególności dlatego, że wszystko wydarzyło się dokładnie w tym samym miejscu, w którym Joran van del Sloot miał zostawić Natalee samą. 
Tak na marginesie, ten mężczyzna został złapany i rozpoznany przez ofiarę. Jednak arubańska policja postanowiła go po jakimś czasie wypuścić i mężczyzna ten miał uciec do Kolumbii.
Pomimo, iż policja była pod ogromną presją, aby rozwiązać sprawę Natalee (turystyka przynosi wyspie duże dochody i zapewnia wiele miejsc pracy, a turyści na Arubie to głównie Amerykanie), na początku śledztwa dopuściła się wielu niedopatrzeń. Nie zabezpieczono nagrań z kamer sklepów czy stacji benzynowych znajdujących się przy drodze, którą w nocy 30 maja miało przejechać auto braci Kalpoe z Natalee w środku. Sprawdzenie monitoringu w kluczowych miejscach pomogłyby obalić lub potwierdzić wersję opowiadaną przez podejrzanych. Warto jednak dodać, że w samochodzie nie znaleziono żadnych śladów krwi, ani niczego odstającego od normy.
Dodatkowo, około 2 w nocy ktoś używając karty magnetycznej należącej do Natalee i otworzył drzwi do jej pokoju. Fakt ten mógłby oczyścić z zarzutów van del Sloota i braci Kalpoe. Jeżeli Natalee dotarła do hotelu o drugiej w nocy, jak zeznali, musiała zaginąć po rozstaniu się z nimi.
Natomiast pracowałam kiedyś w hotelu na recepcji i nie wydaje mi się, że karty magnetyczne można zaprogramować dla określonej osoby. Można je jedynie zaprogramować dla określonego pokoju. Natalee mieszkała w pokoju z jeszcze kilkoma koleżankami, i nawet jeśli ich klucze były jakoś przypisane do każdej z nich z osobna istnieje możliwość, że dziewczyny zamieniły się kartami i osoba, która weszła do pokoju o 2 w nocy była jej współlokatorką. Wszystko to można łatwo wyjaśnić zwyczajnie pytając dziewczyny, czy zamieniały się kartami, oraz czy któraś z nich wróciła do pokoju o drugiej w nocy. Koleżanki Natalee podobno nigdy nie zostały przesłuchane. Po tym, jak wymeldowały się z hotelu i zwróciły karty na recepcję nie jest możliwe określenie, która karta należała do kogo.
W lipcu 2006 roku bracia Kalpoe zostali zwolnieni z aresztu, ponieważ na podstawie zebranych materiałów policja wierzyła, że winny jest jedynie Van del Sloot. Zostali jednak aresztowani ponownie miesiąc później, razem z mężczyzną o nazwisku Freddy Arambatzis, który został aresztowany za molestowanie nieletniej dziewczyny. Policja wierzy, że bracia Kalpoe jak i Van del Sloot również byli zamieszani w tę sytuację.
Ostatecznie cała czwórka została wypuszczona we wrześniu 2005 roku pod warunkiem, że pozostaną w dyspozycji policji. Niedługo później zostali jednak zwolnieni z tego obowiązku.
Wiara wszystkich wierzących w niewinność Jorana została wystawiona na ciężką próbę w 2010 roku. 30 maja, dokładnie 5 lat po zaginięciu Natalee, w Limie w Peru zaginęła  studentka Stephany Flores.
Trzy dni później została znaleziona martwa w pokoju hotelowym zarejestrowanym na nazwisko Jorana van del Sloota. Jeszcze tego samego dnia Joran został aresztowany w Chile i przetransportowany z powrotem do Peru. Bardzo szybko został skazany na 28 lat wiezienia za morderstwo i kradzież. Jako motyw morderstwa podał fakt, że Flores skorzystała z jego komputera bez jego zgody i odkryła, że był on podejrzanym w sprawie zaginięcia Natalee Holloway, co bardzo go rozzłościło i stracił panowanie nad sobą.

O całej sprawie mogłabym zapewne napisać post trzykrotnie dłuższy, niż ten, który czytacie, ale jakoś trzeba go skończyć.
Z wszystkich tych informacji, które posiadamy można wysnuć kilka teorii:
- Natalee wróciła cała i zdrowa do swojego pokoju hotelowego, jednak przytrafiło jej się coś złego, prawdopodobnie we wczesnych godzinach porannych, a van der Sloot i bracia Kalpoe są niewinni;
-  Natalee została zamordowana przez van der Sloota i braci Kalpoe, ponieważ odmówiła seksu z jednym z nich, lub padła ofiarą gwałtu;
- Natalee zmarła w wyniku wypadku lub przedawkowania narkotyków (nie ma dowodów, aby Natalee brała narkotyki, jednak według niektórych mogła mogła zechcieć ich spróbować podczas wakacji) i ktoś, kto jej te narkotyki podał lub sprzedał obawiając się konsekwencji ukrył jej ciało;
- Natalee padła ofiarą handlu ludźmi. Joran van del Sloot udzielił kiedyś wywiadu, w którym powiedział, że sprzedał Natalee handlarzom ludzi z Wenezueli. Przyznał jednak później, że powiedział to jedynie po to, aby zemścić się na jej rodzicach, którzy prowadzili na niego stałą medialną nagonkę i usiłowali uprzykrzyć mu życie na każdym kroku;
Moim zdaniem najbardziej prawdopodobna jest teoria, że Natalee zmarła 30 maja z powodów, których możemy się tylko domyślać i jej ciało zostało albo zakopane w odludnym miejscu, albo bardziej prawdopodobnie, zabrane łódką z dala od wyspy i wrzucone do morza. 
