Sunday, December 25, 2016

#79 Morderstwo rodziny Lawson

Niektóre zbrodnie wydają się tak bezcelowe i bezsensowne, że aż ciężko uwierzyć, że naprawdę miały miejsce. W przypadku rodziny Lawson nikt nie mógł uwierzyć, że coś takiego spotkało tą zwyczajną, ciężko pracującą rodzinę. Ciężko też rozgryźć, co kryło się w umyśle głowy rodziny Charliego Lawsona. Człowieka na pozór dobrego.
Charles David Lawson poślubił Fannie w 1911 roku. Charles zajmował się uprawą tytoniu i do 1927 roku udało mu się odłożyć wystarczająco pieniędzy, by kupić dom w Germanton w Północnej Karolinie. Lawsonowie doczekali się siedmiorga dzieci i, mimo iż nie byli szczególnie zamożni, według wielu ludzi, byli rodziną kochającą się i pozornie normalną.
Kilka dni przed Bożym Narodzeniem roku 1929 Charles postanowił wziąć swoją rodzinę na zakupy. Obdarował wszystkich nowymi ubraniami, po czym zabrał rodzinę do fotografa, by zrobić pamiątkowe rodzinne zdjęcie. Był to gest bardzo hojny, a ludzie z klasy robotniczej nie mieli w zwyczaju robić sobie zdjęć. W świetle późniejszych wydarzeń sądzono, że pomysł zabicia swojej rodziny zrodził się w umyśle Charlesa już wtedy.
Popołudniu 25 grudnia Charles Lawson schował się za stodołą i zastrzelił swoje dwie córki wychodzące z domu. Carrie i Maybell miały kolejno 12 i 7 lat. Później upewnił się, że dziewczynki nie żyją bijąc je tępym narzędziem (prawdopodobnie kolbą strzelby). Ciała ukrył w stodole i wszedł do domu. Z drugiej strony domu, na werandzie, znalazł swoją żonę Fannie i ją również zastrzelił. Następnie wrócił do domu i zastrzelił swoją siedemnastoletnią córkę Marie. W międzyczasie, dwóch jego najmłodszych synów próbowało znaleźć miejsce, aby się schować. Jednak Charles dopadł i ich.
Rodzina Lawson na kilka dni przed masakrą.
James i Raymond, lat  4 i 2, również zginęli od postrzału ze strzelby. Prawdopodobnie jako ostatnia zginęła czteromiesięczna córka Lawsonów, Mary Lou. Charles zatłukł ją na śmierć tępym narzędziem. Później ułożył wszystkie ciała koło siebie z rękami skrzyżowanymi na piersiach. Pod głowę każdego podłożył kamień. Po tym uzbrojony uciekł do lasu. Huki wystrzałów zaczęły przyciągać do domu Lawsonów ludzi mieszkających nieopodal. Kilka godzin po morderstwach z lasu dał się słyszeć huk wystrzału - to Charles Lawson popełnił samobójstwo. Później jego ciało znaleziono koło jednego z drzew. Ślady wskazywały na to, że krążył  wokół drzewa w ciemności przez nawet kilka godzin. Znaleziono przy  nim również list zaadresowany do jego rodziców.
Ludzie mordują swoje rodziny na całym świecie z różnych powodów. Co jednak kierowało Charlesem Lawsonem? Niektórzy zabijają swoje rodziny, by odzyskać utraconą, według nich wolność. Inni robią to dla pieniędzy. Jeszcze inni cierpią na urojenia i uważają, że zabijając swoich bliskich uwolnią ich od cierpienia, albo w ogóle ciężko powiedzieć, co uważają.
Charles Lawson nigdy nie zdradzał objaw choroby psychicznej. Był ciężko pracującym człowiekiem i pozornie dobrym ojcem.
Z Lawsonów ocalała tylko jedna osoba - szesnastoletni syn Arthur, którego Charles odesłał z domu, by załatwił dla niego kilka spraw, na kilka chwil przed zamordowaniem swojej rodziny. Nie wiadomo, co kierowało Charlesem. Nie wiadomo, czy darował Arthurowi życie, ponieważ szczególnie kochał swojego najstarszego syna, czy też obawiał się, że silny i postawny Arthur może udaremnić jego plan.
Na kilka miesięcy przed popełnieniem morderstwa Charles uderzył się mocno w głowę podczas pracy i wymagał pomocy lekarskiej. Nie wiadomo, czy uderzenie wywołało jakieś obrażenia i w efekcie psychozę, ale późniejsza sekcja nie wykazała żadnych nieprawidłowości.
Inną teorią, a może raczej plotką, jest kazirodczy związek Marie i Charlesa. Na kilka dni przed śmiercią Marie miała zwierzyć się przyjaciółce, że jest w ciąży, a ojcem jest Charles. Podobno nawet jej matka wiedziała o tym związku.
Nie wiadomo, ile jest w tym prawdy. Nie wiadomo też, czy wykonano sekcję zwłok Marie na tyle dokładną, by stwierdzić, że była w ciąży. Nie mogę znaleźć żadnej informacji, co znajdowało się w liście Charlesa do rodziców.
Niedługo po morderstwach brat Charlesa przekształcił dom rodziny w atrakcję turystyczną dla turystów. Jednym z eksponatów w tym osobliwym muzeum był placek upieczony przez panią Lawson w dniu morderstwa. Ciasto musiało zostać umieszczone za szybą, ponieważ zwiedzający nagminnie wydłubywali z niego rodzynki, jako pamiątkę.
Dziś mija dokładnie 87 lat odkąd Charles zamordował swoją rodzinę. Zapewne nigdy nie dowiemy się, co działo się w jego umyśle tego dnia.

