Friday, November 9, 2018

#95 Zagadkowa sprawa YOGTZE



O tajemniczej sprawie morderstwa niemieckiego technika żywienia, Gunthera Strolla, świat usłyszał po raz pierwszy 12 kwietnia 1985, za sprawą niemieckiego programu telewizyjnego zajmującego się sprawami kryminalnymi. Cała sprawa rozegrała się zaledwie pół roku wcześniej, w nocy z 25 na 26 października 1984 roku w mieście Anzhausen w RFN.
Trzydziestoczteroletni Gunther w momencie śmierci nie miał pracy, a na podstawie zeznań jego żony można przypuszczać, że cierpiał na urojenia i paranoję. O samej jego osobie nie ma zbyt wielu informacji, natomiast wiemy, że często mówił swojej żonie o tym, że ktoś próbuje go zabić. Gunther miał często sprawiać wrażenie głęboko przestraszonego, gdy mówił o tym, że "oni" próbują go dopaść. Nigdy nie wyjaśnił, kim byli zagadkowi "oni".
Wieczorem, 25 października, na kilka godzin przed swoją śmiercią Gunther miał wykrzyknąć nagle "Teraz już wiem!" i zapisać na kartce słynne już słowo YOG'TZE (nie jest pewne, czy trzecim znakiem jest "g" czy liczba 6), po czym od razu je przekreślił i wyszedł z domu.
Wsiadł do swojego niebieskiego Volkswagena Golfa i pojechał do pubu Papillon, który podobno bardzo lubił. Zamówił piwo, jednak czekając na zamówienie niespodziewanie przewrócił się i upadł na twarz lekko ją raniąc. Gunther nie miał okazji skonsumować jeszcze alkoholu i według świadków obecnych w barze, jak i jego żony, był trzeźwy.
 Upadek został opisany jako coś w rodzaju krótkiego omdlenia. Po szybkim odzyskaniu przytomności, Gunther wyszedł z baru i odjechał w nieznanymi kierunku. Była godzina 23:00. 
Dwie godziny później, około 1 w nocy, Gunther pojawił się przed domem swojej sąsiadki z dzieciństwa, starszej kobiety nazwiskiem Erna Hellfritz. Stoll zadzwonił dzwonkiem do drzwi, jednak ze względu na późnią porę Erna zdecydowała się go nie wpuszczać i jedynie porozmawiała z nim chwilę przez okno.
Gunther miał powiedzieć, że boi się o swoje życie i prosić o pomoc. Nie jest to nigdzie jasno napisane, natomiast przypuszczam, że Erna założyła, że Gunther jest po prostu pijany i próbowała go przekonać, że będzie bezpieczny jeżeli wróci do domu i do żony.
Gunther w końcu poddał się i odjechał. Dwie godziny później, około 3 rano dwóch kierowców ciężarówek zauważyło niebieskiego Volkswagena w rowie na autostradzie A45. Oboje niezależnie również zeznali, że zauważyli koło samochodu mężczyznę w jasnym ubraniu. Myśląc, że wydarzył się wypadek oboje zatrzymali swoje ciężarówki, wezwali pomoc i podeszli do samochodu. W środku znaleźli nagiego i rannego Stolla, który pomimo ciężkich obrażeń, zdołał im powiedzieć, że zrobiło mu krzywdę czterech mężczyzn. Na pytanie, czy byli to jego przyjaciele Gunther odpowiedział przecząco.
Gunther Stoll został wkrótce zabrany przez karetkę, lecz zmarł w drodze do szpitala. Nie ma zbyt wielu szczegółów na temat jego obrażeń, natomiast sekcja wykazała, że były one typowe dla ofiary potrąconej przez samochód.
Nie ma zbyt wielu informacji na temat osobowości i przeszłości Gunthera. To, co wiemy wskazuje na to, że Gunther cierpiał na zaburzenia urojeniowe. Wiemy, że żył w strachu, że jacyś tajemniczy ludzie chcą go dopaść. Nie wiemy jednak, jak długo żył w takim stanie, ani jak poważny był jego przypadek. Stoll nie miał pracy, więc przypuszczam, że miał poważne problemy z funkcjonowaniem w społeczeństwie. Odnoszę też wrażenie, że jego żona traktowała go jako niegroźnego wariata. Nie ma żadnych informacji o tym, żeby zgłosiła na policję, że w środku nocy jej zaburzony mąż z paranoją wsiadł do samochodu i odjechał w nieznanym kierunku. Stoll niewyraźniej również nie miał żadnej pomocy ze strony psychologa czy psychiatry. Nikt z jego bliskich najwyraźniej nie nakłonił go do poszukania profesjonalnej pomocy. Mam wrażenie, że większa świadomość na temat zdrowia psychicznego mogłaby uratować Stollowi życie. Wzmianka o tym, że Stoll miał swój ulubiony pub daje mi powody podejrzewać, że leczył swoje problemy alkoholem, co musiało jedynie pogarszać jego stan. 
Uważam, iż teoria, że Gunther był naprawdę w posiadaniu jakiś istotnych informacji i, że naprawdę ktoś czyhał na jego życie nie ma zbyt wiele sensu. 
Przypuszczam, że osoba lub osoby, które przyczyniły się do śmierci Gunthera mogły go wcześniej nie znać. Moją pierwszą teorią było, że Stoll padł ofiarą rozboju lub rabunku. Zagubione i zdezorientowane osoby często padają ofiarami grupek szukających zaczepki i okazji, aby kogoś okraść. Jednak fakt, że Gunther został potrącony przez samochód (a według niektórych źródeł wyglądał jakby ktoś wręcz celowo przejechał po nim samochodem) wskazuje na to, że stało się tutaj coś bardziej skomplikowanego. Moją kolejną teorią, było że Gunther rozebrał się i zdezorientowany spacerował po autostradzie, aż został przypadkowo przez kogoś potrącony. Przestraszony kierowca bojąc się konsekwencji uciekł z miejsca wypadku i nigdy go nie zgłosił, a ranny Gunther doczołgał się do swojego samochodu w rowie, gdzie został później znaleziony. Jednak policja potwierdziła, że Gunther został potrącony w innym, nieznanym miejscu, a później przetransportowany do rowu przy A45. Dodatkowo, na zdjęciach z miejsca wydarzenia widać, że auto Gunthera było w opłakanym stanie i wyglądało, jakby w coś uderzyło.
Stan w jakim znaleziono auto Gunthera

Dwaj kierowcy ciężarówki zeznali, że przy samochodzie widzieli mężczyznę w jasnym ubraniu, który jednak zniknął, gdy dotarli do samochodu. Zastanawia mnie, czy jest możliwe, że nikogo tam wtedy nie było, a mężczyźni widzieli jedynie Gunthera, który pod wpływem szoku próbował wydostać się z samochodu, ale ostatecznie wrócił do środka. Przy kiepskiej widoczności świadkowie mogli zinterpretować nagość Gunthera jako jasne ubranie. Jednak nie wiem, z jakiej odległości ci dwaj mężczyźni zobaczyli wypadek po raz pierwszy - jeżeli znajdowali się blisko to zapewne wcale się nie mylą i rzeczywiście ktoś tam był, kto na ich widok uciekł w okoliczne krzaki. 
Przypuszczam, że cokolwiek przydarzyło się Guntherowi nie mogło stać się daleko - ktoś przetransportował jego auto do rowu, a było ono w tak opłakanym stanie, że ktoś pchający je (nie jestem pewna, czy auto było sprawne. Sądząc po zdjęciach - raczej nie) zostałby zauważony. 
Więc obraz tego, co mogło spotkać ofiarę nie jest zbyt jasny. Mamy Gunthera, który w jakimś nieznanym miejscu zderza się z czymś (prawdopodobnie z innym samochodem) czołowo. Wydostaje się z samochodu i ktoś po nim przejeżdża. Nieprzytomny, lecz wciąż żywy Gunther zostaje wepchnięty z powrotem do swojego samochodu i przetransportowany w inne miejsce. Stoll wciąż żyje i możliwe, że sprawca (mężczyzna w białym ubraniu) ma zamiar właśnie dokończyć dzieła, jednak zostaje spłoszony przez dwóch kierowców ciężarówek. Brzmi to dosyć niewiarygodnie i mam wrażenie, że nie tak to wyglądało, jednak nie potrafię wymyślić żadnego lepszego scenariusza. Wynika to też po części z tego, że nie znamy zbyt wielu szczegółów całej sprawy. 
Zastanawia mnie, czy znaleziono coś na rozbitym samochodzie Gunthera - jeżeli doszło do wypadku z udziałem innego pojazdu na samochodzie mogły zostać fragmenty farby, co dało bym nam chociaż pojęcie, jakiego koloru był samochód potencjalnego sprawcy. Ciekawi mnie też, czy sprawdzono, czy do okolicznych szpitali tej nocy nie zgłosił się ktoś z obrażeniami przypominającymi obrażenia odniesione podczas wypadku samochodowego - zakładając, że Gunther zderzył się z innym pojazdem, drugi kierowca również musiał ucierpieć.
Istnieje parę teorii na temat tego, czym mógł być zagadkowy zapis "YOGTZE". "YO6TZE" jest  radiowym znakiem wywoławczym Rumunii, jednak nie istnieją żadne dowody łączące Gunthera z Rumunią. Nie rzuca to też żadnego światła na to, co mogło się wydarzyć tej nocy. Od momentu wyjścia Gunthera z domu do momentu znalezienia go w rowie przy A45 minęło około 4 godzin. Poza krótką wizytą w barze i u byłej sąsiadki nie mamy pojęcia, co działo się ze Strollem. Coś mi mówi, że jeżeli szukał wsparcia w zaprzyjaźnionym barze i u starej przyjaciółki, to jest możliwe, że tej nocy pojawił się w domach również innych swoich przyjaciół. Zastanawiam się, czy zostali oni wszyscy bardzo dokładnie przesłuchani - morderstwa w końcu często mają bardzo osobiste powody.
Odnoszę wrażenie, że sprawy wyglądające na bardzo skomplikowane mają w istocie bardzo proste rozwiązania. Dziwne zachowanie Gunthera jedynie utrudnia dojście do prawdy. Zapis "Yogtze" sprawia, że wokół sprawy namnażają się teorie spiskowe. Obawiam się jednak, że rozwiązanie jest trochę bardziej prozaiczne.
Sprawa śmierci Gunthera Stolla zapewne niestety pozostanie nierozwiązana. Wątpię, że po tak długim czasie wypłyną nowe dowody. Jest jednak szansa, że osoba/osoby zamieszane w jego śmierć wciąż żyją i może u schyłku życia ruszy je sumienie i pewnego dnia postanowią wyznać, co wydarzyło się tej nocy.