Poszukiwania Natalee doprowadziły do wielu niepokojących odkryć. Na plaży w Arubie jakiś czas temu znaleziono ludzką szczękę, innym razem znaleziono fragment taśmy izolacyjnej z przyklejonymi do niej włosami i śladami krwi. Ani szczęka, ani krew i włosy nie należały jednak do Natalee.
W dokumencie na temat Natalee stworzonym w 2017 roku pojawia się John Christopher Ludwick, mężczyzna, który twierdził, że przebywał w 2005 roku na Arubie, znał Van del Sloota i ten zapłacił mu za mu zakopanie zwłok Natalee. Fakt, że jest to coś, co Ludwick powiedział jedynie w telewizji i nigdy nie został aresztowany sugeruje, że jest to zwyczajne kłamstwo, a Ludwick jedynie chce zwrócić na siebie uwagę i zapewne też zarobić trochę pieniędzy. Co ciekawe, w maju tego roku media obiegła informacja o jego śmierci. Ludwick miał obsesję na punkcie kobiety mieszkającej w Fort Myers na Florydzie, która jednak nie chciała mieć z nim nic wspólnego. Pewnego dnia Ludwick grożąc kobiecie nożem próbował ją uprowadzić. Ta jednak okazała się być silniejsza od niego, wyrwała mu nóż i ugodziła w brzuch. Mimo wezwanej od razu policji i karetki Ludwick zmarł w szpitalu.
Nie przestaje mnie zadziwiać, że historia jednego zaginięcia jest pełna dziwaków, którzy próbują uprowadzać i atakować kobiety. Chce się wierzyć, że większość tych historii zostało wyolbrzymionych przez prasę.
A co Waszym zdaniem przydarzyło się Natalee Holloway?



Friday, November 9, 2018

#95 Zagadkowa sprawa YOGTZE



O tajemniczej sprawie morderstwa niemieckiego technika żywienia, Gunthera Strolla, świat usłyszał po raz pierwszy 12 kwietnia 1985, za sprawą niemieckiego programu telewizyjnego zajmującego się sprawami kryminalnymi. Cała sprawa rozegrała się zaledwie pół roku wcześniej, w nocy z 25 na 26 października 1984 roku w mieście Anzhausen w RFN.
Trzydziestoczteroletni Gunther w momencie śmierci nie miał pracy, a na podstawie zeznań jego żony można przypuszczać, że cierpiał na urojenia i paranoję. O samej jego osobie nie ma zbyt wielu informacji, natomiast wiemy, że często mówił swojej żonie o tym, że ktoś próbuje go zabić. Gunther miał często sprawiać wrażenie głęboko przestraszonego, gdy mówił o tym, że "oni" próbują go dopaść. Nigdy nie wyjaśnił, kim byli zagadkowi "oni".
Wieczorem, 25 października, na kilka godzin przed swoją śmiercią Gunther miał wykrzyknąć nagle "Teraz już wiem!" i zapisać na kartce słynne już słowo YOG'TZE (nie jest pewne, czy trzecim znakiem jest "g" czy liczba 6), po czym od razu je przekreślił i wyszedł z domu.
Wsiadł do swojego niebieskiego Volkswagena Golfa i pojechał do pubu Papillon, który podobno bardzo lubił. Zamówił piwo, jednak czekając na zamówienie niespodziewanie przewrócił się i upadł na twarz lekko ją raniąc. Gunther nie miał okazji skonsumować jeszcze alkoholu i według świadków obecnych w barze, jak i jego żony, był trzeźwy.
 Upadek został opisany jako coś w rodzaju krótkiego omdlenia. Po szybkim odzyskaniu przytomności, Gunther wyszedł z baru i odjechał w nieznanymi kierunku. Była godzina 23:00. 
Dwie godziny później, około 1 w nocy, Gunther pojawił się przed domem swojej sąsiadki z dzieciństwa, starszej kobiety nazwiskiem Erna Hellfritz. Stoll zadzwonił dzwonkiem do drzwi, jednak ze względu na późnią porę Erna zdecydowała się go nie wpuszczać i jedynie porozmawiała z nim chwilę przez okno.
Gunther miał powiedzieć, że boi się o swoje życie i prosić o pomoc. Nie jest to nigdzie jasno napisane, natomiast przypuszczam, że Erna założyła, że Gunther jest po prostu pijany i próbowała go przekonać, że będzie bezpieczny jeżeli wróci do domu i do żony.
Gunther w końcu poddał się i odjechał. Dwie godziny później, około 3 rano dwóch kierowców ciężarówek zauważyło niebieskiego Volkswagena w rowie na autostradzie A45. Oboje niezależnie również zeznali, że zauważyli koło samochodu mężczyznę w jasnym ubraniu. Myśląc, że wydarzył się wypadek oboje zatrzymali swoje ciężarówki, wezwali pomoc i podeszli do samochodu. W środku znaleźli nagiego i rannego Stolla, który pomimo ciężkich obrażeń, zdołał im powiedzieć, że zrobiło mu krzywdę czterech mężczyzn. Na pytanie, czy byli to jego przyjaciele Gunther odpowiedział przecząco.