Monday, December 19, 2016

#78 Zaginięcie Madeleine McCann

Prawie każdy z nas widział w mediach zdjęcie tej jasnowłosej dziewczynki o zielonych oczach. Poszukiwania Madeleine McCann odbiły się echem na całym świecie. Nie ma w tym nic dziwnego, sprawy w których krzywda dzieje się dzieciom zawsze wzbudzają emocje. Podobne reakcje wywołała między innymi sprawa JonBenet Ramsey
Algarve to malowniczy region na samym południu Portugalii. Malownicze miasteczka i położone tuż
Madeleine przed zaginięciem i symulacja, jak wyglądałaby w wieku 9 lat (wikipedia)
nad oceanem i klifowe wybrzeża przyciągają turystów z wielu krajów, między innymi z Wielkiej Brytanii.
W maju 2007 roku Kate i Gerry McCann spędzali wakacje ze swoją trzyletnią córką Madeleine i dwoma młodszymi synami bliźniakami w Praia da Luz w Algarve. McCannowie byli z wykształcenia lekarzami w dobrej sytuacji materialnej, kochali swoje dzieci i nie było oznak, by źle je traktowali. Czas w Portugalii spędzali głównie ze swoimi pozostałymi przyjaciółmi z Wielkiej Brytanii i ich dziećmi. W czasie swojego pobytu zawsze spotykali się wieczorem około godziny 20 na kolację w restauracji w ośrodku wypoczynkowym, w którym przebywali, zostawiając swoje dzieci śpiące w apartamentach zaledwie 50 metrów dalej.
McCannowie zajmowali narożny apartament na parterze. Do mieszkania można dostać się na dwa sposoby: poprzez szklane drzwi w salonie wychodzące na tereny ośrodka wypoczynkowego, gdzie znajdowały się między innymi basen, korty tenisowe i restauracja, oraz przez drzwi z drugiej strony mieszkania wychodzące na ulicę. Madeleine spała wraz z braćmi w jednej z dwóch sypialni.
W czwartek, 3 maja, w czasie śniadania Madeleine zapytała, dlaczego nikt do nich nie przyszedł, gdy wczoraj w nocy ona i jej brat płakali. Pytanie nie zostało potraktowane poważnie, ale w świetle późniejszych wypadków rodzice zaczęli podejrzewać, że ktoś mógł próbować dostać się do mieszkania noc wcześniej. Kate zauważyła również na bluzce od piżamy Madeleine dużą brązową
Budynek, w którym mieszkali McCannowie i ich przyjaciele
plamę, którą wtedy zignorowała.
Dzieci spędziły poranek w hotelowym klubie dla dzieci, gdy rodzice spędzali czas z przyjaciółmi. Popołudnie rodzina bawiła się razem nad basenem, wtedy też Kate zrobiła ostatnie zdjęcie Madeleine. McCannowie położyli dzieci spać około godziny 19. O godzinie 20:30 udali się na kolację w restauracji oddalonej o 50 metrów od ich mieszkania. Wcześniej tego dnia pracownicy hotelu zostawili zapytanie w ogólnodostępnej hotelowej książce kontaktowej, czy powinni ponownie zarezerwować  dla nich stolik blisko ich apartamentów, by mogli doglądać dzieci. McCannowie sądzą, że porywcze mogli widzieć notatkę.
McCannowie i ich przyjaciele średnio co pół godziny sprawdzali, czy u dzieci wszystko w porządku. Drzwi od strony restauracji i basenu można było zamknąć tylko od środka, więc pozostawili je niezamknięte. Gerry zaszedł do mieszkania około godziny 21 i zastał wszystko w najlepszym porządku. Zastanowiły go tylko drzwi do pokoju dzieci, które zastał szeroko otwarte, a był pewien, że zostawił je zamknięte. Zamknął je z powrotem i wrócił do przyjaciół.
O godzinie 21:30 Kate chciała pójść zajrzeć do dzieci, ale jeden z przyjaciół obecnych przy stole, Matthew Oldfield, zaoferował, ze zajrzy do nich po drodze do swoich dzieci. W apartamencie McCannów panowała cisza. W pokoju dzieci światło było zgaszone, więc nie zajrzał do pokoju i nie widział, czy Madeleine wciąż tam była. Jednak drzwi były ponownie otwarte, mimo iż Gerry McCann zamknął je pół godziny wcześniej. O 22:00 to Kate poszła do dzieci. Zobaczyła, że drzwi do pokoju są otwarte i chwyciła klamkę, by je zamknąć, jednak te zatrzasnęły się same z hukiem, jakby w mieszkaniu był przeciąg. Weszła do pokoju i zobaczyła, że okno w pokoju dzieci jest teraz otwarte, a Madeleine zniknęła ze swojego łóżka. Bliźnięta wciąż spały w swojej kołysce. Po prędkim przeszukaniu mieszkania pobiegła z powrotem do restauracji, krzycząc, że ktoś zabrał Madeleine. Zaraz potem Gerry poprosił Matthew Oldfielda,  by pobiegł do recepcji wezwać policję. W ciągu nocy 60 osób, a wśród nich pracownicy hotelu i goście przeszukali całą okolicę sądząc początkowo, że Madeleine sama opuściła pokój. Policja przeszukała też wszystkie studnie, opuszczone budynki i inne niebezpieczne miejsca, jednak bez skutku.
Pomimo upływu lat wciąż nie wiadomo, co dokładnie zaszło w apartamencie McCannów. Wiele osób oskarża rodziców Madeleine o jej zaginięcie. McCannowie wielokrotnie występowali w mediach prosząc o pomoc i odpowiadając na pytania dziennikarzy. Sprawiali wrażenie ludzi spokojnych, opanowanych i statecznych, co wiele osób odebrało jako dowód ich winy. Wedle powszechnej opinii, Madeleine miała ulec wypadkowi i umrzeć, a rodzice, bojąc się odpowiedzialność, ukryli jej ciało.
Ostatnią osobą, która miała widzieć Madeleine był jej ojciec. Jeżeli jego zeznanie jest prawdą,  do porwania doszło pomiędzy godziną 21 i 22, ponieważ Matthew Oldfield nie widział, czy dziewczynka była w mieszkaniu, gdy zaszedł tam o 21:30.
Początkowo sądzono, że Madeleine została zabrana zaraz po tym, jak Gerry McCann opuścił apartament. Jane Tanner, jedząca kolację razem z McCannami, opuściła stół zaraz po Gerrym, by sprawdzić swoje dzieci. W wąskiej uliczce minęła Gerry'ego, który wracając od swoich dzieci zatrzymał się, by porozmawiać z innym gościem hotelu. Mężczyźni nie pamiętali, by Jane ich minęła, więc jej zeznanie długo było traktowane jako nieprawdziwe. Tanner zbliżając się do mieszkania McCannów zobaczyła mężczyznę niosącego śpiące dziecko, który wyłonił się zza rogu i oddalił się od hotelu. Nie widziała twarzy jego ani dziecka, ale zapamiętała, ze dziecko było bose. Szkic mężczyzny pojawił się potem wielokrotnie w mediach. Jednak w 2013 roku udało się wyjaśnić, że osobą, którą widziała wtedy Jane był inny wczasowicz, który odebrał swoją córkę po wieczornej zabawie w klubie dla dzieci. Około godziny 22 w odległości około 500 metrów, para innych turystów, Mary i Martin Smith, widziała mężczyznę niosącego śpiącą dziewczynkę. Mężczyzna sprawiał wrażenie, jakby nie czuł się komfortowo niosąc dziecko i oddalał się w kierunku plaży. Według policji istnieje duże prawdopodobieństwo, że to właśnie Mary i Martin widzieli porywacza.
Wiele osób zeznało, że widziało różnych mężczyzn zachowujących się dziwnie w pobliżu
Na czerwono zaznaczono łózko Madeleine
apartamentu McCannów 3 maja i w dniach poprzedzających porwanie. Do drzwi apartamentów pukał między innymi mężczyzna mówiący, że zbiera pieniądze na sierociniec. Bardzo możliwe, że był to ktoś kto robił rekonesans. 3 maja popołudniu dwóch mężczyzn było widzianych na balkonie apartamentu 5C zaraz obok apartamentu McCannów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że 5C nie było w tym czasie wynajęte i teoretycznie nikt nie powinien był tam przebywać (mam nadzieję, że policja dobrze to sprawdziła i nie byli to pracownicy hotelu). Około godziny 18 tego samego dnia, widziano mężczyznę stojącego na schodach do mieszkania McCannów. O godzinie 23 dwóch mężczyzn było widzianych kłócących się na ulicy niedaleko miejsca porwania. Gdy zdali sobie sprawę, że zostali zauważeni przez świadków ściszyli głosy i odeszli. Nie wiadomo, czy te zdarzenia są ze sobą połączone.
W początkowych fazach śledztwa policja popełniła wiele kardynalnych błędów. Miejsce zdarzenia nie zostało odpowiednio wcześnie zabezpieczone, a technicy policyjni badali mieszkanie bez odpowiedniej odzieży ochronnej.
McCannowie składali początkowo zeznania poprzez tłumacza, co sprawiało, że zeznania nie były dokładne i doprowadzały do nieporozumień.
Zagadkowe okazało się otwarte okno. Sugerowało, że ktoś dostał się do środka otwierając okno, jednak McCannowie byli pewni, że okno było dokładnie zamknięte i można je było otworzyć jedynie od wewnątrz. Z zewnętrznej strony nie było żadnych oznak włamania. Zastanawiam się, czy jest możliwe, że to Madeleine otworzyła okno chcąc uciec lub zawołać o pomoc, gdy usłyszała, że ktoś niepożądany wtargnął do mieszkania. Według niektórych teorii to Kate McCann otwarła okno, by upozorować porwanie.
W lipcu 2007 roku brytyjski detektyw przywiózł na miejsce zdarzenia dwa psy, z których jeden był wyszkolony w tropieniu zapachu zwłok, a drugi w zapachu krwi. Oba psy wyczuły coś w mieszkaniu wynajętym przez McCannów. Jeden z psów wyczuł zapach zwłok w bagażniku i środku samochodu wynajmowanym przez McCannów w trakcie pobytu. Pies zaalarmował też detektywów, gdy powąchał ubrania Kate McCann. Brzmi poważnie? Niestety nic z tego nie jest niezbitym dowodem. Kate McCann pracowała jako lekarz rodzinny i wielokrotnie miała do czynienia ze zmarłymi. Z wynajmowanego auta korzystała przed McCannami niezliczona liczba osób. Tak samo jak z mieszkania, które zajmowali. Wszystkie oskarżenia zostały obalone przez adwokata McCannów.
Jednak w samochodzie znaleziono też DNA Madeleine, w czym nie byłoby nic dziwnego, ponieważ zostawiamy nasze DNA praktycznie wszędzie, gdzie przebywamy, jednak auto zostało wynajęte po zniknięciu Madeleine.
Dla podsumowania: jeżeli to McCannowie zabili Madeleine, musieli ukryć jej ciało na przynajmniej dwa tygodnie na terenie hotelu, by później wynająć auto i wywieźć je w inne miejsce. Wydaje się to wręcz niemożliwe, w sytuacji, gdy policja i wszyscy wokół stale ich obserwują. Cały teren hotelu został również dokładnie przeszukany, więc ciało musiałoby być niezwykle dokładnie ukryte.
Zastanawiam się, czy jest możliwe, że DNA Madeleine po prostu znajdowało się na rzeczach i
Kate i Gerry McCann
ubraniach McCannów i przeniosło się razem z nimi do samochodu.
Inną popularną teorią jest, że Madeleine została porwana przez siatkę pedofilii. Co jakiś czas w mediach wypływa informacja, że dziewczynka podobna do Madeleine była widziana w różnych częściach świata. Zagadkowi mężczyźni widziani na terenie hotelu zdają się potwierdzać tę tezę. Możliwe też, że  dziewczynka miała zostać porwana dla okupu, jednak coś poszło nie tak i doszło do jej śmierci.
Sprawa zaginięcia Madeleine jest jedną z tych, o których na początku nie chciałam pisać. Jej popularność sprawia, że zdecydowanie nie jest jedną, z tych "o których nie wiedziałeś". Jest również jedną z tych, o których nie mogę sobie wyrobić zdania, co do podejrzanych. Nie sądzę, żeby Kate i Gerry McCann stali za zniknięciem swojej córki. Jednak jest kilka małych dowodów, które dają mi do myślenia. Dlatego chętnie poczytam, co myślicie. Może ktoś ma bardzo dobrą teorię na ten temat.