Thursday, October 18, 2018

#94 Przedziwna sprawa morderstwa Lindsay Buziak

 
Lindsay Buziak

Szukając różnych nowych spraw kryminalnych kilka razy przewinęła mi się sprawa Lindsay Buziak. Zwróciłam na nią uwagę najpierw przez jej polsko brzmiące nazwisko, a potem również przez to, że cała historia wydarzyła się na wyspie Vancouver w Kanadzie.
Lindsay zginęła 2 lutego 2008 roku, gdy miała 24 lata. Wszędzie jest opisywana jako ambitna, pełna życia agentka nieruchomości zajmująca się sprzedażą domów. W momencie śmierci była w związku z Jasonem Zailo, wywodzącym się z bogatej rodziny zajmującej się również handlem nieruchomościami.
W ostatnich dniach stycznia 2008 roku Lindsay otrzymała telefon od kobiety mówiącej z dziwnym akcentem, którego ta nie potrafiła rozgryźć. Brzmiał podobno trochę jak hiszpański, ale niezupełnie. Lindsay zaczęła podejrzewać, że ktoś próbuje ukryć swoją tożsamość nieumiejętnie udając hiszpański akcent i stała się podejrzliwa. Kobieta powiedziała, że ona i jej mąż muszą przenieść się do Victorii ze względu na pracę jej męża i potrzebują prędko kupić dom. Para dysponowała budżetem około 1 miliona dolarów kanadyjskich i chciała kupić dom w miejscowości Saanich na obrzeżach Victorii. W Lindsay jeszcze większe podejrzenia wzbudził fakt, że ktoś znał jej prywatny numer. Była dosyć nowym pracownikiem, nie miała zbyt wielu kontaktów i nigdy wcześniej nie zdarzyło jej się, aby ktoś skontaktował się z nią dzwoniąc na jej prywatną komórkę. Kobieta wyznała, że otrzymała numer od jej byłych klientów. Według niektórych źródeł, tajemnicza kobieta podała Lindsay nazwisko jej poprzednich klientów, z którymi Lindsay potem próbowała się skontaktować, jednak okazało się, że przebywali oni wtedy poza miastem i byli niedostępni. Według innych źródeł, kobieta miała jedynie wspomnieć, że weszła w posiadanie numer dzięki poprzednim klientom Buziak, jednak nie sprecyzowała, o kogo chodzi.
Do przyjęcia zlecenia ostatecznie przekonał Lindsay jej chłopak. Jeżeli Lindsay udałoby się sprzedać dom za milion dolarów to otrzymałby od tego całkiem sporą prowizję. Sprzedać drogi dom to coś, o czy marzą wszyscy młodzi agenci nieruchomości.
Swoją drogą muszę tu chyba dodać, że domy w Vancouver i Victorii należą do niezwykle drogich. Słysząc o domu za milion dolarów wyobrażamy ogromną, robiącą wrażenie posiadłość z ogrodem. Jednak patrząc na zdjęcia widzimy dosyć duży, lecz nieszczególnie specjalny dom na przedmieściach.
Lindsay znalazła dom odpowiadający wymaganiom tajemniczej pary i umówiła się z nim na oglądanie 2 lutego o 17:30. Jason Zailo zaproponował, że pojedzie razem z Lindsay na spotkanie i będzie czekał w samochodzie przed domem w razie, gdyby coś poszło nie tak.
2 lutego Lindsay i Jason zjedli późny lunch w restauracji w Victorii i wyszli płacąc rachunek dokładnie o 16:24. Lindsay pojechała następnie do domu się przebrać, a Jason pojechał odebrać z pracy przyjaciela, którego zaprosił tego wieczoru na obiad i który miał razem z nim czekać na Lindsay. Jason był lekko spóźniony i o 17:30 wysłał Lindsay esemesa, że dotrze za około 10 minut.
Kobieta o tajemniczym akcencie podobno poinformowała Lindsay przed spotkaniem, że jej mąż nie da rady spotkać się z nimi o 17:30 i że przyjdzie ona sama. Pomimo tego ostatecznie pojawiła się wraz z mężem, ponieważ tuż przed 17:30 świadek widział kobietę i mężczyznę witających się z Lindsay przed domem na sprzedaż na małej ulicy De Sousa. Zdarzyło mi się jednak natrafić na informację, że to mężczyzna zadzwonił do Lindsay mówiąc, że jego żona nie da rady się pojawić, i że przyjdzie on sam. Jakakolwiek byłaby prawda, ostatecznie pojawili się oboje. Lindsay też wysłała sms-a w odpowiedzi do Jasona o treści "Okay, muszę iść. Meksykanie już są". To podobno było ich przezwisko dla tajemniczej pary.
Świadek obecny wtedy na ulicy zeznał, że Lindsay uścisnęła ręce z parą i wyglądała, jakby spotkała ich po raz pierwszy. Po krótkiej rozmowie cała trójka weszła do domu.
I tutaj znów znalazłam dwie różne wersje: Według kilku artykułów koło 17:40 przyjeżdża Jason z kolegą i akurat, gdy podjeżdżają pod dom widzą tajemniczą parę w drzwiach, która na jego widok zamyka drzwi. Jason wtedy zakłada, że właśnie rozpoczęli oglądanie domu. Natomiast sam Jason w programie kryminalnym Dateline powiedział, że zaparkował tuż pod domem i przez bite szkło w zamkniętych drzwiach frontowych zobaczył sylwetki dwóch osób. O 17:40 było już dosyć ciemno i Lindsay pokazując dom musiała włączyć światła, co spowodowało, że wnętrze domu było lepiej widoczne. Jason doszedł do wniosku, że oglądanie domu już trwa i postanowił przeparkować samochód tak, aby nie stać dokładnie na wprost drzwi i nie wyglądać na zaborczego chłopaka.
Około 18:00 Jason wysyłał Lindsay smsa o treści "wszystko ok?". Zdenerwowany, że dziewczyna nie odpisuje postanawia od razu  zadzwonić do drzwi. Nikt jednak nie odpowiada, a drzwi są zamknięte od wewnątrz, co nie jest stałą praktyką agentów nieruchomości. Jason widzi przez okno buty Lindsay, które ta zdjęła wchodząc do domu. Jason postanawia od razu wezwać policję.
W tym samym czasie jego kolega obchodzi dom i znajduje dziurę w płocie, przez które wchodzi do ogrodu. Odkrywa, że drzwi z tyłu domu są otwarte i wchodzi przez nie, aby wpuścić Jasona z drugiej strony. Jason mówi policji, że udało im się wejść do domu i rozłącza się. Kolega Jasona postanawia przeszukać parter, a Jason wbiega po schodach na pierwsze piętro i sypialni na górze znajduje ciało Lindsay w kałuży krwi. Jason wykonał wtedy drugi telefon na policję, mówiąc, że znalazł swoją dziewczynę i że potrzebna jest karetka.
Dom, w którym zginęła Lindsay