Gunther Stoll został wkrótce zabrany przez karetkę, lecz zmarł w drodze do szpitala. Nie ma zbyt wielu szczegółów na temat jego obrażeń, natomiast sekcja wykazała, że były one typowe dla ofiary potrąconej przez samochód.
Nie ma zbyt wielu informacji na temat osobowości i przeszłości Gunthera. To, co wiemy wskazuje na to, że Gunther cierpiał na zaburzenia urojeniowe. Wiemy, że żył w strachu, że jacyś tajemniczy ludzie chcą go dopaść. Nie wiemy jednak, jak długo żył w takim stanie, ani jak poważny był jego przypadek. Stoll nie miał pracy, więc przypuszczam, że miał poważne problemy z funkcjonowaniem w społeczeństwie. Odnoszę też wrażenie, że jego żona traktowała go jako niegroźnego wariata. Nie ma żadnych informacji o tym, żeby zgłosiła na policję, że w środku nocy jej zaburzony mąż z paranoją wsiadł do samochodu i odjechał w nieznanym kierunku. Stoll niewyraźniej również nie miał żadnej pomocy ze strony psychologa czy psychiatry. Nikt z jego bliskich najwyraźniej nie nakłonił go do poszukania profesjonalnej pomocy. Mam wrażenie, że większa świadomość na temat zdrowia psychicznego mogłaby uratować Stollowi życie. Wzmianka o tym, że Stoll miał swój ulubiony pub daje mi powody podejrzewać, że leczył swoje problemy alkoholem, co musiało jedynie pogarszać jego stan. 
Uważam, iż teoria, że Gunther był naprawdę w posiadaniu jakiś istotnych informacji i, że naprawdę ktoś czyhał na jego życie nie ma zbyt wiele sensu. 
Przypuszczam, że osoba lub osoby, które przyczyniły się do śmierci Gunthera mogły go wcześniej nie znać. Moją pierwszą teorią było, że Stoll padł ofiarą rozboju lub rabunku. Zagubione i zdezorientowane osoby często padają ofiarami grupek szukających zaczepki i okazji, aby kogoś okraść. Jednak fakt, że Gunther został potrącony przez samochód (a według niektórych źródeł wyglądał jakby ktoś wręcz celowo przejechał po nim samochodem) wskazuje na to, że stało się tutaj coś bardziej skomplikowanego. Moją kolejną teorią, było że Gunther rozebrał się i zdezorientowany spacerował po autostradzie, aż został przypadkowo przez kogoś potrącony. Przestraszony kierowca bojąc się konsekwencji uciekł z miejsca wypadku i nigdy go nie zgłosił, a ranny Gunther doczołgał się do swojego samochodu w rowie, gdzie został później znaleziony. Jednak policja potwierdziła, że Gunther został potrącony w innym, nieznanym miejscu, a później przetransportowany do rowu przy A45. Dodatkowo, na zdjęciach z miejsca wydarzenia widać, że auto Gunthera było w opłakanym stanie i wyglądało, jakby w coś uderzyło.
Stan w jakim znaleziono auto Gunthera

Dwaj kierowcy ciężarówki zeznali, że przy samochodzie widzieli mężczyznę w jasnym ubraniu, który jednak zniknął, gdy dotarli do samochodu. Zastanawia mnie, czy jest możliwe, że nikogo tam wtedy nie było, a mężczyźni widzieli jedynie Gunthera, który pod wpływem szoku próbował wydostać się z samochodu, ale ostatecznie wrócił do środka. Przy kiepskiej widoczności świadkowie mogli zinterpretować nagość Gunthera jako jasne ubranie. Jednak nie wiem, z jakiej odległości ci dwaj mężczyźni zobaczyli wypadek po raz pierwszy - jeżeli znajdowali się blisko to zapewne wcale się nie mylą i rzeczywiście ktoś tam był, kto na ich widok uciekł w okoliczne krzaki. 
Przypuszczam, że cokolwiek przydarzyło się Guntherowi nie mogło stać się daleko - ktoś przetransportował jego auto do rowu, a było ono w tak opłakanym stanie, że ktoś pchający je (nie jestem pewna, czy auto było sprawne. Sądząc po zdjęciach - raczej nie) zostałby zauważony. 
Więc obraz tego, co mogło spotkać ofiarę nie jest zbyt jasny. Mamy Gunthera, który w jakimś nieznanym miejscu zderza się z czymś (prawdopodobnie z innym samochodem) czołowo. Wydostaje się z samochodu i ktoś po nim przejeżdża. Nieprzytomny, lecz wciąż żywy Gunther zostaje wepchnięty z powrotem do swojego samochodu i przetransportowany w inne miejsce. Stoll wciąż żyje i możliwe, że sprawca (mężczyzna w białym ubraniu) ma zamiar właśnie dokończyć dzieła, jednak zostaje spłoszony przez dwóch kierowców ciężarówek. Brzmi to dosyć niewiarygodnie i mam wrażenie, że nie tak to wyglądało, jednak nie potrafię wymyślić żadnego lepszego scenariusza. Wynika to też po części z tego, że nie znamy zbyt wielu szczegółów całej sprawy. 