Monday, October 31, 2016

#77 Kilka historii o duchach


Lubię od czasu do czasu odejść od wiodącej tematyki bloga i zająć się czymś trochę bardziej nietypowym. Jako dziecko słyszałam o Joasi Gajewskiej – nastoletniej dziewczynce z Sosnowca, której życie nagle zamieniło się w horror. Według relacji świadków pewnego dnia 1983 roku przedmioty w mieszkaniu rodziny Asi zaczęły unosić się w powietrzu i przelatywać ze świstem nad głowami domowników, zamieniając ich dom w pole bitwy. Pierwszy incydent miał miejsce, gdy dziadek Joasi został w ich mieszkaniu na noc w czasie Świąt Wielkanocnych. Mężczyznę w nocy zbudziła słomiana mata zawieszona na ścianie, która spadła na niego z łoskotem. Pomimo prób umieszczenia maty z powrotem na jej miejscu ta miała wyrywać się z rąk, falować i tańczyć. Przypuszczam,  że nikt nie potraktował opowieści dziadka zbyt poważnie, lecz w końcu niewyjaśnionych zjawisk zaczęli doświadczać wszyscy. Szybko zauważono, że osobliwe zjawiska
zachodzą jedynie, gdy Asia jest obecna w mieszkaniu. Czasem zagadkowe manifestacje przybierały niebezpieczną formę. Pewnego razu Asia została trafiona kawałkami szyby, która wcześniej sama pękła. Zdarzało się również, że w kuchni samoistnie zapalały się zapałki. Rodzina cudem uniknęła pożaru. Zagadkowe zjawisko wywołało poruszenie najpierw wśród sąsiadów, później całego miasta, aż w końcu o przypadku Joasi było głośno w całej Polsce, a do Sosnowca zjeżdżali naukowcy zaintrygowani historią. Asię poddano obserwacjom i badaniom, w czasie których podobno udało się w warunkach laboratoryjnych doprowadzić do manifestacji sił, które wtedy już zaczęto nazywać głośno – telekinezą. Termin ten obecnie jest już archaizmem, teraz mówi się o psychokinezie. Jednak z powodu niewystarczających dowodów psychokineza wciąż znajduje się w granicach paranauki czy, mówiąc inaczej, w granicach zjawisk paranormalnych. Jeżeli przyjmiemy, że Asia w okresie dojrzewania istotnie posiadła zdolności psychokinetyczne, w pewnym momencie równie nagle je utraciła. Dziś jako dorosła kobieta Joanna Gajewska nie jest już niepokojona przez dziwne zjawiska.
Przypadków takich jak ten było w historii mnóstwo, zdarzały się w różnych miejscach i o różnym czasie, ale zawsze łączyło je kilka punktów wspólnych.
Dawniej winą za samoistnie przesuwające się przedmioty  obarczano tak zwanego Poltergeista. Złego, złośliwego ducha lubiącego drażnić się z domownikami. Z Poltergeistami do czynienia miały słynne siostry Fox – prekursorki seansów spirytystycznych, w których grupa ludzi wraz z medium siada przy okrągłym stole i wzywa ducha. Historia sióstr Fox jest niezwykła i, co smutne, powszechnie słabo znana. Siostry Kate, Margaret i Leah w 1848 roku mieszkały razem z rodzicami w stanie Nowy Jork. Ich dom, jak głosiły plotki, był nawiedzony przez duchy. Meble miały same się przesuwać, a ze ścian dochodziły odgłosy skrobania i pukania.  Siostry wypracowały z czasem sposób porozumiewania się z duchem nawiedzającym ich
Siostry Fox (www.smithsonianmag.org)
mury. Za pomocą stukania duch miał odpowiadać na zadawane pytania. Okazało się, że jest był to duch domokrążcy Charlesa B. Rosma zamordowanego i pochowanego gdzieś w obrębie domu. Siostry oskarżyły o morderstwo poprzednich lokatorów, państwa Bell, którzy mieli zamordować domokrążcę by okraść go z jego towaru i pieniędzy. Jednak z powodu braku ciała nikt nie został skazany. Sposób porozumiewania się sióstr z duchem stał się słynny na całą Amerykę, a potem na cały świat. Panny Fox stały się słynnymi medium i prędko znalazły grono naśladowców. Wielu oszustów zaczęło oferować seanse spirytystyczne, by ukoić smutek osób, które właśnie straciły kogoś bliskiego. W 1888 roku Margaret, będąc już u schyłku życia, postanowiła zrzucić z siebie brzemię noszone od czasów młodości. Ogłosiła, że całą sławę i swoje niezwykle zdolności siostry zawdzięczają… stawom palucha. Panny Fox nauczyły się tak zginać palce u stóp, że wydawały one dźwięki przypominające stukanie. Zatem cały ruch spirytystyczny i szaleństwo wywoływania duchów okazało się jedną wielką mistyfikacją. Jednak wszyscy spirytualiści, jak  zwykli się nazywać, skrytykowali Margaret i zarzucili jej kłamstwo. Nie ma w tym nic dziwnego, w końcu dla wielu był to lukratywny biznes. Wiara w wywoływanie duchów trwała zatem nadal.
Jednak, żeby historia nie brzmiała zbyt banalnie – w 1914 roku w domu zamieszkanym kiedyś przez siostry Fox znaleziono zwłoki niezidentyfikowanego mężczyzny. Ciało zamurowano w piwnicy w okolicach roku 1843. Czyżby ofiara państwa Bell?
Jak wspomniałam wcześniej, przypadków takich jak przypadek Joasi Gajewskiej  było wiele. Jednym z pierwszych dobrze opisanych jest tzw. Great Amherst Mystery. Pomiędzy rokiem 1878 a 1879 w Amherst w Nowej Szkocji w Kanadzie doszło do tajemniczych wydarzeń wokół osiemnastoletniej dziewczyny. Esther Cox, mieszkająca w Amherst wraz ze swoją liczną rodziną, pewnego sierpniowego dnia dała się zabrać przez swojego adoratora, Boba McNeala na przejażdżkę bryczką. W momencie, gdy para przebywała na odludziu Bob postanowił nakłonić swoją dziewczynę do seksu. Gdy tak odmówiła zagroził jej rewolwerem. Jednak przerażoną dziewczynę uratował odległy odgłos innej nadjeżdżającej bryczki. Bob zmienił usposobienie, schował rewolwer i odwiózł Esther do domu. Esther nie wyznała nikomu, co jej się przytrafiło, jednak rodzina zauważyła w ciągu kolejnych dni, że dziewczyna wydaje się smutna i nie jest sobą. Bob McNeal przestał odwiedzać dom Coxów, więc rodzice przypuszczali, że para zerwała. Ponieważ nigdy nie lubili chłopaka, cieszyli się z takiego rozwoju rzeczy i nie zadawali córce niepotrzebnych pytań.
Dom rodziny Cox (wikipedia.com)