Policja po przybyciu na miejsce zdarzenia miała oczywiście wątpliwości, co do niezwykłej historii o tajemniczej morderczej parze, którą usłyszeli i dwaj mężczyźni zostali osobno zabrani na przesłuchanie.
Ich zeznania jednak pokrywają się, a z czasem znalazło się dwóch wspomnianych wcześniej świadków, którzy widzieli Lindsay z dwójką nieznajomych.
Podejrzana kobieta była blondynką z włosami do ramion. Miała pomiędzy 35 a 45 lat, a spod kurtki wystawała jej charakterystyczna sukienka lub spódnica, o kolorach prawdopodobnie białym, czarnym i różowym lub czerwonym.
Mężczyzna, który jej towarzyszył był wysoki i ciemnowłosy. I to wszystko, co o nim wiemy.
Lindsay zmarła od około 40 ciosów nożem. Pierwsze ciosy padły, gdy stała odwrócona plecami od sprawcy, ponieważ na jej rękach nie znaleziono żadnych śladów wskazujących na to, że próbowała się bronić. Narzędzia zbrodni nigdy nie znaleziono.
O 17:38, czyli tuż przed przybyciem na miejsce Jasona Zailo komórka Lindsay wykonała telefon do jej koleżanki, z którą ta jednak nie miała od wielu lat kontaktu. Kobieta nie usłyszała w słuchawce nic poza szumem i szmerami i prędko rozłączyła się zakładając, że telefon Lindsay sam wykonał połączenie po nieumyślnym nacisku na klawisze w torebce lub kieszeni. I rzeczywiście, telefon sam wykonał to połączenie, jednak policja wierzy, że nastąpiło to bezpośrednio w wyniku ataku na Lindsay. Dzięki temu z prawie stuprocentową pewnością wiemy, że Lindsay zginęła około 17:38.
Na początku zdałoby się, że odnalezienie ludzi, którzy umówili się na oglądanie domu będzie dosyć łatwe. W telefonie Lindsay zapisany był przecież ich numer telefonu.
Tak miała wyglądać sukienka, którą miała na sobie podejrzana kobieta
Telefon okazał się być jednak zakupiony parę miesięcy przed morderstwem, a aktywowano go niedługo przed i nie wykonano z niego żadnych innych telefonów poza tymi do Lindsay. Udało się ustalić, że dzień przed morderstwem telefon przypłynął promem z Vancouver do Victorii. A tuż po morderstwie został wyłączony. Aktywacji dokonano przez Internet i użyto do niej, według policji, fałszywego nazwiska i przypadkowego adresu z Vancouver, który była adresem jakiejś przypadkowej firmy.
Sprowadzono psy, które miały dotrzeć do sprawców po zapachu. Psy jednak prędko straciły trop. Podejrzewa się, że para uciekła przez dziurę w płocie i wsiadła do samochodu zaparkowanego w pobliżu domu.
Przyjrzyjmy się bliżej historii  Lindsay. Zanim związała się z Jasonem, była w 5 letnim związku z innym mężczyzną, Mattem. Jednak w chwili morderstwa, Lindsay i Matt nie byli razem już od dwóch lat, oboje byli w nowych związkach i nie wyglądało na to, żeby chowali do siebie jakieś urazy i Matt zdecydowanie nie miał motywu, aby nagle decydować się zabić swoją byłą dziewczynę. Jedyną osobą, która trochę zaburzyła ten obraz była Shirley Zailo, matka Jasona Zailo, oraz szefowa Lindsay. Według Shirley, ona i Lindsay dzień przed morderstwem poszły na spacer. Buziak wyznała, że obawia się byłego chłopaka. Inną historię opowiada jednak ojciec Lindsay, któremu znów córka miała powiedzieć, że wątpi w przyszłość związku z Jasonem i rozważa powrót do Matta. Co według mnie jest dosyć dziwne, ponieważ Matt był już wtedy w innym poważnym związku z inną kobietą, z którą później się zaręczył i wziął ślub.
Lindsay Buziak zatrudniła się w firmie Remax, gdzie managerem była Shirley Zailo. Lindsay dzięki temu poznaje jej syna, Jasona, i po jakimś czasie rozpoczyna z nim związek. Rodzina Jasona należy do dosyć zamożnych. Pomimo, iż w momencie śmierci Lindsay była związana z Jasonem zaledwie od roku, matka Jasona, kupiła parze piękny dom nad zatoką, o wartości około 1,5 mln dolarów.
Dzień po morderstwie Lindsay, kobieta zajmująca się handlem nieruchomościami, Jasmine Parsons, otrzymała telefon od kobiety  mówiącej z dziwnym akcentem, że chciałaby sprzedać swój dom i chce, aby Jasmine przyszła, obejrzała go i wyceniła. Jasmine ucieszyła się i powiedziała, że bardzo chętnie to zrobi. Jednak, gdy zapytała o adres kobiety ta nagle zmieniła zdanie, rozłączyła się i nie zadzwoniła już nigdy więcej. Jasmine była byłą dziewczyną Jasona Zailo.
Oczywiście osób mówiących z obcym akcentem w Kanadzie jest mnóstwo, więc ten telefon mógł być zwykłym zbiegiem okoliczności. To, co przydarzyło się Lindsay jednak postawiło w stan czujności wszystkich jej bliskich, jak i innych agentów nieruchomości.
Kilka miesięcy po śmierci Lindsay jedna z jej przyjaciółek, Nikki, została obudzona telefonem z nieznanego numeru. Nikki nie pamiętała dokładnie szczegółów rozmowy, ponieważ odebrała zaspana natomiast uderzyło ją, że osoba po drugiej stronie słuchawki mówiła z trudnym do zidentyfikowania akcentem. Nikki ostatecznie rozbudzona i zdenerwowana zaczęła wydzwaniać na nieznany numer, aż w końcu ktoś odebrał. Po drugiej stronie okazała się być Shirley Zailo. Shirley wyjaśniła, że zadzwoniła do niej przez przypadek, ponieważ próbowała skontaktować się ze swoją sekretarką, również o imieniu Nikki (współczuję sekretarce do której szefowa wydzwania w środku nocy, mam nadzieję, że sekretarka przejrzała już na oczy i się zwolniła). Shirley nie potrafiła wyjaśnić, skąd miała w swoim telefonie zapisany numer Nikki, podejrzewała jedynie, że Jason mógł go tam dodać przy jakiejś okazji. Co ciekawe, Shirley zaprzecza, aby całe zdarzenie w ogóle miało miejsce. Cała historia pochodzi od Nikki.
Nie wiem, jaka jest prawda, jednak wątpię, aby Shirley Zailo osobiście zadzwoniła do Lindsay podając się za kobietę próbującą kupić dom. Uważam, że istnieje zbyt duże ryzyko, że Lindsay rozpoznałyby głos znajomej kobiety.
Ojciec Lindsay, Jeff Buziak, w każdą rocznicę śmierci córki organizuje marsz ku pamięci Lindsay w Saanich. Jeff założył również stronę, na której zbiera wszystkie materiały na temat śmierci córki.
Youtuberka Shauna Rae nakręciła dosyć długi film o sprawie Buziak i podała w nim wiele zaskakujących informacji. Pod filmem można znaleźć komentarze od Jeffa Buziaka, więc podejrzewam, że wiele informacji, które przedstawiam poniżej pochodzi głównie od niego.
 Jest możliwe, że Lindsay znała parę mocno podejrzanych osób. Na kilka tygodni przed śmiercią odwiedziła swojego ojca mieszkającego w Calgary. Wtedy też miała powiedzieć mu o swoich wątpliwościach, co do związku z Jasonem. Podczas tego pobytu skontaktowała się z mężczyzną nazwiskiem Erickson Del Alcazar, którego miała znać z okresu, gdy jeszcze jako nastolatka spotykała się z Mattem. Nie jest pewne, czy Lindsay spotkała się z Ericksonem osobiście, czy skontaktowała się z nim tylko przez telefon. Nie wiemy też, w jakim celu się z nim kontaktowała. 
Pod koniec stycznia 2008, tuż przed tym, gdy ktoś wykonał pierwszy telefon do Lindsay, w Calgary miało miejsce jedno z największych aresztowań w historii Alberty. Policja przechwyciła około 80 kilogramów kokainy oraz zatrzymała 14 osób zamieszanych w jej przemyt, w tym Ericksona Del Alcazara.