Zastanawia mnie, czy znaleziono coś na rozbitym samochodzie Gunthera - jeżeli doszło do wypadku z udziałem innego pojazdu na samochodzie mogły zostać fragmenty farby, co dało bym nam chociaż pojęcie, jakiego koloru był samochód potencjalnego sprawcy. Ciekawi mnie też, czy sprawdzono, czy do okolicznych szpitali tej nocy nie zgłosił się ktoś z obrażeniami przypominającymi obrażenia odniesione podczas wypadku samochodowego - zakładając, że Gunther zderzył się z innym pojazdem, drugi kierowca również musiał ucierpieć.
Istnieje parę teorii na temat tego, czym mógł być zagadkowy zapis "YOGTZE". "YO6TZE" jest  radiowym znakiem wywoławczym Rumunii, jednak nie istnieją żadne dowody łączące Gunthera z Rumunią. Nie rzuca to też żadnego światła na to, co mogło się wydarzyć tej nocy. Od momentu wyjścia Gunthera z domu do momentu znalezienia go w rowie przy A45 minęło około 4 godzin. Poza krótką wizytą w barze i u byłej sąsiadki nie mamy pojęcia, co działo się ze Strollem. Coś mi mówi, że jeżeli szukał wsparcia w zaprzyjaźnionym barze i u starej przyjaciółki, to jest możliwe, że tej nocy pojawił się w domach również innych swoich przyjaciół. Zastanawiam się, czy zostali oni wszyscy bardzo dokładnie przesłuchani - morderstwa w końcu często mają bardzo osobiste powody.
Odnoszę wrażenie, że sprawy wyglądające na bardzo skomplikowane mają w istocie bardzo proste rozwiązania. Dziwne zachowanie Gunthera jedynie utrudnia dojście do prawdy. Zapis "Yogtze" sprawia, że wokół sprawy namnażają się teorie spiskowe. Obawiam się jednak, że rozwiązanie jest trochę bardziej prozaiczne.
Sprawa śmierci Gunthera Stolla zapewne niestety pozostanie nierozwiązana. Wątpię, że po tak długim czasie wypłyną nowe dowody. Jest jednak szansa, że osoba/osoby zamieszane w jego śmierć wciąż żyją i może u schyłku życia ruszy je sumienie i pewnego dnia postanowią wyznać, co wydarzyło się tej nocy.









Thursday, October 18, 2018

#94 Przedziwna sprawa morderstwa Lindsay Buziak

 
Lindsay Buziak

Szukając różnych nowych spraw kryminalnych kilka razy przewinęła mi się sprawa Lindsay Buziak. Zwróciłam na nią uwagę najpierw przez jej polsko brzmiące nazwisko, a potem również przez to, że cała historia wydarzyła się na wyspie Vancouver w Kanadzie.
Lindsay zginęła 2 lutego 2008 roku, gdy miała 24 lata. Wszędzie jest opisywana jako ambitna, pełna życia agentka nieruchomości zajmująca się sprzedażą domów. W momencie śmierci była w związku z Jasonem Zailo, wywodzącym się z bogatej rodziny zajmującej się również handlem nieruchomościami.
W ostatnich dniach stycznia 2008 roku Lindsay otrzymała telefon od kobiety mówiącej z dziwnym akcentem, którego ta nie potrafiła rozgryźć. Brzmiał podobno trochę jak hiszpański, ale niezupełnie. Lindsay zaczęła podejrzewać, że ktoś próbuje ukryć swoją tożsamość nieumiejętnie udając hiszpański akcent i stała się podejrzliwa. Kobieta powiedziała, że ona i jej mąż muszą przenieść się do Victorii ze względu na pracę jej męża i potrzebują prędko kupić dom. Para dysponowała budżetem około 1 miliona dolarów kanadyjskich i chciała kupić dom w miejscowości Saanich na obrzeżach Victorii. W Lindsay jeszcze większe podejrzenia wzbudził fakt, że ktoś znał jej prywatny numer. Była dosyć nowym pracownikiem, nie miała zbyt wielu kontaktów i nigdy wcześniej nie zdarzyło jej się, aby ktoś skontaktował się z nią dzwoniąc na jej prywatną komórkę. Kobieta wyznała, że otrzymała numer od jej byłych klientów. Według niektórych źródeł, tajemnicza kobieta podała Lindsay nazwisko jej poprzednich klientów, z którymi Lindsay potem próbowała się skontaktować, jednak okazało się, że przebywali oni wtedy poza miastem i byli niedostępni. Według innych źródeł, kobieta miała jedynie wspomnieć, że weszła w posiadanie numer dzięki poprzednim klientom Buziak, jednak nie sprecyzowała, o kogo chodzi.
Do przyjęcia zlecenia ostatecznie przekonał Lindsay jej chłopak. Jeżeli Lindsay udałoby się sprzedać dom za milion dolarów to otrzymałby od tego całkiem sporą prowizję. Sprzedać drogi dom to coś, o czy marzą wszyscy młodzi agenci nieruchomości.
Swoją drogą muszę tu chyba dodać, że domy w Vancouver i Victorii należą do niezwykle drogich. Słysząc o domu za milion dolarów wyobrażamy ogromną, robiącą wrażenie posiadłość z ogrodem. Jednak patrząc na zdjęcia widzimy dosyć duży, lecz nieszczególnie specjalny dom na przedmieściach.