Historia Esther została opisana przez Waltera Hubbella, pisarza, który spędził z rodziną Cox pół roku.

Kilka nocy po napaści Esther wraz z siostrą, która dzieliła z nią sypialnię, zaczęła doświadczać dziwnych, niewytłumaczalnych rzeczy. W pokoju dało się słyszeć skrobanie, stukanie, a materac wydawał się ruszać. Początkowo wydawało się, że to mysz zagnieździła się pod łóżkiem. Jednak, gdy pewnej nocy siostry ujrzały samoistnie podskakujące pudełko na przybory do szycia - postawiły na nogi cały dom. Początkowo nikt nie wierzył ani Ester, ani jej siostrze, lecz z czasem świadkami dziwnych zjawisk zostali też bracia Cox.

W czasie kolejnych nocy Esther zaczęła cierpieć na ataki podobne do padaczki. Nie panowała nad swoim ciałem, wstrząsały nią dreszcze, a czasem wyskakiwała z łózka krzycząc, że umiera. Miała problemy z chodzeniem, dopadała ją wysoka gorączka, a jej ręce, nogi i twarz potrafiły wyraźnie spuchnąć w ciągu kilku sekund. Kilkakrotnie w czasie ataków w domu dał się słyszeć huk podobny do uderzenia pioruna.

W końcu postanowiono wezwać lekarza, by zobaczył Esther. Ten jednak stwierdził, że Esther cierpi na poważne załamanie nerwowe i był gotów opuścić dom Coxów, gdy sam stał się świadkiem nadzwyczajnych manifestacji. Poduszka sama wysunęła się spod głowy Esther, by zaraz wrócić na swoje miejsce. Samoistnie poruszyła się też pościel na łóżku. Z lekarzem, jako świadkiem nie było mowy o dziecinnych wymysłach. Dramat dziewczyny trał kilka miesięcy i stał się z czasem lokalną sensacją. Ludzie z wielu stron ściągali do miasteczka, by przekonać się o prawdziwości historii opowiadanych o domu Coxów.
Dziwna aktywność wokół Ester z czasem postępowała. Na ciele dziewczyny pojawiały się ślady zadrapań i siniaki, a raz miała zostać nawet źgnięta nożem, przez "niewidzialną siłę. Wiele osób twierdzi, że odwiedzając Ester było wstanie nawet porozmawiać z nawiedzającym ją duchem. W styczniu 1989 roku Esther przeprowadziła się zaprzyjaźnionej rodziny, licząc, że da jej to trochę wytchnienia. Jednak "duch" podążył za Esther i tam, czego świadkami byli wszyscy domownicy. Dziwne zjawiska zatrzymały się, gdy Esther poważnie zachorowała  i leżała gorączkując ponad dwa tygodnie. Nic również nie wydarzyło się, gdy wyjechała do siostry w Sackville, by wydobrzeć po chorobie. Wszystko zaczęło się od początku, gdy tylko wróciła do Amherst. 
Walter Hubbell spędził z Esther kilka tygodni, w czasie których był świadkiem niewyjaśnionych dźwięków słyszalnych w domu, przedmiotów lewitujących w powietrzu lub nagle stających w płomieniach. Zachęcił ją też do zorganizowania spotkań dla ciekawskich, na których za opłatą opowiadała o swoim przypadku. Dla mnie ten pomysł powoduje, że większość rzeczy opisanych w jego książce to bajki wyssane z palca dla pieniędzy.
 Inną sprawą, bardzo głośną w zeszłym stuleciu była sprawa poltergeista z Enfield. Seria dziwnych zjawisk zachodzących w obecności dwóch dziewczynek przykuła uwagę ekspertów i została nazwana
jedną z najbardziej autentycznych tego typu spraw w historii. W 1977 roku samotna matka Peggy
(www.icytales.com)
Hogson, mieszkająca w brytyjskim miasteczku Enfield, wezwała policję twierdząc, że w pokoju jej dzieci meble same się przesuwają, a ze ścian dochodzą odgłosy pukania i skrobania. Funkcjonariusze nie mogli pomóc kobiecie w tym dziwnym przypadku, ale niezwykła historia prędko rozeszła się po okolicy.  "Nawiedzenie" trwało ponad dwa lata, zanim ustało i obejmowało szereg zjawisk rodem z horroru. W domu dało się słyszeć demoniczne głosy, przedmioty same się poruszały. Duch nawiedzający dom w Enfield miał nawet czelność zmuszać dzieci pani Hogson do lewitacji. Znakiem rozpoznawczym sprawy stało się słynne zdjęcie, które ukazuje jedną z córek, Janet, unoszącą się w powietrzu nad swoim łóżkiem. Zdjęcie pozostawiam do Waszej oceny. Mówi się o nim, jako o niezbitym dowodzie, że Poltergeist z Enfield był prawdziwy. Może jestem tylko wstrętnym sceptykiem, ale sposób w jaki układają się włosy dziewczynki sugerują, że ta po prostu podskoczyła na łóżku. Gdyby lewitowała, czyż włosy nie powinny układać się prosto wzdłuż ramion? 