Istnieje teoria, że ktoś podejrzewał Lindsay o doniesienie policji, lub że Lindsay była w jakiś sposób w zamieszana w handel narkotykami. Policja oficjalnie potwierdziła, że Buziak nie była informatorką policyjną i w ich bazach nie jest w żaden sposób powiązana z narkotykami.  Jest jednak możliwe, że ktoś niesłusznie podejrzewał Lindsay o udział w sprawie i postanowił się zemścić. Telefon, z którego dzwoniono do Lindsay aktywowano zaraz po aresztowaniu w Calgary. Jednak zakupiono go wiele miesięcy przed. To oznaczałoby, że ktoś planował śmierć Lindsay na długo przed aresztowaniem. No, chyba, że sprawca kupował telefony specjalnie na okazję zamordowania kogoś.
Jeden z przyjaciół Ericksona, Zachary "Ziggy" Matheson został w 2013 roku zatrzymany za handel narkotykami. Według Jeffa Buziaka, Ziggy wynajmował wtedy dom należący do nikogo innego, a... Shirley Zailo. Shirley twierdzi jednak, że ani ona, ani jej rodzina go nie zna i nie miała pojęcia w co jest zamieszany, przypadkiem po prostu wynajmował od niej dom. Podobno jednak Jason oraz jego brat grali razem z Zacharym w jednym klubie hokejowym.
W Internecie krąży jeszcze kilka innych historii wskazujących na to, że rodzina Zailo mogła mieć powiązania ze światem przestępczym i, że wiedzą o całej sprawie więcej, niż przyznają.
Lindsay podobno wyznała kiedyś swojemu ojcu, że widziała "coś, czego nie powinna była widzieć". Co często jest interpretowane, jako dowód, że Lindsay mogła niechcącym odkryć jakieś nieuczciwe interesy, w które zamieszana była rodzina Zailo. Fakt, że Shirley kupiła dla Jasona i jego stosunkowo nowej dziewczyny bardzo duży, drogi dom może sugerować, że próbowała w ten sposób kupić milczenie Lindsay. Natomiast, gdy Lindsay zaczęła nosić się z zamiarami zerwania z Jasonem, rodzina zdała sobie sprawę, że ich sekret może nie być już więcej bezpieczny i zleciła komuś zamordowanie Lindsay. Fakt, że ktoś znał jej prywatny numer telefonu oznacza, że nie mamy do czynienia z przypadkowo wybraną ofiarą, lecz, że sprawcy postanowili zamordować właśnie Lindsay.
Lindsay otrzymała, aż 40 ciosów nożem, czyli zdecydowanie więcej, niż jest potrzebne, aby kogoś zabić. Liczba ciosów oraz użyte narzędzie zbrodni, jednak sugeruje, że mordercy nie byli zbyt "profesjonalni" i mogło to być ich pierwsze morderstwo. Może to też jest trochę wpływ filmów akcji, ale spodziewałabym się, że przy profesjonalnie przeprowadzonej egzekucji spodziewałabym się pistoletu z tłumikiem. 
Eksperci badający sprawę sugerują, że taki "overkill", zadanie komuś tak wielu ciosów, może sugerować albo o tym, że sprawca żywił głęboką nienawiść do Lindsay albo, że trochę spanikował i stracił kontrolę nad tym, co robi. Podobno wiele ciosów padło głównie na klatkę piersiową i biust. Lindsay  niedługo przed morderstwem przeszła operację plastyczną powiększenia piersi. Niektórzy podejrzewają, że mordercy o tym wiedzieli, że żywiąc do niej nienawiść celowo skupili swój atak na jej piersiach. Natomiast równie dobrze mogli po prostu uważać, że ciosy zadane w klatkę piersiową będą najbardziej skuteczne i operacja plastyczna Lindsay nie miała z tym nic wspólnego.
Jason Zailo nie jest brany pod uwagę jako podejrzany, ponieważ wiadomości tekstowe, które wymienił z Lindsay, jak i fakt, że alibi zapewnił mu jego kolega wykluczają go jako mordercę. Lecz niektórzy podejrzewają, że Jason wiedział, co tego dnia ma przydarzyć się Lindsay. Jason podobno sam wyszedł z inicjatywą ze swoim kolegą, który potem stwierdził, że zaproszenie trochę go zdziwiło, ponieważ nie byli bliskim przyjaciółmi. Jason również nic wcześniej nie wspomniał o tym, że najpierw muszą pojechać do Saanich, aby zapewnić ochronę dla Lindsay.
Policja z Saanich spotkała się z dużą krytyką przy tej sprawie, zarzuca im się, że śledztwo zostało przeprowadzone niechlujnie, a nawet, że policja została przekupiona przez bogatą rodzinę Zailo i celowo doprowadzono do tego, aby sprawa utknęła w martwym punkcie.
Jeżeli miałabym okazję porozmawiać z kimś, kto pracował nad sprawą miałabym kilka pytań. Wiemy, że telefon "przypłynął" do Victorii zaledwie dzień przed morderstwem promem z Vancouver. Zakładam, że znany jest dokładny czas i trasa, więc ustalenie, który to był prom nie powinno być trudne. Zakłam, że w 2008 roku na promach lub przynajmniej w porcie, tuż przy wejściu, do promu były kamery. Zastanawia mnie, czy ktoś razem ze świadkami, którzy widzieli parę, przejrzał nagrania ze wszystkich dostępnych kamer na wypadek, gdyby byli oni w stanie rozpoznać morderców. Istnieje szansa, że dzień wcześniej kobieta miała na sobie tą samą sukienkę, którą nosiła w dzień morderstwa (swoją drogą, ta sukienka jest kolejnym dowodem świadczącym o braku profesjonalizmu morderców - zakładanie charakterystycznej, wzorzystej sukienki nie jest najlepszym pomysłem, jeżeli chcecie kogoś zamordować i uciec niezauważonym). Zakładam, że mordercy uciekli z Victorii zaraz po morderstwie, więc warto byłoby też sprawdzić wszystkie nagrania z portu i promów kilka dni po morderstwie. Zdaję sobie sprawę, że jest to wielogodzinna i mozolna praca, która może w ogóle nie przynieść efektów, ale gdy śledztwo utyka w martwym punkcie należy próbować wszystkiego.
Jest możliwe, że mordercy mieli wspólnika mieszkającego na wyspie, który odebrał ich swoim prywatnym samochodem po tym, jak zeszli z promu. Lecz, jeżeli mordercy działali w pojedynkę to musieli się jakoś poruszać po wyspie. Używanie komunikacji miejskiej czy taksówek mogłoby zwrócić na nich zbyt wiele uwagi, więc zapewne poruszali się oni samochodem. Na miejsce morderstwa również udali się samochodem, jak i samochodem wrócili zważywszy na to, że psy tropiące bardzo szybko straciły ich trop. Fakt, że historia dzieje się na niedużej wyspie działa na plus policji. Dobrym pomysłem byłoby sprawdzenie wszystkich firm wynajmujących samochody, a już w szczególności tych w pobliżu portu. Gdy sprawcy zeszli z promu w przeddzień morderstwa musieli gdzieś zdobyć samochód, aby się poruszać. Zwykle, gdy wynajmujemy samochód firma potrzebuje zrobić kopię naszego prawa jazdy i preautoryzować kartę kredytową w ramach gwarancji. I znów, gdyby świadkowie przejrzeli kopie dokumentów wszystkich, którzy wynajmowali w tamtym okresie samochody może udałoby im się rozpoznać podejrzanych.
Kolejną rzeczą jest sprawdzenie hoteli, szczególnie tych tańszych, jak i moteli i innych przybytków, które przyjmują płatność gotówką, nie wymagają karty kredytowej czy okazania dowodu tożsamości. Należałoby przepytać pracowników wszystkich takich hoteli, czy może nie zapamiętali kobiety w charakterystycznej sukience.
Oczywiście jest szansa, że wszystkie te czynności zostały wykonane i nie przyniosły żadnych rezultatów. Natomiast nigdzie niestety nie znalazłam o tym żadnej informacji. 
Wygląda na to, że Jeff Buziak wciąż mieszka w Calgary, czyli tu, gdzie ja. Buziak bardzo angażuje się w sprawę morderstwa córki i  chętnie udostępnia i popiera wszelkie  materiały Youtuberów czy blogerów na ten temat. Kusiło mnie, aby spróbować się z nim skontaktować i zapytać, czy chciałby pomóc przy powstawaniu tego artykułu i coś dodać. Natomiast ostatecznie odrzuciłam ten pomysł obawiając się, że może mnie uznać za natręta żądnego sensacji. Natomiast bardzo chętnie wezmę udział w marszu ku pamięci Lindsay, jeżeli  kiedyś będę miała szczęście przybywać w Victorii w lutym.