Lindsay znalazła dom odpowiadający wymaganiom tajemniczej pary i umówiła się z nim na oglądanie 2 lutego o 17:30. Jason Zailo zaproponował, że pojedzie razem z Lindsay na spotkanie i będzie czekał w samochodzie przed domem w razie, gdyby coś poszło nie tak.
2 lutego Lindsay i Jason zjedli późny lunch w restauracji w Victorii i wyszli płacąc rachunek dokładnie o 16:24. Lindsay pojechała następnie do domu się przebrać, a Jason pojechał odebrać z pracy przyjaciela, którego zaprosił tego wieczoru na obiad i który miał razem z nim czekać na Lindsay. Jason był lekko spóźniony i o 17:30 wysłał Lindsay esemesa, że dotrze za około 10 minut.
Kobieta o tajemniczym akcencie podobno poinformowała Lindsay przed spotkaniem, że jej mąż nie da rady spotkać się z nimi o 17:30 i że przyjdzie ona sama. Pomimo tego ostatecznie pojawiła się wraz z mężem, ponieważ tuż przed 17:30 świadek widział kobietę i mężczyznę witających się z Lindsay przed domem na sprzedaż na małej ulicy De Sousa. Zdarzyło mi się jednak natrafić na informację, że to mężczyzna zadzwonił do Lindsay mówiąc, że jego żona nie da rady się pojawić, i że przyjdzie on sam. Jakakolwiek byłaby prawda, ostatecznie pojawili się oboje. Lindsay też wysłała sms-a w odpowiedzi do Jasona o treści "Okay, muszę iść. Meksykanie już są". To podobno było ich przezwisko dla tajemniczej pary.
Świadek obecny wtedy na ulicy zeznał, że Lindsay uścisnęła ręce z parą i wyglądała, jakby spotkała ich po raz pierwszy. Po krótkiej rozmowie cała trójka weszła do domu.
I tutaj znów znalazłam dwie różne wersje: Według kilku artykułów koło 17:40 przyjeżdża Jason z kolegą i akurat, gdy podjeżdżają pod dom widzą tajemniczą parę w drzwiach, która na jego widok zamyka drzwi. Jason wtedy zakłada, że właśnie rozpoczęli oglądanie domu. Natomiast sam Jason w programie kryminalnym Dateline powiedział, że zaparkował tuż pod domem i przez bite szkło w zamkniętych drzwiach frontowych zobaczył sylwetki dwóch osób. O 17:40 było już dosyć ciemno i Lindsay pokazując dom musiała włączyć światła, co spowodowało, że wnętrze domu było lepiej widoczne. Jason doszedł do wniosku, że oglądanie domu już trwa i postanowił przeparkować samochód tak, aby nie stać dokładnie na wprost drzwi i nie wyglądać na zaborczego chłopaka.
Około 18:00 Jason wysyłał Lindsay smsa o treści "wszystko ok?". Zdenerwowany, że dziewczyna nie odpisuje postanawia od razu  zadzwonić do drzwi. Nikt jednak nie odpowiada, a drzwi są zamknięte od wewnątrz, co nie jest stałą praktyką agentów nieruchomości. Jason widzi przez okno buty Lindsay, które ta zdjęła wchodząc do domu. Jason postanawia od razu wezwać policję.
W tym samym czasie jego kolega obchodzi dom i znajduje dziurę w płocie, przez które wchodzi do ogrodu. Odkrywa, że drzwi z tyłu domu są otwarte i wchodzi przez nie, aby wpuścić Jasona z drugiej strony. Jason mówi policji, że udało im się wejść do domu i rozłącza się. Kolega Jasona postanawia przeszukać parter, a Jason wbiega po schodach na pierwsze piętro i sypialni na górze znajduje ciało Lindsay w kałuży krwi. Jason wykonał wtedy drugi telefon na policję, mówiąc, że znalazł swoją dziewczynę i że potrzebna jest karetka.
Dom, w którym zginęła Lindsay

Policja po przybyciu na miejsce zdarzenia miała oczywiście wątpliwości, co do niezwykłej historii o tajemniczej morderczej parze, którą usłyszeli i dwaj mężczyźni zostali osobno zabrani na przesłuchanie.
Ich zeznania jednak pokrywają się, a z czasem znalazło się dwóch wspomnianych wcześniej świadków, którzy widzieli Lindsay z dwójką nieznajomych.
Podejrzana kobieta była blondynką z włosami do ramion. Miała pomiędzy 35 a 45 lat, a spod kurtki wystawała jej charakterystyczna sukienka lub spódnica, o kolorach prawdopodobnie białym, czarnym i różowym lub czerwonym.
Mężczyzna, który jej towarzyszył był wysoki i ciemnowłosy. I to wszystko, co o nim wiemy.
Lindsay zmarła od około 40 ciosów nożem. Pierwsze ciosy padły, gdy stała odwrócona plecami od sprawcy, ponieważ na jej rękach nie znaleziono żadnych śladów wskazujących na to, że próbowała się bronić. Narzędzia zbrodni nigdy nie znaleziono.
O 17:38, czyli tuż przed przybyciem na miejsce Jasona Zailo komórka Lindsay wykonała telefon do jej koleżanki, z którą ta jednak nie miała od wielu lat kontaktu. Kobieta nie usłyszała w słuchawce nic poza szumem i szmerami i prędko rozłączyła się zakładając, że telefon Lindsay sam wykonał połączenie po nieumyślnym nacisku na klawisze w torebce lub kieszeni. I rzeczywiście, telefon sam wykonał to połączenie, jednak policja wierzy, że nastąpiło to bezpośrednio w wyniku ataku na Lindsay. Dzięki temu z prawie stuprocentową pewnością wiemy, że Lindsay zginęła około 17:38.