W tych wszystkich przypadkach zagadkowe zjawiska po prostu ustawały po jakimś czasie. Potrafię wymienić jeszcze kilka podobnych, ale może zostawimy ten materiał na przyszłość. Wszystkie mają jednak wiele punktów wspólnych - nastoletnie dziewczyny, poruszające się meble, samozapłon i to, że kończą się tak niespodziewanie, jak się zaczęły. 
 

Saturday, October 22, 2016

#76 Paul Bernardo i Karla Homolka

Słynna na cały świat sprawa Karli Homolki i Paula Bernardo wciąż jest tematem do dyskusji o tym, jak bardzo można kogoś zmanipulować i co jesteśmy w stanie zrobić, gdy nam na kimś zależy.
Nie ma wątpliwości co do winy Paula Bernardo. Zbrodnie, jakie popełnił zafundowały mu życie w więzieniu. Inaczej sprawa wygląda w przypadku jego żony i partnerki w zbrodni - Karli. Ją wymiar sprawiedliwości potraktował lżej, wierząc, że była poniekąd również ofiarą Paula.
Rodzina Paula nie należała do szczęśliwych. Jego ojciec został oskarżony o molestowanie siostry
Karla Homolka (cbc.ca)
Paula i skazany na karę więzienia. Jego matka popadła w depresję i prawie nie wychodziła z piwnicy ich domu w Toronto. Małego Paula zdawało się to w ogóle nie dotyczyć, zawsze chodził uśmiechnięty i radosny. Jednak, gdy miał 16 lat niespodziewanie spadła na niego informacja, która dotknęła go bardziej, niż przestępstwa jego ojca. Matka Paula przyznała, że był on owocem romansu i mężczyzna, którego uważał za swojego ojca wcale nim nie jest. Paul załamał się i wyzywał swoją matkę od ulicznic. Możliwe, że właśnie to wydarzenie wpłynęło na to, jak zaczął traktować kobiety. Dziewczyny, z którymi się umawiał odwracały się od niego, gdyż stosował wobec nich przemoc i nakłaniał je do brutalnego seksu, na punkcie którego miał obsesję. W latach 1987 - 1990 popełnił co najmniej 15 gwałtów w dzielnicy Toronto, Scarborough. Ofiary miały od 15 do 22 lat i pomimo, iż wiele z nich podało bardzo dokładny rysopis gwałciciela, przez długi czas nie podano jego rysopisu do wiadomości publicznej. Po kilku doniesieniach, że to Paul może być odpowiedzialny za napaści, Bernardo został przesłuchany i wypuszczony, gdyż śledczy nie mogli uwierzyć, aby taki przystojny młody mężczyzna mógł dokonać tak strasznych czynów. Bernardo atakował zwykle kobiety wracające samotnie do domu. Raz śledził młodą kobietę i włamał się do jej domu, jednak został wystraszony przez matkę ofiary. Za tę napaść skazano niesłusznie innego mężczyznę, który na wolność wyszedł dopiero w 2006 roku.
Zdjęcie ślubnie Karli i Paula (geocities.ws)
W 1987 roku poznał Karlę Homolkę, młodą pracownicę gabinetu weterynaryjnego, która zakochała się w nim bez pamięci. Paul był przystojny, dobrze zarabiał i sprawiał pozytywne wrażenie. W odróżnieniu od innych dziewczyn Paula, Karli podobała się jego sadystyczna strona i podsycała jego zainteresowanie brutalnym seksem.  Para pobrała się w 1991 roku, Karla nie miała nawet nic przeciwko, gdy Paul wyznał jej, że jest poszukiwanym w Scarborough gwałcicielem.
Paul był świetnym manipulatorem. Szybko zdobył sympatię rodziców Karli i spędzał z nimi dużo czasu. Sprawiał wrażenie dobrze ułożonego młodego człowieka z dobra pracą. Ukrywał przez wszystkimi jednak, że pracę dawno stracił i zarabiał na życie przerzucając papierosy przez kanadyjsko-amerykańską granicę.  Po wydaniu głośnej książki Breta Eastona Ellisa "American Psycho" w 1991 roku wpadł w obsesję na jej punkcie i czytał ja w kółko, jak Biblię (wyobrażał sobie pewnie, że ma tyle klasy i jest tak wspaniały, jak sam Patrick Bateman).
Paul nie był jednak zadowolony, że nie był pierwszy partnerem seksualnym Karli. Zdradzał niezdrowe zainteresowanie młodszą siostrą Karli, Tammy. Spędzał dużo czasu z rodziną Homolka i stale flirtował z Tammy. Wielokrotnie wchodził do jej pokoju, gdy spała, by się masturbować. 
Paul Bernardo w czasie procesu (www.thestar.com)
Karla postanowiła spełnić zachciankę męża i 24 lipca 1990 roku podała Tammy spagetti nafaszerowane środkiem usypiającym, który ukradła z kliniki weterynaryjnej. Bernardo zgwałcił nieprzytomną nastolatkę, która potem nie była niczego świadoma. Para zrobiła to samo z Tammy na Święta Bożego Narodzenia tego samego roku, gdy w sypialni na górze spali niczego nieświadomi rodzice. Jednak tym razem coś poszło nie tak. Nieprzytomna Tammy zaczęła wymiotować. Pomimo natychmiastowej reakcji Karli, która wiedziała co robić w takich przypadkach, Tammy udusiła się własnymi wymiocinami i zmarła. Para postanowiła upozorować nieszczęśliwy wypadek. Ubrali Tammy i wezwali karetkę, twierdząc, że nastolatka za dużo wypiła, usnęła i zaczęła wymiotować. Pomimo podejrzanych obrażeń na twarzy dziewczynki rodzice jak i pracownicy szpitala w tę historię uwierzyli. Niedługo po tym incydencie para wyprowadziła się do nowego domu pozostawiając rodziców Tammy w żałobie. Paul i Karla planowali się też pobrać. Śmierć własnej siostry nie wywarła zbyt dużego wrażenia na Karli, gdyż niedługo później spróbowała swojej sztuczki ponownie. Zaprzyjaźniła się z nastoletnią dziewczyną, której tożsamość nie jest znana i w mediach nazywana jest "Jane Doe". Karla spędziła z Jane dzień zabierając ją na zakupy i obiad. Wieczorem zabrała ją do domu, gdzie upiła ją alkoholem z mieszanką środka usypiającego. Gdy Jane straciła przytomność Karla przyprowadziła Paula mówiąc, że ma dla niego niespodziankę. Paul był początkowo niezadowolony, że Karla użyła tego samego środka, co w przypadku Tammy. Bał się, że Jane również umrze i będą mieli problemy. Jednak nie przeszkodziło mu to zgwałcić brutalnie Jane, nakłonić do tego również Karlę, a wszystko sfilmować. Jane obudziła się rano z bólem głowy i zaczęła wymiotować. Nie była świadoma tego, co jej się przydarzyło. Opuściła dom Karli i Paula myśląc, że nie doceniła siły alkoholu. Nie była zapewne również świadoma, jak wielkie miała szczęście, że uszła z życiem. Kolejne ofiary Paula i Karli nie podzieliły losu Jane Doe.
Paul i Karla byli często określani jako "Barbie i Ken" (torontosun.com)