Thursday, October 11, 2018

#93 Halloween Special: o Mothmanie


Cześć! Dziś materiał w wersji audiowizualnej. Ponieważ październik to taki wyjątkowy miesiąc, dziś będzie o pewnych dziwnych obserwacjach, jakich dokonali mieszkańcy miasteczka Point Pleasant w latach 60. ubiegłego wieku. Za parę dni będzie część druga.

Tuesday, September 25, 2018

#92 Krwawa sprawa sióstr Papin



Gdy pierwszy raz usłyszałam o Christinie i Lei Papin na długo utknęło mi w głowie, jak brutalne, krwawe i szalone było popełnione przez nie morderstwo. 
Wieczorem 2 lutego 1933 roku Rene Lancelin, emerytowany prawnik mieszkający w Le Mans we Francji, miał spotkać swoją żonę i dorosłą córkę na obiedzie w domu przyjaciół. Gdy kobiety nie pojawiły się o omówionej godzinie Lancelin bardzo się zmartwił i popędził do domu zobaczyć, co mogło je zatrzymać. Drzwi wejściowe były jednak zamknięte od środka i nikt nie odpowiadał na jego pukanie i wołania. Wszystkie światła w domu zdawały się być wyłączone poza słabym światłem świeczki widocznym w oknie pokoju pokojówek Christine i Lei. Rene, bardzo mocno zaniepokojony, oddalił się i wrócił z policją. Gdy w końcu udało im się dostać do domu na podłodze znaleźli ciała jego żony, Leonie, i  jego córki Genevieve. Zostały pobite do tego stopnia, że gdyby nie ubranie, Rene miałby problemy z potwierdzeniem, że zmarłe to istotnie jego córka i żona. W pokoju na piętrze znaleziono ich pokojówki, Christinę i Leę. Kobiety leżały w łóżku, a według niektórych źródeł były nagie. Zapytane o to, co się stało od razu przyznały się do winy.
Policjanci wchodząc do pokoju sióstr Papin byli przekonani, że znajdą tam również ich trupy, ponieważ zbrodnia była tak brutalna, że przypuszczali, że dokonał jej mężczyzna, prawdopodobnie włamywacz. Leonie i Genevevie nie miały żadnych szans z atakującymi. Oczy obu kobiet zostały wydłubane. Pierwsza miała zaatakować Christine rzucając się z paznokciami na twarz pani Lancelin i wołając Leę, aby zrobiła to samo z jej córką. W pewnym momencie Christine pobiegła do kuchni, skąd przyniosła nóż i młotek, którymi szalone siostry dokończyły dzieła. 
Sprawa odbiła się głośnym echem we Francji i stała się powodem dyskusji o złych warunkach w jakich  żyje służba domowa. Problem Lei i Christine leży jednak głębiej i zaczyna się już w dzieciństwie.
Lea i Christine wychowały się w ubogiej rodzinie w Le Mans. Miały jeszcze jedną, starszą siostrę Emilię, która została zakonnicą. Emilia miała być córką szefa ich matki, z którym ta podobno romansowała. Ojciec dziewczynek miał podejrzewać romans żony, lecz był tak zajęty piciem, że było mu wszystko jedno. W wieku dziewięciu lat Emilia została odesłana przez matkę do katolickiego sierocińca.  To z pozoru okrutne posunięcie mogło być umotywowane dobrymi chęciami. Według plotek mała Emilia miała zostać zgwałcona przez ojca, a jej matka nie wierząc, że policja jej pomoże, odesłała córkę z domu dla jej własnego dobra. Czy Christine i Lea również padły ofiarami zboczeńca pozostaje jedynie w sferze domyśleń. Gdy tylko osiągnęły wiek, w którym mogły pracować siostry wyprowadziły się z domu i, jak wtedy większość kobiet z klasy niższej, zostały pokojówkami. Z Lancelinami mieszkały od 1926 roku i przez siedem lat prowadzących do morderstwa dały się poznać jako spokojne i sumienne pracownice, które nie były zupełnie zainteresowane życiem towarzyskim. Swój bardzo ograniczony wolny czas spędzały ze sobą nawzajem. Pani Lancelin była jednak bardzo surową szefową. Przy każdej okazji krytykowała błędy swoich pracownic. Staranie sprawdzała dom po sprzątaniu Lei i kazała jej poprawiać wszystkie niestaranie, według niej, posprzątane zakamarki. Głośno krytykowała również potrawy ugotowane przez Christine. W noc morderstwa miało dojść do sprzeczki pomiędzy siostrami Papin, a paniami Lancelin, która skończyła się wybuchem przemocy. 
Siostry zostały aresztowane i umieszczone w osobnych celach. Zwykle, gdy morderstwa dokonują dwie osoby, jednak z nich ma osobowość dominującą, manipuluje i ma duży wpływ na swojego partnera, z którym popełnia morderstwo. Druga osoba jest zwykle bardzo uległa i jedynie wykonuje polecenia. Osobowością dominującą w tym przypadku była Christine, która również bardzo ciężko przeżyła rozdzielenie z Leą. W końcu ustano na jej prośby i pozwolono siostrom zamieszkać w jednej celi. Podobno sposób w jaki Christine mówiła do Lei miał wskazywać, że łączyło je coś więcej, niż siostrzana miłość. Jednak przy sprawie tak głośnej nie zdziwiłabym się, gdyby okazało się to nieprawdziwą plotką. Tak samo, jak fakt, że zostały znalezione bez ubrania w łóżku zdaje się mieć bardziej prozaiczne wytłumaczenie. Na miejscu zbrodni było dużo krwi, z rozbryzgami na wysokość aż dwóch metrów. Suknie sióstr musiałaby być przesiąknięte krwią. Logicznym wydaje się być, że je zdjęły.
Cała zbrodnia wydaje się być bardzo nieprzemyślana i popełniona w afekcie. Fakt, że Leonie i Genevieve miały zmasakrowane twarze wskazuje na bardzo silny motyw osobisty i nienawiść. W siostrach, a w szczególności Christine, przez lata służby musiała rosnąć nienawiść do pracodawców. Morderstwo wydaje się bardzo niezorganizowane i zdecydowanie niezaplanowane, zważywszy na to, że Lea i Christine od razu przyznały się do winy. Nie próbowały kłamać, ani upozorować włamania. Znalazłam jednak wzmiankę, że ofiary zostały znalezione z podwiniętymi spódnicami i zdjętą bielizną, co miało najwyraźniej na celu upozorowanie gwałtu. Na fotografiach z miejsca zbrodni, które można znaleźć w Internecie, kobiety są jednak w pełni ubrane. Fotografujący uznali, że zrobienie zdjęć z widocznymi genitaliami, byłoby zupełnym obdarciem ich z godności i postanowili je zasłonić.
Proces sióstr odbył się we wrześniu 1933 roku i zgromadził niezliczonych gapiów przez sądem. Christine została skazana na karę śmierci, później złagodzoną na dożywocie. W więzieniu bardzo tęskniła za siostrą i prędko ujawniły się oznaki jej choroby psychicznej. Została przeniesiona do szpitala psychiatrycznego, gdzie zmarła w 1937 roku z wycieńczenia.
Ponieważ Lea grała drugie skrzypce w całej sprawie, została skazana na jedynie 10 lat. Wyszła po 8 za dobre sprawowanie i zamieszkała wraz z matką w Nantes, gdzie znalazła pracę jako pokojówka w hotelu. Według niektórych źródeł zmarła w 1982 roku, a według innych dożyła 2001 roku.