Na początku zdałoby się, że odnalezienie ludzi, którzy umówili się na oglądanie domu będzie dosyć łatwe. W telefonie Lindsay zapisany był przecież ich numer telefonu.
Tak miała wyglądać sukienka, którą miała na sobie podejrzana kobieta
Telefon okazał się być jednak zakupiony parę miesięcy przed morderstwem, a aktywowano go niedługo przed i nie wykonano z niego żadnych innych telefonów poza tymi do Lindsay. Udało się ustalić, że dzień przed morderstwem telefon przypłynął promem z Vancouver do Victorii. A tuż po morderstwie został wyłączony. Aktywacji dokonano przez Internet i użyto do niej, według policji, fałszywego nazwiska i przypadkowego adresu z Vancouver, który była adresem jakiejś przypadkowej firmy.
Sprowadzono psy, które miały dotrzeć do sprawców po zapachu. Psy jednak prędko straciły trop. Podejrzewa się, że para uciekła przez dziurę w płocie i wsiadła do samochodu zaparkowanego w pobliżu domu.
Przyjrzyjmy się bliżej historii  Lindsay. Zanim związała się z Jasonem, była w 5 letnim związku z innym mężczyzną, Mattem. Jednak w chwili morderstwa, Lindsay i Matt nie byli razem już od dwóch lat, oboje byli w nowych związkach i nie wyglądało na to, żeby chowali do siebie jakieś urazy i Matt zdecydowanie nie miał motywu, aby nagle decydować się zabić swoją byłą dziewczynę. Jedyną osobą, która trochę zaburzyła ten obraz była Shirley Zailo, matka Jasona Zailo, oraz szefowa Lindsay. Według Shirley, ona i Lindsay dzień przed morderstwem poszły na spacer. Buziak wyznała, że obawia się byłego chłopaka. Inną historię opowiada jednak ojciec Lindsay, któremu znów córka miała powiedzieć, że wątpi w przyszłość związku z Jasonem i rozważa powrót do Matta. Co według mnie jest dosyć dziwne, ponieważ Matt był już wtedy w innym poważnym związku z inną kobietą, z którą później się zaręczył i wziął ślub.
Lindsay Buziak zatrudniła się w firmie Remax, gdzie managerem była Shirley Zailo. Lindsay dzięki temu poznaje jej syna, Jasona, i po jakimś czasie rozpoczyna z nim związek. Rodzina Jasona należy do dosyć zamożnych. Pomimo, iż w momencie śmierci Lindsay była związana z Jasonem zaledwie od roku, matka Jasona, kupiła parze piękny dom nad zatoką, o wartości około 1,5 mln dolarów.
Dzień po morderstwie Lindsay, kobieta zajmująca się handlem nieruchomościami, Jasmine Parsons, otrzymała telefon od kobiety  mówiącej z dziwnym akcentem, że chciałaby sprzedać swój dom i chce, aby Jasmine przyszła, obejrzała go i wyceniła. Jasmine ucieszyła się i powiedziała, że bardzo chętnie to zrobi. Jednak, gdy zapytała o adres kobiety ta nagle zmieniła zdanie, rozłączyła się i nie zadzwoniła już nigdy więcej. Jasmine była byłą dziewczyną Jasona Zailo.
Oczywiście osób mówiących z obcym akcentem w Kanadzie jest mnóstwo, więc ten telefon mógł być zwykłym zbiegiem okoliczności. To, co przydarzyło się Lindsay jednak postawiło w stan czujności wszystkich jej bliskich, jak i innych agentów nieruchomości.
Kilka miesięcy po śmierci Lindsay jedna z jej przyjaciółek, Nikki, została obudzona telefonem z nieznanego numeru. Nikki nie pamiętała dokładnie szczegółów rozmowy, ponieważ odebrała zaspana natomiast uderzyło ją, że osoba po drugiej stronie słuchawki mówiła z trudnym do zidentyfikowania akcentem. Nikki ostatecznie rozbudzona i zdenerwowana zaczęła wydzwaniać na nieznany numer, aż w końcu ktoś odebrał. Po drugiej stronie okazała się być Shirley Zailo. Shirley wyjaśniła, że zadzwoniła do niej przez przypadek, ponieważ próbowała skontaktować się ze swoją sekretarką, również o imieniu Nikki (współczuję sekretarce do której szefowa wydzwania w środku nocy, mam nadzieję, że sekretarka przejrzała już na oczy i się zwolniła). Shirley nie potrafiła wyjaśnić, skąd miała w swoim telefonie zapisany numer Nikki, podejrzewała jedynie, że Jason mógł go tam dodać przy jakiejś okazji. Co ciekawe, Shirley zaprzecza, aby całe zdarzenie w ogóle miało miejsce. Cała historia pochodzi od Nikki.
Nie wiem, jaka jest prawda, jednak wątpię, aby Shirley Zailo osobiście zadzwoniła do Lindsay podając się za kobietę próbującą kupić dom. Uważam, że istnieje zbyt duże ryzyko, że Lindsay rozpoznałyby głos znajomej kobiety.