Wczesnym rankiem 15 czerwca 1991 roku Paul natknął się na czternastoletnią Leslie Mahaffy. Dziewczynka wróciła zbyt późno z imprezy od koleżanki i nikt ze śpiących domowników nie chciał wpuścić jej do domu. Paul podszedł do Leslie, zaczął z nią rozmowę, wciągnął do samochodu, związał i założył opaskę na oczy, by nie widziała dokąd ją zbiera. Prawdopodobnie na początku planował puścić Leslie wolno po gwałcie. Karla i Paul nagrali film, na którym gwałcą związaną Leslie słuchając Boba Marleya i Davida Bowie. W czasie przerw między gwałtami para dawała jej do przytulenia misia, jako pocieszenie. Przyczyna śmierci Leslie nie jest znana. Paul twierdzi, że Karla podała jej śmiertelną dawkę środka usypiającego, a Karla twierdzi, że Paul ją udusił. Tego samego dnia para zjadła obiad z rodzicami Karli, gdy w piwnicy leżały zwłoki Mahaffy.  Później poćwiartowali ciało nastolatki używając piły mechanicznej, a każdy kawek zatopili w cemencie. Para wykonała kilka wypadów nad niedalekie jezioro Gibson, gdzie cierpliwie rzucali do wody kawałek po kawałeczku. Niedługo później zwłoki zostały odkryte przez dwóch rybaków. W jednym z kawałków cementu zrobiła się dziura, która ukazała podobno martwe i przerażone oko Leslie. Dziewczynkę udało się zidentyfikować po aparacie ortodontycznym.
12 kwietnia 1992 roku Karla i Paul udali się na przejażdżkę w poszukiwaniu nowej ofiary. Ich wybór padł na piętnastoletnią Kristen French. Karla podeszła do niej trzymając mapę w rękach i prosząc o pomoc w odnalezieniu drogi. Gdy nastolatka pochyliła się nad mapą została schwytana przez Paula i wciągnięta do samochodu. Tym razem Paul i Karla znęcali się nad swoją ofiarą aż trzy dni, zmuszając ją do picia dużych ilości alkoholu i nagrywając, jak ją torturują i gwałcą. W jednym z zaprezentowanych w sądzie nagrań Paul gwałci Kristen analnie, a później oddaje na jej twarz mocz. Kristen współpracowała ze swoimi porywaczami, jak tylko mogła, aby ujść z życiem. Jednak w końcu para udusiła Kristen, po czym oboje udali się na obiad wielkanocny w domu rodziców Karli. Nagie ciało dziewczynki znaleziono później w rowie. Została umyta i obcięto jej włosy, by usunąć dowody.
 (wordpress.com)
Możliwe, że Paul i Karla popełniliby więcej morderstw, gdyby Paul nie zapomniał, że Karla jest jego partnerką w przestępstwie, nie popychadłem. Paul zaczął znęcać się nad Karlą, aż pewnego dnia w grudniu 1992 roku popił ją dotkliwie latarką po żebrach i twarzy pozostawiając wielkie siniaki. Zmartwieni współpracownicy Karli poinformowali jej rodziców, a ci w końcu nakłonili ją do wyprowadzenia się od Paula. Karla zamieszkała z krewnymi w ich domu w Brampton pod Toronto. Wtedy też świat Paula zaczął się walić. Badania DNA dowiodły, że to on stał za gwałtami w Scarborough i został zatrzymany. Karla zastała przesłuchana przez policję niedługo później i, licząc na uniewinnienie za współpracę, zeznała, że Paul zmusił ją do udziału  we wszystkich morderstwach i gwałtach.
Paul został skazany na dożywocie i otrzymał status tzw. "dangerous offender", co praktycznie dyskwalifikuje go do wyjścia na wolność kiedykolwiek w przyszłości za dobre sprawowanie. Karla zgodziła się przyjąć wyrok 12 lat więzienia za współpracę. Wyszła na wolność w 2005 roku i żyje prawdopodobnie w prowincji Quebec pod przybranym nazwiskiem. W czasie pobytu w więzieniu zapisywała się na wszystkie możliwe kursy resocjalizacyjne i terapie. Korzystając z możliwości studiowania on-line w Kanadzie ukończyła socjologię na Uniwersytecie Queens, co spotkało się z oburzeniem opinii publicznej.
Karla przez niektórych opisywana jest jako ofiara manipulacji Paula, przez innych jako sprytna manipulatorka i oszustka. Pozostaje pod stałą kontrolą kuratora. Musi również informować policję o wszystkich swoich działaniach i uczęszczać na terapię. Pomimo swojej przeszłości wyszła za mąż i ma obecnie trójkę dzieci.