Wednesday, September 19, 2018

#91 Dzieci z Kurim

7 maja 2007 roku w miasteczku Kurim, u naszych sąsiadów Czechów, pewien mężczyzna (nazywany w mediach Eduardem T.) zainstalował w swoim domu elektroniczna niańkę. Obraz z kamery w pokoju jego dziecka miał być wyświetlany na telewizorze w jego sypialni. Jednak zamiast swojego dziecka na ekranie zobaczył coś zupełnie innego. Zobaczył nagiego chłopca w czymś w rodzaju piwnicy, na ekranie widoczna była również kobieca ręka karmiąca chłopca. 
Początkowe zdziwienie szybko przeszło w przerażenie, gdy Eduard zdał sobie sprawę, że to co ogląda to nie film fabularny, a obraz z niańki elektronicznej znajdującej się w pobliżu - w wyniku jakiegoś błędu jego telewizor nie wyświetlił obrazu z jego niańki, lecz z jakiejś innej, znajdującej się nieopodal.
Eduard T. na szczęście nie zignorował tego, co zobaczył i powiadomił policję. Funkcjonariusze policji okrążyli okolicę pukając do domów i pytając o małego chłopca o jasnych włosach. I tak zapukali do drzwi Klary Maurer. Wraz z Klarą była dwójka dzieci, chłopiec i dziewczynka, oraz jej siostra Katherina. Na początku policja nie miała żadnych podejrzeń, ale po wizycie funkcjonariusze mieli się dowiedzieć Klara tak naprawdę ma dwóch synów i adoptowaną córkę. Policja wdarła się do domu Klary i istotnie w piwnicy znaleziono jej syna - związanego i z oznakami wieloletniego maltretowania.
Klara i Katherina Maurer zostały aresztowane, a trójka dzieci: Ondrej, Jakub i Aniczka zabrane do okolicznego domu dziecka. 
Jednak tej samej nocy trzynastoletnia Aniczka uciekła i przepadła bez śladu. 
Zdjęcia poszukiwanej Aniczki szybko pojawiły się w mediach. Po jakimś czasie na policję zgłosili się ludzie, którzy twierdzili, że ją znali. Z tym że, nie nazywała się ona Aniczka, a Barbora Skrlova i miała nie trzynaście lat, a trzydzieści dwa. 
Tak, to że komuś udało się zupełnie oszukać system i legalnie adoptować dorosłą kobietę, zmieniając jej nazwisko nie przestaje zdumiewać. Ale im dalej w las, tym dziwniej. Ustalenie, co dokładnie stało się z tą kiedyś normalną rodziną było nie lada wyzwaniem.
Dwa lata wcześniej Klara Maurer prowadziła zupełnie zwyczajne, szczęśliwe życie z dwójką swoich synów, Ondrejem i Jakubem. Pewnego dnia do domu klary jej siostra Katherina przyprowadziła jedenastoletnią Annę Jarvinen, nazwaną przez wszystkich później Aniczką.  Anna miała być ofiarą przemocy domowej, sprowadzoną z Norwegii do Czech, gdzie miała rozpocząć życie od nowa. Dziewczynka miała cierpieć na problemy z nerkami, wzrokiem, słuchem oraz mieć białaczkę. Klara miała zająć się Aniczką i ułatwić jej powrót do normalnego życia. 
Z Klarą i Katheriną pozostawał w kontakcie tajemniczy lekarz Aniczki, który instruował je odnośnie leczenia i traktowania dziewczynki. Podczas procesu Klara zeznała, że poznała tego lekarza raz - spotkała go w ciemnym samochodzie. Mężczyzna pokazał jej paszport dyplomatyczny, zapewnił, że musi zachować anonimowość i przekazał Klarze teczkę z historią medyczną Aniczki. 
Sama Aniczka zasypywała Klarę drastycznymi historiami przemocy i wykorzystywania seksualnego, jakiego doświadczyła w Norwegii. Zastanawia mnie, czy Klara kiedykolwiek poddała w wątpliwość historię Aniczki, lecz najwyraźniej nie wydało jej się nawet dziwne, że trzynastoletnia dziewczynka z Norwegii mówi biegle po czesku. Nie wzbudziło w niej wątpliwości również to, że jedynie Katherina mogła zabierać Aniczkę na wizyty u lekarza.
Z czasem doktor Aniczki zaczyna wysyłać Klarze wiadomości twierdząc, że proces zdrowienia dziewczynki nie idzie tak dobrze, jak powinien, ponieważ jej synowie są dla niej niemili. I ich matka powinna ich za to karać stosując kary cielesne. Z czasem Klara zaczęła znęcać się nad Ondrejem i Jakubem. Początkowo Klara zaczyna bardzo często powierzać opiekę nad synami ich dziadkom. Z czasem chłopcy są coraz częściej bici, głodzeni i zamykani w piwnicy. 
W sierpniu 2006 roku lekarz decyduje, że leczenie Aniczki nie przynosi rezultatów i dziewczynka potrzebuje terapii szokowej. Nie zupełnie rozumiem jak, jeszcze rok wcześniej, zwyczajna i kochająca matka mogła się na to zgodzić, ale Klara zabiera chłopców i Aniczkę do chatki w malowniczej miejscowości Veverska Bytyska, gdzie chłopcy przechodzą koszmar.
Nie mogę do końca zrozumieć, jak do tego doszło, ale z Klarą i Katheriną spotkało się tam kilka osób: Jan Skrla (tak, nazwisko nie jest tutaj zbiegiem okoliczności - brat Barbory\Aniczki), Jan Turek i Hana Basova. Ostatnio dwójka pracowała kiedyś razem z Klarą na letnich obozach dla dzieci.
Grupa dorosłych przez kilka dni torturowała Ondreja i Jakuba. Torturom miała być poddana też Aniczka, jednak były to tylko udawane tortury, aby chłopcy nie odnieśli wrażenia, że jest faworyzowana. 
Ondrej i Jakub byli bici, dźgani widelcami, podtapiani w wiadrze z wodą i przypalani papierosami. Ondrejowi odcięto kawałek pośladka i przypalono ranę. Według niektórych źródeł Ondrej zostały zmuszony do zjedzenia odkrojonej części pośladka, według innych zjadła go Klara. Ta sprawa jest jednak tak często powtarzana przy tak małej liczbie źródeł, że nie zdziwiłabym się, gdyby prawda była jeszcze inna.
Miesiąc później Klara rozpoczęła proces adopcyjny Anny. Nie jest do końca jasne, jak udało się tego dokonać, lecz Katharina przekupiła pewnego znajomego aktora, który "wypożyczył" im swoją córkę na wszystkie potrzebne spotkania w sądzie wymagane podczas procesu adopcyjnego. 
Koszmar chłopców trwałby dłużej i zapewne mógłby skończyć się tragiczną śmiercią jednego z nich, gdyby nie sąsiad, który przypadkiem kupił niańkę odbierającą na tych samych falach, co niańka Klary. 
Po aresztowaniu sióstr Barbora zbiegła do Danii, gdzie została wytropiona przez media, lecz ponieważ wtedy była poszukiwana nie jako podejrzana, a jedynie ofiara - udało jej się uciec i zapaść pod ziemię. 
Ostatecznie została znaleziona w Oslo w Norwegii. Bardzo szybko udało jej się zmanipulować kolejne ofiary - tym razem podając się za ofiarę molestowania, chłopca imieniem Adam. Adam zaczął nawet uczęszczać do szkoły od września i uczyć się norweskiego. Odmawiał jedynie chodzenia na lekcje wf-u, a nauczyciele, rozumiejąc jego przeszłość, nie zmuszali go do tego.
Barbora alias Anna alias Adam została jednak odnaleziona, aresztowana i sprowadzona do Czech na proces. 
Została skazana na 5 lat pozbawienia wolności. Klara i Katherina zostały skazane na kolejno 9 i 10 lat. Wyroki otrzymali również Jan Turek, Hana Basova i Jan Skrla.
Jeżeli zastaniecie się, kim jest tajemniczy doktor, który przekazywał Klarze rewelacje na temat Aniczki, to prawdopodobnie był to ojciec Barbory, Josef Skrla.
Historia Josefa jest niejasna. Miał on być liderem sekty "Świętego Grala" (w tamtych latach wyszedł "Kod Leonarda Da Vinci" więc możemy się domyślać, skąd sprytny Josef wziął pomysł) a Anna jej członkinią. Mam jednak wrażenie, że to jakaś zwyczajna zasłona dymna mająca na celu przysłonienie winy głównej manipulatorki w tej sprawie - Barbory.
Sama Barbora jest postacią dosyć enigmatyczną. Wiadomo, że w młodości ukończyła szkołę aktorską. A Katherinę poznała w pracy. Zwierzyła jej się, że jest niezadowolona ze swojego życia i w głębi duszy czuje się wciąż dzieckiem. Katherina tak przejęła się losem Barbory, że postanowiła móc jej stać się ponownie dzieckiem, a do tego wykorzystała swoją uległą siostrę Klarę. 
Nie wiadomo, jaką rolę odgrywali w tym ojciec i brat Barbory, jak się w to wciągnęli i kto był pomysłodawcą całego tego przestawienia. Barbora została przez psychologów zdiagnozowana jako osoba o silnych zdolnością do manipulowania otoczeniem. Barbora miała też mieć skłonności pedofilskie - odczuwała satysfakcję seksualną podczas oglądania torturowanych dzieci.
W całej historii zastanawiająca jest rola Klary - do czasu aresztowania i ucieczki Aniczki nie miała ona pojęcia, że nie jest ona tym za kogo się podaje. Zdałoby się, że Klara była tak uległa i łatwowierna, że wierzyła we wszystko, co powiedziała jej siostra i tajemniczy doktor. Tak bardzo wierzyła w autorytet tajemniczego doktora, że zgodziła się nawet na torturowanie własnych synów. Przypomina mi to słynny eksperyment Milgrama, w którym ludzie są proszeni przez lekarza o  rażenie innych prądem. Nawet, gdy ofiara widocznie cierpi, krzyczy i płacze, wiele osób nie zatrzymuje eksperymentu: jeżeli tylko jakiś facet w kitlu mówi, że wszystko w porządku - to wszystko w porządku, mamy pozwolenie, aby krzywdzić innych.
Obecnie, w roku 2018, wszyscy skazani są już na wolności, a ich losy są nieznane. W tym losy Barbory, nie wiadomo, czy żyje ona gdzieś jako Barbora, czy stworzyła sobie nową osobowość.
Jeżeli zastanawiają Was losy Ondreja i Jakuba to mam dobre wieści: oboje są już dorośli i prowadzą normalne życie starając się zapomnieć o dwuletnim koszmarze z dzieciństwa.