Ojciec Lindsay, Jeff Buziak, w każdą rocznicę śmierci córki organizuje marsz ku pamięci Lindsay w Saanich. Jeff założył również stronę, na której zbiera wszystkie materiały na temat śmierci córki.
Youtuberka Shauna Rae nakręciła dosyć długi film o sprawie Buziak i podała w nim wiele zaskakujących informacji. Pod filmem można znaleźć komentarze od Jeffa Buziaka, więc podejrzewam, że wiele informacji, które przedstawiam poniżej pochodzi głównie od niego.
 Jest możliwe, że Lindsay znała parę mocno podejrzanych osób. Na kilka tygodni przed śmiercią odwiedziła swojego ojca mieszkającego w Calgary. Wtedy też miała powiedzieć mu o swoich wątpliwościach, co do związku z Jasonem. Podczas tego pobytu skontaktowała się z mężczyzną nazwiskiem Erickson Del Alcazar, którego miała znać z okresu, gdy jeszcze jako nastolatka spotykała się z Mattem. Nie jest pewne, czy Lindsay spotkała się z Ericksonem osobiście, czy skontaktowała się z nim tylko przez telefon. Nie wiemy też, w jakim celu się z nim kontaktowała. 
Pod koniec stycznia 2008, tuż przed tym, gdy ktoś wykonał pierwszy telefon do Lindsay, w Calgary miało miejsce jedno z największych aresztowań w historii Alberty. Policja przechwyciła około 80 kilogramów kokainy oraz zatrzymała 14 osób zamieszanych w jej przemyt, w tym Ericksona Del Alcazara.
Istnieje teoria, że ktoś podejrzewał Lindsay o doniesienie policji, lub że Lindsay była w jakiś sposób w zamieszana w handel narkotykami. Policja oficjalnie potwierdziła, że Buziak nie była informatorką policyjną i w ich bazach nie jest w żaden sposób powiązana z narkotykami.  Jest jednak możliwe, że ktoś niesłusznie podejrzewał Lindsay o udział w sprawie i postanowił się zemścić. Telefon, z którego dzwoniono do Lindsay aktywowano zaraz po aresztowaniu w Calgary. Jednak zakupiono go wiele miesięcy przed. To oznaczałoby, że ktoś planował śmierć Lindsay na długo przed aresztowaniem. No, chyba, że sprawca kupował telefony specjalnie na okazję zamordowania kogoś.
Jeden z przyjaciół Ericksona, Zachary "Ziggy" Matheson został w 2013 roku zatrzymany za handel narkotykami. Według Jeffa Buziaka, Ziggy wynajmował wtedy dom należący do nikogo innego, a... Shirley Zailo. Shirley twierdzi jednak, że ani ona, ani jej rodzina go nie zna i nie miała pojęcia w co jest zamieszany, przypadkiem po prostu wynajmował od niej dom. Podobno jednak Jason oraz jego brat grali razem z Zacharym w jednym klubie hokejowym.
W Internecie krąży jeszcze kilka innych historii wskazujących na to, że rodzina Zailo mogła mieć powiązania ze światem przestępczym i, że wiedzą o całej sprawie więcej, niż przyznają.
Lindsay podobno wyznała kiedyś swojemu ojcu, że widziała "coś, czego nie powinna była widzieć". Co często jest interpretowane, jako dowód, że Lindsay mogła niechcącym odkryć jakieś nieuczciwe interesy, w które zamieszana była rodzina Zailo. Fakt, że Shirley kupiła dla Jasona i jego stosunkowo nowej dziewczyny bardzo duży, drogi dom może sugerować, że próbowała w ten sposób kupić milczenie Lindsay. Natomiast, gdy Lindsay zaczęła nosić się z zamiarami zerwania z Jasonem, rodzina zdała sobie sprawę, że ich sekret może nie być już więcej bezpieczny i zleciła komuś zamordowanie Lindsay. Fakt, że ktoś znał jej prywatny numer telefonu oznacza, że nie mamy do czynienia z przypadkowo wybraną ofiarą, lecz, że sprawcy postanowili zamordować właśnie Lindsay.
Lindsay otrzymała, aż 40 ciosów nożem, czyli zdecydowanie więcej, niż jest potrzebne, aby kogoś zabić. Liczba ciosów oraz użyte narzędzie zbrodni, jednak sugeruje, że mordercy nie byli zbyt "profesjonalni" i mogło to być ich pierwsze morderstwo. Może to też jest trochę wpływ filmów akcji, ale spodziewałabym się, że przy profesjonalnie przeprowadzonej egzekucji spodziewałabym się pistoletu z tłumikiem. 
Eksperci badający sprawę sugerują, że taki "overkill", zadanie komuś tak wielu ciosów, może sugerować albo o tym, że sprawca żywił głęboką nienawiść do Lindsay albo, że trochę spanikował i stracił kontrolę nad tym, co robi. Podobno wiele ciosów padło głównie na klatkę piersiową i biust. Lindsay  niedługo przed morderstwem przeszła operację plastyczną powiększenia piersi. Niektórzy podejrzewają, że mordercy o tym wiedzieli, że żywiąc do niej nienawiść celowo skupili swój atak na jej piersiach. Natomiast równie dobrze mogli po prostu uważać, że ciosy zadane w klatkę piersiową będą najbardziej skuteczne i operacja plastyczna Lindsay nie miała z tym nic wspólnego.