Wednesday, October 12, 2016

#75 Zniknięcie załogi MV Joyita

Dokładnie dziś mija 61 lat, gdy akcja poszukiwawcza statku Mv Joyita zakończyła się fiaskiem po tygodniu poszukiwań. Mv Joyita była niewielkim drewnianym statkiem zbudowanym w 1931 roku dla amerykańskiego reżysera Rolanda Westa, który ochrzcił jacht "Joyita" po swojej żonie Jewel Carmenille ("joyita" oznacza po hiszpańsku "mały diament"). Później kilkakrotnie zmieniła swoich właścicieli, a w czasie II Wojny Światowej służyła amerykanom w Pearl Harbor. 
Stan w jakim Joyita została znaleziona
W  1955 roku należała do kapitana Thomasa H. "Dusty" Millera, Brytyjczyka żyjącego w Samoa. 
3 października o 5 rano Miller wraz z 15 marynarzami i 9 pasażerami wyruszył na północ do sąsiedniej wyspy Tokelau. Na pokładzie znajdowało się około 4 ton ładunku, głównie leki, jedzenie, drewno i puste kanistry. Z powrotem statek miał przywieźć bielmo orzechów kokosowych, używane do wyrobu oleju. Planowo Joyvita powinna była opuścić port popołudniu dnia poprzedniego, jednak nastąpiło opóźnienie spowodowane awarią jednego z dwóch silników. Ostatecznie statek wyruszył  w drogę z jednym tylko sprawnym silnikiem. Na pokładzie znajdowali się między innymi lekarz, przedstawiciel rządu i dwójka dzieci. Statek był oczekiwany z powrotem po około 40 godzinach. Gdy 6 października nadeszła wiadomość z portu w Tokelau, że Joyita wciąż do nich nie dotarła rozpoczęły się poszukiwania. Jednak statek przepadł bez śladu. Przypuszczano, że mógł ulec wypadkowi, jednak nikt nie odebrał żadnego sygnału S.O.S.
Przypuszczano, że los Joyity pozostanie na zawsze zagadką, gdy ponad miesiąc później, 10 listopada znaleziono ją lekko przechyloną na lewy bok, dryfującą ponad tysiąc kilometrów na zachód od wyspy, do której zmierzała. 
Czerwona linia ukazuje przebytą drogę statku, a różowe koło - miejsce dokąd dopłynęła (wikipedia.org)
Statek był opuszczony, a stan w jakim się znajdował sugerował, że na pokładzie doszło do
niewyjaśnionej tragedii.  Mostek kapitański był częściowo roztrzaskany i pokryty płótnem, jakby ktoś próbował osłonić go przed wiatrem i słońcem. Okna były powybijane, zniknął też cały ładunek, poza pustymi kanistrami. Pomieszczenie, w którym znajdowały się silniki, było częściowo zalane wodą. Później odkryto, że rura pompująca wodę do chłodzenia silnika, była pęknięta i zalała pokład. Z niewyjaśnionego powodu silnik był przykryty materacami. Na podłodze rozłożono też pompę, lecz wyglądało na to, że jej podłączanie nigdy nie zostało zakończone i nigdy jej nie użyto. Na pokładzie znajdował się duży zapas jedzenia i wody pitnej. Znaleziono również torbę lekarza z mnóstwem zakrwawionych bandaży w środku. Wszystkie zegary elektryczne zatrzymały się na godzinie 10:25. Dziennik pokładowy, sekstans oraz strzelba Millera zniknęły ze statku.
Nie było śladu po żadnym z członków załogi. Zniknęły też trzy łodzie ratunkowe i kamizelki. Łódź nie była odpowiednio wyposażona na wypadek ewakuacji, a Miller zabrał na pokład zbyt wiele osób, nie licząc się z tym, że małe łodzie ratunkowe nie są w stanie pomieścić wszystkich. Brakowało również kamizelek ratunkowych. Radio zostało nastawione na częstotliwość, na której nadaje się sygnał S.O.S. Później odkryto, jeden z przewodów został uszkodzony, przez co nadawane wiadomości miały zasięg jedynie 3,2 km.
Na podstawie ilości paliwa w baku wywnioskowano, że statek znajdował się zaledwie 80 km od celu. Według wielu ekspertów uszkodzenie silnika nie było na tyle poważne, by doprowadzić do zatopienia statku. Unosił się on na wodzie przez ponad miesiąc. Załoga składa się z 15 marynarzy i jednego kapitana. Tylu doświadczonych ludzi powinno było być świadomych, że nie ma potrzeby opuszczenia statku w popłochu. Nie wiadomo natomiast co spowodowało uszkodzenia zewnętrznej części statku.   
Nie wiemy, dlaczego załoga opuściła statek, zamiast czekać na pomoc, gdy nie było widocznych przesłanek sugerujących, że statek zatonie. Nie wiadomo też, co stało się z ładunkiem. Myślę, że mógł zostać zatopiony, by odciążyć statek.
Powstały teorie, że statek mógł stać się celem piratów, jednak żadnych śladów przemocy (poza zagadkowymi zakrwawionymi bandażami) nie znaleziono. Podejrzewa się, że krew na bandażach mogła należeć do kapitana, który zmarł lub stracił przytomność i załoga postanowiła opuścić statek. Niezwykłe jest jednak to, że podczas poszukiwań zakrojonych na szeroką skalę (przeszukano powierzchnię ponad 260 tysięcy kilometrów kwadratowych) nie znaleziono ani dryfującego statku ani szalup. Łodzie ratunkowe są zwykle robione w taki sposób, by były widoczne z daleka. 
Jednego możemy być pewni. Pasażerowie  MV Joyita nie mieli wiele szczęścia. Sam statek został odrestaurowany i sprzedany, jednak swoim kolejnym właścicielom nie przyniósł szczęścia i zyskał sławę jako nawiedzony statek. Wiadomo o co najmniej dwóch przypadkach, gdy Joyita zahaczyła spodem o dno i prawie zatonęła.

Wednesday, October 5, 2016

#74 Frog Boys

Sprawy, w których ofiarami są dzieci zawsze bardzo mnie poruszają i nie mogę przejść koło nich obojętnie. Dzisiejsza historia została zaproponowana przez czytelniczkę :) 
Dzień 26 marca 1991 roku był w Korei Południowej deszczowy i chłodny. Pogoda jednak zupełnie nie przeszkadzała grupie pięciu przyjaciół spędzić wesoło czas. Woo Cheol-won, Cho Ho-yeo, Kim Yeong-gyu, Park Chan-in i Kim Jong-si powiedzieli rodzicom, że dziś jest świetny dzień, by łapać żaby w strumykach w lesie. Udali się na wzgórze Waryong, położone nieopodal miasta, w którym mieszkali.
Źródło: bizarreandgrotesque.com
Gdy nie wrócili do domów na noc rodzice podnieśli alarm. Prędko do poszukiwań przyłączyli się wszyscy mieszkańcy miasta, a zaginięcie stało się sensacją głośną na cały kraj. Sprawą interesował się żywo sam prezydent Korei, który wysłał do pomocy ogromną liczbę policjantów. Niektórzy z rodziców chłopców porzucili swoje dotychczasowe posady, by w całości poświęcić się poszukiwaniom. Jeździli również po innych miastach Korei, aby rozklejać i rozdawać ulotki informacyjne. Samą górę Waryong przeszukano około pół tysiąca razy. Można powiedzieć, że dosłownie szukano pod każdym kamieniem i liściem. Poszukujący poruszyli niebo i ziemię, by trafić na jakikolwiek ślad chłopców. Jednak niczego nie znaleziono. Nie było nawet najmniejszego śladu mówiącego, jaki los mógł ich spotkać. Mówiono, że mogli zbłądzić i umrzeć z wychłodzenia lub ulec wypadkowi. Jednak pomimo młodego wieku (chłopcy mieli od 9 do 13 lat), znali górę i jej okolice bardzo dobrze. Bardzo duże zainteresowanie mediów doprowadziło do powstania wielu fałszywych tropów. Ludzie wydzwaniali na policję podając nieprawdziwe informacje. Znalazł się mężczyzna, który kłamał twierdząc, że uprowadził chłopców dla okupu i właśnie umierają z głodu.
Czas mijał, a śledztwo nie posuwało się do przodu. Z czasem sprawa Frog Boys straciła zainteresowanie i prawie umarła śmiercią naturalną.
Sprawa wróciła na pierwsze strony gazet dopiero w 2002 roku, gdy przypadkowy mężczyzna zbierający żołędzie dostrzegł pozostałości dziecięcych ubrań i butów w ściółce. Wezwana na miejsce policja odnalazła zwłoki pięciu chłopców.
Akcja poszukiwawcza (bizarreandgrotesque.com)

Miejsce znalezienia zwłok znajdowało się zaledwie 3 kilometry od miasta, w rejonie często uczęszczanym, który chłopcy dobrze znali. Ponieważ zwłoki leżały bardzo blisko siebie podejrzewano, że dzieci zmarły z hipotermii i przed śmiercią siedziały blisko siebie, by się ogrzać. Nikt nie rozumiał, jak ciała mogły przeleżeć tam 11 lat i nikt ich nie dostrzegł. Rodzice, jak i większość opinii publicznej, nie wierzyli w takie rozwiązanie sprawy. Las był przeszukiwany zbyt wiele razy i nie było możliwości, aby zwłoki zostały tak po prostu przeoczone.
Dokładna analiza zwłok potwierdziła te przypuszczenia. Czaszki czterech chłopców zostały rozwalone tępym narzędziem, a piąty zginął od postrzału ze strzelby w głowę.
Te informacje niezmiernie skomplikowały sprawę. Z jakiego powodu ktoś miałby tak okrutnie zamordować piątkę niewinnych dzieci? Czy przypadkiem stały się świadkami czegoś nielegalnego?
Z ciał pozostało niewiele więcej niż kości, więc sekcja zwłok nie mogła wiele wykazać. Nie wiemy, czy byli gdzieś przetrzymywani przed śmiercią i czy doznali jakichś innych obrażeń. Sprawców musiało być kilku, bo ciężko uwierzyć, że jedna lub nawet dwie osoby były w stanie sterroryzować i zamordować aż pięcioro dzieci.
Dla mnie w tej w sprawie interesująca jest kwestia broni. Jeżeli to, co wyczytałam jest prawdą, dostęp do broni palnej w Korei jest bardzo ograniczony. Nawet jeżeli ktoś ma zezwolenie i posiada broń do polowania jest zobligowany trzymać ją na najbliższym posterunku policji i odnotowywać każde jej pobranie i zwrot. Zastanawia mnie, czy jest możliwe, że chłopcy trafili na kogoś, kto polował nielegalnie i przypłacili to życiem. Lecz z drugiej strony ktoś mało inteligentny polowałby w pobliżu dużego miasta, w często uczęszczanym lesie.
Miasto Daegu obecnie (www.kleagueunited.com)