Po lewej Klara z Aniczką, a po prawej Ondrej i Jakub.

Jeżeli ta historia brzmi dla Was jak fabuła jakiegoś filmu, który kiedyś oglądaliście - wydarzenia z Kurim miały być inspiracją dla amerykańskiego filmu "Sierota".

Tuesday, August 7, 2018

#90 Zagadkowa śmierć Natalie Wood


Aktorka Natalie Wood urodziła się w San Francisco w rodzinie rosyjskich imigrantów i już jako dziecko zaczęła grać w filmach, często będąc jedynym źródłem utrzymania swojej rodziny. Obecnie znana jest najbardziej ze swoich ról w takich filmach, jak West Side Story, Buntownik z wyboru czy Wiosenna Bujność Traw. 
 Życie Natalie Wood miało niespodziewany i tragiczny koniec w 1981 roku, gdy czterdziestotrzyletnia aktorka utonęła podczas rejsu u wybrzeży Kalifornii, na który wybrała się ze swoim mężem Robertem Wagnerem i Christopherem Walkenem, z którym właśnie kręciła film "Burza mózgów".
W południe 27 Listopada 1981 roku trójka aktorów, wraz z kapitanem i wieloletnim przyjacielem rodziny Dennisem Davernem, wyruszyła w rejs jachtem "Splendor". Wieczorem tego samego dnia pomiędzy Wagnerem i Wood wybuchła kłótnia, której powód jest niejasny. Małżonkowie kłócili się tak zażarcie, że zmartwiony Davern poprosił Christophera Walkena o interwencję. Ten jednak, nie chcąc mieszać się w awanturę, odmówił. Wood nie chciała spędzać nocy ze swoim mężem, więc Dennis Davern zabrał ją szalupą ratunkową na ląd. Resztę nocy spędzili w hotelu, a rano wrócili na jacht. Natalie podobno wyraziła chęć zostania i kontynuowania rejsu. Popołudniu Wood i Walken popłynęli na ląd do baru na wybrzeżu, a wkrótce dołączyli do nich Davern i Wagner. Kelnerka, która ich obsługiwała, zeznała potem, że zamówili dwie butelki szampana oraz kilka Daquiri. Grupa zjadła tam też obiad, natomiast Natalie wydawała się być smutna i podobno ledwo tknęła swoje jedzenie. Jeżeli jednak wierzyć zeznaniom Daverna, Natalie nie była na tyle przybita, aby nie flirtować z Christopherem Walkenem w czasie kolacji. Wieczorem cała czwórka wróciła na jacht. Gdy wchodzili na pokład w pobliżu obecny był oficer patrolu przybrzeżnego, który zwrócił na nich uwagę, ponieważ Natalie zaczęła krzyczeć. Mężczyzna stwierdził, że musi być pijana i nie zareagował. Według Wagnera, na jachcie Wagner i Walken kontynuowali zażartą dyskusję polityczną, którą zaczęli jeszcze w restauracji. Natalie miała nie być zainteresowana ich rozmową i udała się spać. Gdy Wagner wrócił do kajuty, którą współdzielili, odkrył, że jego żona zniknęła. Po szybkim przeszukaniu jachtu udał się do sterówki i razem z Davernem nadał sygnał o pomoc do kontroli przybrzeżnej.
Ciało Natalie znaleziono unoszące się na wodzie ponad kilometr od jachtu. Miała na sobie piżamę, skarpetki i cienką czerwoną kurtkę. Ze statku zniknęła też szalupa ratunkową, którą później znaleziono rozbitą na skałach na wybrzeżu. Autopsja wykazała, że Natalie w momencie śmierci była pod wpływem alkoholu, w jej systemie znaleziono lek przeciwbólowy i lek przeciwko chorobie lokomocyjnej, które wzmogły działanie alkoholu. Jej śmierć została uznana za nieszczęśliwy wypadek, jednak niedawno pojawiły się co do tego wątpliwości.
Statystycznie, gdy ginie żona bardzo często winny jest mąż. Robert Wagner zdecydowanie mógł mieć powody, aby chcieć śmierci swojej żony. Ich małżeństwo było bardzo burzliwe. Pobrali się w 1957 roku, aby rozwieść się po 5 latach. W 1969 roku Wood poślubiła producenta filmowego Richarda Gregsona, para jednak rozwiodła się po 3 latach, a Natalie wróciła do Wagnera, z którym ponownie wzięła ślub. Według relacji znajomych Wagner był chorobliwie zazdrosny o żonę. Miał nawet towarzyszyć jej na planie "Burzy mózgów" obawiając się, że ta zakocha się w przystojnym Christopherze Walkenie. Natalie miała też jednak swoje powody do zazdrości - chodziły plotki, że Wagner miał romans z aktorką Stephanie Powers.
W noc, gdy zginęła Natalie w pobliży ich jachtu cumowały dwa inne - na jednym znajdowała się para John Wayne i Marilyn Payne, a na drugim odbywała się głośna impreza. John i Marilyn słyszeli w nocy wiele krzyków, jednak założyli, ze pochodzą one z pobliskiej imprezy. Około północy usłyszeli kobiecy głos wzywający pomocy, a chwilę później męski głos mówiący "Już ci pomagam kochanie". Nie zareagowali w żaden sposób zakładając, że to tylko krzyki pijanych imprezowiczów.
To, co usłyszeli John i Marilyn może wskazywać na to, że z Natalie ktoś był, gdy wpadła do wody i nie potrafił, lub nie chciał jej pomóc. Natalie miała siniaki na rękach i nogach, oraz rozcięty policzek. Te obrażenia mogły powstać, gdy próbowała dostać się z powrotem na łódkę. Mogły jednak powstać też, gdy walczyła z kimś, kto próbował wepchnąć ją do wody.
Jedną z opcji jest, że Natalie wyszła ze swojej kajuty, odwiązała szalupę i chciała samodzielnie dostać się na ląd i spędzić tam noc, tak jak poprzedniego dnia. Poślizgnęła się jednak i wpadła do wody. Natalie nie umiała dobrze pływać, panicznie wręcz bała się wody. Będąc małą dziewczynką wpadła do jeziora, gdy załamał się pod nią pomost na planie filmowym. Od tego czasu bała się wody do tego stopnia, że niepokój wzbudzało w niej nawet wzięcie prysznica.
Według siostry aktorki, Natalie nigdy nie zdecydowałaby się samodzielnie wsiąść do łódki i popłynąć do brzegu. Ktoś musiał jej towarzyszyć. Trzeba jednak pamiętać, że Natalie była pod wpływem alkoholu wymieszanego z lekami. Była też prawdopodobnie wzburzona i zła na męża, a to wszystko razem mogło doprowadzić do nieprzewidywalnego zachowania.
Według Roberta Wagnera rozwiązanie sprawy jest dosyć prozaiczne. Natalie często narzekała, że łódka uwiązana do jachtu obija się o jego bok i nie pozwala jej w nocy spać. Wagner wielokrotnie wychodził w nocy, aby zacisnąć mocniej liny i powstrzymać szalupę od ruszania się. Fakt, że Natalie była tylko w piżamie i skarpetkach zdaje się pasować do jego teorii. Nawet gdyby zdenerwowana Natalie postanowiła popłynąć w nocy na ląd prawdopodobnie założyłaby przynajmniej buty.
Na boku łódki znaleziono ślady zadrapań po paznokciach wskazujące, że Natalie była przytomna, gdy wpadła do wody i próbowała wdrapać się na pokład.
Dennis Davern zwrócił na siebie uwagę policji składając fałszywe zeznania co do przebiegu wydarzeń. Na początku zeznał, że cała czwórka spędziła pierwszą noc na jachcie, zatajając fakt, że zabrał wtedy Natalie na ląd. Gdy policja odkryła, że oboje spędzili noc w hotelu cień podejrzenia padł na niego. Davern bronił się mówiąc, że obawiał się niesłusznych oskarżeń, że miał romans z Natalie. Dennis twierdził, że nie łączyła go z nią żadna romantyczna relacja. Był jedynie długoletnim przyjacielem jej i Wagnera i chciał pomóc Natalie odseparować się od małżonka po awanturze. Davern zeznał również, że w noc, gdy zginęła Wood, Wagner i Walken pokłócili się (a nie, jak zeznał Wagner - dyskutowali o polityce), a powodem kłótni miał być Christopher Walken próbujący poderwać Natalie. Wagner miał być bardzo wzburzony i rozbić butelkę wina podczas  awantury. Według Daverna, Wagner pokłócił się też z żoną tej nocy. Wersję tę potwierdził Walken mówiąc, że wyszedł, gdy para zaczęła się kłócić. Gdy dołączył do nich po jakimś czasie Natalie i Robert mieli się właśnie godzić. Tutaj zeznania rozbiegają się. Według Dennisa Robert i Natalie wyszli na zewnątrz i kłócili się dalej, a ich kłótnię mógł słyszeć ze sterówki. Davern miał również słyszeć, jak ktoś odwiązuje łódkę.
Nie jestem pewna, czy daję wiarę zeznaniom Daverna. Miałby słyszeć, jak ktoś odwiązuje łódkę, ale nie słyszeć krzyków Natalie o pomoc? Wszystko to brzmi, jakby próbował umyślnie zwrócić uwagę policji na Wagnera. A to oznacza, że Davern jest albo winny, albo nie lubił Wagnera do tego stopnia, że chciał go wrobić w morderstwo.
Najmniej prawdopodobnym sprawcą jest Christopher Walken. Ciężko znaleźć motyw, dla którego aktor chciałby zabić niedawno poznaną koleżankę po fachu. Także jego zeznania uważam za najbardziej prawdopodobne. Trzeba jednak pamiętać, że wszyscy trzej świadkowie, których mieliśmy tej nocy na pokładzie są również podejrzanymi.
Niedawno ogłoszono, że śledztwo w sprawie śmiercie Natalie zostało ponownie otworzone, a głównym podejrzanym jest Robert Wagner. Obrażenia na ciele Natalie podobno zostały zbagatelizowane w 1981 roku i wskazują one na to, że Wood padła ofiarą ataku. Jednak donoszą o tym głównie tanie brukowce, które mniej więcej raz w miesiącu twierdzą, że odnaleziono Madeleine McCann i rozwiązano sprawę śmierci JonBenet Ramsey. Zatem podchodzę raczej sceptycznie do tych rewelacji.

Źródła:
https://www.buzzfeed.com/ryanbergara/the-mysterious-death-of-famous-actress-natalie-wood?utm_term=.qhDEZONAd#.fezr4Y6oq
https://people.com/movies/natalie-woods-sister-thinks-robert-wagner-killed-star-i-know-exactly-what-happened/
https://www.cbsnews.com/pictures/natalie-wood/

Monday, August 6, 2018

#89 Chicago Tylenol Murders









Korzystając z tego, że mi się chcę - drugi film.

Tym razem o pewnych słynnych zatruciach w Chicago.



Ps. Następny post będzie w wersji pisemnej.





Friday, August 3, 2018

#88 Sprawa Bruce'a McArthura z Toronto









Niedawno pytałam Was na naszej stronie na Facebooku, czy bylibyście zainteresowani Ciekawymi Sprawami Kryminalnymi w wersji audio-wizualnej. Wszystkim pomysł zdał się podobać, więc mając trochę czasu postanowiłam spróbować coś nagrać.

Na pewno powstanie kilka następnych filmów, natomiast nie wiem, czy seria będzie trwała długo. Wszystko zależy od tego, jak się przyjmie i czy zwyczajnie będę miała na nią czas. Nagranie i edytowanie filmów trwa trochę dłużej, niż pisanie posta na blogu. Szacun dla wszystkich, którzy to robią.

Dla tych, który wolą czytać, niż oglądać: Nie martwcie się, nie rezygnuję z pisania postów. Będą się dalej pojawiać, na przemiennie z filmami albo i częściej, niż one.

Bardzo chętnie przyjmę Wasze uwagi i pomysły, o czym chcielibyście usłyszeć.



Jeżeli popieracie pomysł - będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujecie mój kanał, dacie łapkę w górę czy zostawicie komentarz. Wiem, że na kanale zbyt wiele nie ma - ale będę nad tym pracować.

Saturday, July 28, 2018

#87 Nierozwiązane morderstwo Christine Jessop


Christine Jessop (globalnews.ca)