Jason Zailo nie jest brany pod uwagę jako podejrzany, ponieważ wiadomości tekstowe, które wymienił z Lindsay, jak i fakt, że alibi zapewnił mu jego kolega wykluczają go jako mordercę. Lecz niektórzy podejrzewają, że Jason wiedział, co tego dnia ma przydarzyć się Lindsay. Jason podobno sam wyszedł z inicjatywą ze swoim kolegą, który potem stwierdził, że zaproszenie trochę go zdziwiło, ponieważ nie byli bliskim przyjaciółmi. Jason również nic wcześniej nie wspomniał o tym, że najpierw muszą pojechać do Saanich, aby zapewnić ochronę dla Lindsay.
Policja z Saanich spotkała się z dużą krytyką przy tej sprawie, zarzuca im się, że śledztwo zostało przeprowadzone niechlujnie, a nawet, że policja została przekupiona przez bogatą rodzinę Zailo i celowo doprowadzono do tego, aby sprawa utknęła w martwym punkcie.
Jeżeli miałabym okazję porozmawiać z kimś, kto pracował nad sprawą miałabym kilka pytań. Wiemy, że telefon "przypłynął" do Victorii zaledwie dzień przed morderstwem promem z Vancouver. Zakładam, że znany jest dokładny czas i trasa, więc ustalenie, który to był prom nie powinno być trudne. Zakłam, że w 2008 roku na promach lub przynajmniej w porcie, tuż przy wejściu, do promu były kamery. Zastanawia mnie, czy ktoś razem ze świadkami, którzy widzieli parę, przejrzał nagrania ze wszystkich dostępnych kamer na wypadek, gdyby byli oni w stanie rozpoznać morderców. Istnieje szansa, że dzień wcześniej kobieta miała na sobie tą samą sukienkę, którą nosiła w dzień morderstwa (swoją drogą, ta sukienka jest kolejnym dowodem świadczącym o braku profesjonalizmu morderców - zakładanie charakterystycznej, wzorzystej sukienki nie jest najlepszym pomysłem, jeżeli chcecie kogoś zamordować i uciec niezauważonym). Zakładam, że mordercy uciekli z Victorii zaraz po morderstwie, więc warto byłoby też sprawdzić wszystkie nagrania z portu i promów kilka dni po morderstwie. Zdaję sobie sprawę, że jest to wielogodzinna i mozolna praca, która może w ogóle nie przynieść efektów, ale gdy śledztwo utyka w martwym punkcie należy próbować wszystkiego.
Jest możliwe, że mordercy mieli wspólnika mieszkającego na wyspie, który odebrał ich swoim prywatnym samochodem po tym, jak zeszli z promu. Lecz, jeżeli mordercy działali w pojedynkę to musieli się jakoś poruszać po wyspie. Używanie komunikacji miejskiej czy taksówek mogłoby zwrócić na nich zbyt wiele uwagi, więc zapewne poruszali się oni samochodem. Na miejsce morderstwa również udali się samochodem, jak i samochodem wrócili zważywszy na to, że psy tropiące bardzo szybko straciły ich trop. Fakt, że historia dzieje się na niedużej wyspie działa na plus policji. Dobrym pomysłem byłoby sprawdzenie wszystkich firm wynajmujących samochody, a już w szczególności tych w pobliżu portu. Gdy sprawcy zeszli z promu w przeddzień morderstwa musieli gdzieś zdobyć samochód, aby się poruszać. Zwykle, gdy wynajmujemy samochód firma potrzebuje zrobić kopię naszego prawa jazdy i preautoryzować kartę kredytową w ramach gwarancji. I znów, gdyby świadkowie przejrzeli kopie dokumentów wszystkich, którzy wynajmowali w tamtym okresie samochody może udałoby im się rozpoznać podejrzanych.
Kolejną rzeczą jest sprawdzenie hoteli, szczególnie tych tańszych, jak i moteli i innych przybytków, które przyjmują płatność gotówką, nie wymagają karty kredytowej czy okazania dowodu tożsamości. Należałoby przepytać pracowników wszystkich takich hoteli, czy może nie zapamiętali kobiety w charakterystycznej sukience.
Oczywiście jest szansa, że wszystkie te czynności zostały wykonane i nie przyniosły żadnych rezultatów. Natomiast nigdzie niestety nie znalazłam o tym żadnej informacji. 
Wygląda na to, że Jeff Buziak wciąż mieszka w Calgary, czyli tu, gdzie ja. Buziak bardzo angażuje się w sprawę morderstwa córki i  chętnie udostępnia i popiera wszelkie  materiały Youtuberów czy blogerów na ten temat. Kusiło mnie, aby spróbować się z nim skontaktować i zapytać, czy chciałby pomóc przy powstawaniu tego artykułu i coś dodać. Natomiast ostatecznie odrzuciłam ten pomysł obawiając się, że może mnie uznać za natręta żądnego sensacji. Natomiast bardzo chętnie wezmę udział w marszu ku pamięci Lindsay, jeżeli  kiedyś będę miała szczęście przybywać w Victorii w lutym.

Thursday, October 11, 2018

#93 Halloween Special: o Mothmanie


Cześć! Dziś materiał w wersji audiowizualnej. Ponieważ październik to taki wyjątkowy miesiąc, dziś będzie o pewnych dziwnych obserwacjach, jakich dokonali mieszkańcy miasteczka Point Pleasant w latach 60. ubiegłego wieku. Za parę dni będzie część druga.