Zastanawia mnie, czy chłopcy mogli zostać uprowadzeni i zabici, a ich ciała porzucone w lesie po zakończeniu poszukiwań. Mogli też zostać zamordowani na miejscu, lecz jakimś cudem zostali przeoczeni przez ekipy poszukiwawcze.
Pomimo upływu lat wciąż istnieje nadzieja, że sprawa zostanie rozwiązana.  Szczątki zostały ostatecznie pochowane w 2004 roku, a czaszki chłopców został przekazane przez rodziców jako darowizna dla lokalnego uniwersytetu medycznego. Chłopcom poświecono film fabularny "Children" wydany w 2011 roku.

Sunday, October 2, 2016

#73 Mordestwa w Jennings - sprawa Jeff Davis 8

Mówi się, że dzisiejsza historia była inspiracją dla serialu HBO True Detective, mimo iż twórca serii, Nic Pizzolatto, utrzymuje, że nie słyszał o niej do czasu premiery.
 W niewielkim miasteczku Jennings w parafii Jefferson Davis w amerykańskim stanie Luizjana (Luizjana jest jedynym stanem, który podzielony jest na tak zwane parafie, jest to pozostałość po francuskiej kolonizacji) w latach 2005-2009 doszło do serii nierozwiązanych do dziś morderstw. Historię tę wyróżnia fakt, że każda ofiara była ze sobą w jakiś sposób powiązana, a pikanterii dodaje prasa, która utrzymuje, że śledczy prowadzący dochodzenie przyczynili się do zaginięcia istotnych dowodów i próbują coś ukryć.
Pierwsza ofiara została znaleziona przez rybaka w rzece 20 maja 2005 roku. Ciało dwudziestoośmioletniej Lynn Lewis było w zbyt złym stanie, bo jednoznacznie określić, jak zginęła, lecz przyczyną śmierci był prawdopodobnie niedobór tlenu w organizmie. Zaledwie miesiąc później w innej rzecze znaleziono ciało  Ernestine Patterson. Kobieta miała poderżnięte gardło. W ciągu kolejnych czterech lata w podobnych okolicznościach wypłynęło aż sześć ciał: Kristen Gary Lopez (21 l.), Whitnei Dubois (26 l), Laconia “Muggy” Brown (23 l), Crystal Shay Benoit Zeno (24 l), Brittney Gary (17) i Necole Guillory (26 l.). Wszystkie były porzucane w rzekach lub przydrożnych kanałach i rowach. Jedynie u Patterson i Brown wyraźną przyczyną śmierci było poderżnięcie gardła, w innych przypadkach ciała były w zbyt złym stanie, aby jednoznacznie stwierdzić, jak zginęły kobiety. Większość ofiar bardzo dobrze się znała.  Kristen Gary Lopez i Brittney Gary były nawet kuzynkami. Natomiast Gary mieszkała z  Crystal Benoit na krótko przed jej śmiercią. Prawdopodobnie każda z kobiet w pewnym okresie swojego życia brała narkotyki lub zajmowała się prostytucją. Wszystkie wywodziły się też z klasy niższej i wychowywały w biednych, wielodzietnych rodzinach. Jednak kluczową informacją wydaje się być, że każda z nich była informatorką policyjną i donosiła policji na temat rozprowadzania narkotyków w Jennings. Co ciekawe wiele z nich składało nawet zeznania na siebie nawzajem. 
Źródło: kpel965.com
Wydaje się, że wszystko się zaczęło, gdy policja zastrzeliła podczas obławy w 2005 roku Leonarda Crocheta, okolicznego dilera narkotyków. Obecna była przy tym jedna z przyszłych ofiar Kristen Lopez. Świadkiem był również mężczyzna o nazwisku Alvin "Bootsy" Lewis, szwagier pierwszej ofiary Lynn Lewis i zarazem ojciec dziecka Whitnei Dubois (niczym w argentyńskiej telenoweli).
Sprawa to wzbudziła wiele kontrowersji i emocji, ponieważ Crochet nie był uzbrojony, a sąd orzekł, że policjanci nie przekroczyli swoich uprawnień. Wiele osób twierdzi, że to policjanci są odpowiedzialni za wszystkie morderstwa. Próbują pozbyć się wszystkich osób mogących zeznać coś na ich niekorzyść. Bardzo ładna teoria spiskowa i bardzo naciągana. W 2008 roku został stworzony zespół składający się z 14 policjantów stanowych i federalnych, którego zadaniem było rozwiązanie morderstw. Byłoby niezwykłe, gdyby tylu policjantów tuszowało morderstwa tak wielu kobiet, by uchronić kilkoro innych, które pewnie nawet nie znali. 
Jednakże zastanawiający jest fakt, że w 2009 roku szeryf Jennings zarządził, by wszyscy policjanci mający jakikolwiek związek ze sprawą poddali się testom DNA w celu obalenia niechlubnych plotek. Jednak wyniki testów nigdy nie zostały podane do publicznej wiadomości. 
Frankie Richard, właściciel okolicznego klubu ze striptizem podejrzewany o udział w handlu narkotykami, zeznał, że utrzymywał stosunki seksualne z większością ofiar. Podobno znalazły się kobiety, które wskazały na Richarda jako mordercę, jednak mężczyźnie nie postawiono zarzutów. Richard często udziela wywiadów prasie opowiadając, że był przyjacielem kobiet i bardzo zależy mu na schwytaniu mordercy. Mówi się, że Richard może mieć podejrzane układy z szeryfem. Inne kobiety zeznające w sprawie wskazały kogoś pracującego w biurze szeryfa jako możliwego sprawcę. Nie wiadomo niestety jak prawdziwe są te doniesienia. Reporter Ethan Brown również dowodzi, że w sprawie Jeff Davis 8 tajonych jest wiele faktów. Dotarł do matki ostatniej ofiary, która twierdzi, że córka wyznała jej przed śmiercią, że za morderstwami stoi skorumpowana policja.  Necole tuż przed morderstwem miała popadać w paranoję, wyznać, że boi się o swoje życie i oddać dzieci pod opiekę krewnym. Jej ciało znaleziono tego samego dnia, gdy jej matka zgłosiła zaginięcie. Śmierć Necole jak narazie zamknęła serię dziwnych morderstw.
Doniesienia na temat udziału policji są zastanawiające, lecz ciężko uwierzyć, że policjanci mogliby po prostu zabijać prostytutki na przestrzeni kilku lat, by coś ukryć. Bardziej prawdopodobne jest, że śmierć kobiet ma coś wspólnego z handlem narkotykami, a niektórzy policjanci mogą być powiązani z tymi środowiskami. 
Śmierć Necole w 2009 zamknęła listę ofiar Jeff Davis i od prawie 7 lat nie wypłynęło na światło dzienne nic, co mogłoby przybliżyć nas do rozwiązania zagadki. Jednak niektórzy mieszkańcy Jennings wciąż wierzą, że to może nie być koniec serii dziwnych morderstw.