Brutalne morderstwo dziewięcioletniej Christine Jessop na długo zapadło w pamięć mieszkańcom miasteczka Queensville w Ontario. Trzeciego października 1984 roku, około 15:50 autobus szkolny odwiózł Christine pod dom. Dziewczynka wyjęła pocztę ze skrzynki na listy, zostawiła w domu tornister i wyszła do pobliskiego sklepu kupić swoją ulubioną gumę do żucia. W tym czasie jej ojciec był w pracy, a matka wraz ze starszym synem u dentysty. Christine nie wolno było wychodzić, jeżeli po powrocie ze szkoły nikogo nie zastała w domu. Miała czekać na powrót rodziców, żeby otrzymać zgodę na wyjście. Dziewczynka złamała zakaz zapewne myśląc, że nikt się nie dowie o jej szybkiej eskapadzie. Sprzedawca potwierdził, że Christine pojawiła się popołudniu w sklepie. Była też widziana  przed sklepem przez jednego z sąsiadów. Jednak, gdy Janet Jessop wróciła ze swoim synem do domu, po Christine nie było śladu. Początkowo nie było powodów do zmartwień. Janet sprawdziła czy Christine nie bawi się w pobliżu domu lub na pobliskim placu zabaw. Gdy nie udało jej się zlokalizować córki zadzwoniła do rodziców jej koleżanek. W końcu, gdy zaczęło się ściemniać wezwano policję. Jeszcze tej samej nocy rozpoczęto poszukiwania, jednak zakończone fiaskiem. Rodzina Jessop żyła w niepewności przez następne trzy miesiące, gdy 31 Grudnia około 50 kilometrów na wschód od Queensville, przypadkowi spacerowicze natknęli się na rozkładające się zwłoki Christine porzucone na polanie. Dziewczynka została zgwałcona i kilkakrotnie ugodzona nożem w pierś, co doprowadziło do zgonu. Stan zwłok wskazywał, że zginęła na długo przed znalezieniem ciała.
Na pytanie, czy mają pojęcie, kto mógłby to zrobić Janet Jessop zasugerowała Guya Paula Morina mieszkającego po sąsiedzku. Guy miał 23 lata i uchodził za dziwaka.  Zachowywał się dziwnie i niezręcznie w kontaktach z ludźmi, nigdy nie miał dziewczyny i mieszkał z rodzicami. Ostatecznie Morinowi postawiono zarzuty, jednak został uniewinniony podczas pierwszego procesu. Po złożeniu odwołania, podczas drugiego procesu pojawiło się wielu nowych świadków, co doprowadziło do ostatecznego skazania Morina.
Feralnego dnia Guy Paul wyszedł z pracy o 15:32 odbijając się kartą magnetyczną. Po drodze zatrzymał się, aby zrobić zakupy i do domu dotarł pomiędzy 16:30 a 17:00. Ani on, ani jego rodzice obecni wtedy w domu nie pamiętali dokładnego czasu. Państwo Morin potwierdzili, że ich syn nie wychodził z domu po powrocie z pracy. Podczas pierwszego przesłuchania Guy zeznał, ze wrócił do domu o 16:30, gdy jednak zdał sobie sprawę, że czas gra ważną rolę w sprawie, stwierdził, że było to między 16:30 a 17:00. Janet Jessop zeznała, że wróciła do domu o 16:10, a więc do porwania musiało dość pomiędzy 15:50 a 16:10, co czyniło Morina prawdopodobnym sprawcą.
Na ciele Christine znaleziono ciemny włos, który mógł należeć do mordercy. Analiza włosa wykazała, że mógł on należeć do Morina, jednak nie było co do tego pewności. Należy pamiętać, że medycyna sądowa w latach 80tych nie była jeszcze tak zaawansowana, jak dzisiaj. Na ubraniu denatki znaleziono również ciemne włókna pochodzące prawdopodobnie z samochodu sprawcy. I znów, włókna były podobne do tych z samochodu Morina, lecz mogły równie dobrze pochodzić z innego samochodu.
Przeciwko podejrzanemu dodatkowo przemawiał fakt, że nie przejawiał on żadnego zainteresowania poszukiwaniem sąsiadki. Nie wziął udziału w poszukiwaniach,  ani nie wspomniał znajomym z pracy, że znał zaginioną.
Christine Jessop została pochowana 7 stycznia 1985 roku na cmentarzu za swoim domem. Wieczorem po pogrzebie Jessopowie oraz kilku gości usłyszało krzyki o pomoc dochodzące sprzed domu. Po wyjściu przed dom nie znaleźli jednak nikogo. Janet zeznała później, że widziała postać uciekającą w stronę domu Morinów, co utwierdziło ją w przekonaniu, że Guy musiał być winny morderstwa jej córki.
Dowody zostały przedstawione w sądzie na niekorzyść Morina i, pomimo poszlakowanego charakteru śledztwa, po wielu latach odwołań ostatecznie doprowadziły do jego skazania. Guy spędził w więzieniu w Kingston 18 miesięcy, gdzie kilkakrotnie padł ofiarą pobić i więziennych gwałtów. Dopiero w 1995 roku dzięki rozwojowi nauki udało się przeprowadzić testy DNA, które udowodniły, że nasienie znalezione na miejscu zbrodni nie należało do Morina. Dodatkowo dowiedziono, że Janet Jessop kłamała w swoich zeznaniach - recepcja w gabinecie dentystycznym, który Janet odwiedziła wraz z Kenem potwierdziła, że wizyta pacjenta trwała do 16:20, co oznacza, że Janet i jej syn nie mogli dotrzeć do domu wcześniej, niż o 16:35 - 16:40. Jessop celowo skłamała chcąc pomóc budować sprawę przeciw Guyowi. Poddaje się w wątpliwość także jej zeznania na temat krzyków słyszanych w dzień pogrzebu - nikt z obecnych wtedy osób nie widział nikogo uciekającego w stronę domu Morinów.
Ostatecznie Guy został uniewinniony i otrzymał 1,25 miliona dolarów zadość uczynienia od rządu prowincji Ontario. Te pieniądze zapewne nie wynagrodziły mu 10 lat horroru, jaki przeszedł.
Morderca Christine pozostaje nieznany, i należy częściowo winić za to policję i rodziców. Podczas śledztwa popełniono szereg błędów: nie zabezpieczono odpowiednio miejsca zbrodni, nigdy nie zabezpieczono i nie pobrano odcisków palców z domu Jessopów - nie wiadomo, czy Christine została porwana z domu, czy podczas drogi do domu. Rodzice zamiast skupić się na dojściu do prawdy i znalezieniu sprawcy postanowili złożyć nieprawdziwe zeznania i skierować uwagę policji na niewłaściwą osobę. Czas i środki poświęcone na zbieranie dowodów przeciw Morinowi mogły zostać poświęcone na szukanie prawdziwego sprawcy.
 
Źródła:
https://www.cbc.ca/news/canada/toronto/christine-jessop-s-family-still-hoping-for-justice-30-years-later-1.2784486
https://www.thestar.com/news/gta/2014/10/02/christine_jessop_killing_10_things_that_were_learned_from_the_case.html
https://www.thecanadianencyclopedia.ca/en/article/guy-paul-morin-case/

Thursday, July 19, 2018

#86 Grace Marks

Pamięć o Grace Marks przetrwała do dziś głównie dzięki pisarce Margaret Atwood (autorce między innymi "Opowieści podręcznej") i jej powieści z 1996 roku "Alias Grace", którą w ubiegłym roku Netflix przekształcił w mini serial. Należy pamiętać, że historia przedstawiona zarówno w książce, jak i w serialu jest jedynie fantazją autorki, a o samej Grace Marks niewiele wiadomo. Atwood inspirowała się książką "Life in the Clearings versus the Bush" autorstwa Susanny Moodie. Moodie opisywała życie w Kanadzie, która wtedy była jeszcze kolonią Brytyjską, i jeden rozdział poświęciła głośnemu procesowi Grace Marks i Jamesa McDermotta. Książka Moodie była jednak pełna sprzecznych i nieprawdziwych relacji. Atwood przez wiele lat gromadziła materiały na temat procesu tylko po to, by odkryć, że relacje świadków procesu nie zgadzają się ze sobą i budują sprzeczny wizerunek Grace.
Dwunastoletnia Grace Marks opuściła Irlandię wraz z rodzicami i licznym rodzeństwem, i w 1840 roku przybyła do Toronto. Jej matka zmarła podczas podróży i została pochowana na morzu. Alkoholizm i brutalność ojca zmusiła Grace do prędkiego opuszczenia rodziny i szukania pracy jako służąca. Marks pracowała w kilku domach, aż w końcu wylądowała na farmie Thomasa Kinneara w Richmond Hill (obecnie pochłoniętym przez obszar metropolitalny Toronto). 
Na farmie poza tym żyli Nancy Montgomery, gosposia i kochanka Kinneara, oraz James McDermott, nowy służący. McDermott był, jak Grace, pochodzenia Irlandzkiego i prawdopodobnie zrodziła się między nimi więź. Zaledwie parę tygodni po pobycie Grace na farmie właściciel i jego kochanka zostali znalezieni zamordowani w piwnicy. Kinnear zginął od postrzału w pierś, a Montgomery została uderzona siekierą w głowę i uduszona. Późniejsza autopsja wykazała, że kobieta była w ciąży.  Marks i McDermott zostali zatrzymani niedługo później w stanie Nowy Jork, wraz z rzeczami skradzionymi z farmy.
Proces pary odbył się w Toronto i, jak nikt nie miał wątpliwości co do winy Jamesa, tak niezaprzeczalnie ładna, szesnastoletnia Grace budziła mieszane uczucia. XIX wiek nie był łaskawy dla kobiet. Kobiety były postrzegane jako delikatne i nieszkodliwe istoty, które nie potrafiły robić niczego poza zajmowaniem się domem, dziećmi i szydełkowaniem. Hipokryzja XIX wieku odmawiała kobietom również zdolności do mordowania. James McDermott został prędko skazany śmierć przez powieszenie pomimo, iż do końca powtarzał wersję, że to Grace podjudzała go do morderstwa. Przyznał się do uderzenia Montgomery w głowę, jednak upierał się, ze to Grace ostatecznie doprowadziła do jej śmierci dusząc ją kawałkiem materiału. McDermott miał zostać zwolniony przez Nancy Montgomery za nie wykonywanie swoich obowiązków. Twierdził, że Grace kpiła z jego braku umiejętności przeciwstawienia się pracodawcom i namawiała go do zamordowania Montgomery i Kinneara i ucieczki z ich kosztownościami.
Szkic przedstawiający Grace Marks i Jamesa McDermotta podczas procesu w 1843 roku 

Grace zeznała coś zupełnie innego. James miał zmusić ją do udziału w morderstwie i do ucieczki z nim. Przerażona Grace miała próbować uciec z farmy, gdy McDermott postrzelił Kinneara, ten jednak powstrzymał ją grożąc, że i ją zastrzeli. Dowodem miała być dziura po strzale ostrzegawczym w drzwiach kuchennych. Według relacji świadków, Grace pojawiła się na procesie ubrana w suknię Nancy Montgomery i była niezwykle opanowana. Zemdlała jednak podczas odczytania wyroku. Pojawiały się głosy, że Grace musiała być współwinna morderstwa, może nawet to w jej głowie zrodził się ten pomysł i zmanipulowała naiwnego McDermotta. Jednak to kłóciło się z ówczesną wizją kobiety, więc to ostatecznie mężczyzna został skazany na śmierć przez powieszenie, a kobieta umieszczona w zakładzie karnym w Kingston (tym samym, który 150 lat później ugościł słynnego mordercę i gwałciciela Paula Bernardo). 
Z czasem kara dożywocia ostatecznie została złagodzona i po 30 latach Grace wyszła na wolność. Podobno wyjechała do Stanu Nowy Jork i ślad po niej zaginął. Nie wiadomo, czym zajmowała się po wyjściu z więzienia, ani gdzie i kiedy zmarła.


Źródła: www.smithsonianmag.com/arts-culture/mysterious-murder-case-inspired-margaret-atwoods-alias-grace-180967045/

www.cbc.ca/amp/1.4302863

www.bustle.com/p/what-happened-to-the-real-grace-marks-the-alias-grace-ending-isnt-the-conclusion-of-her-story-3193994

Friday, July 13, 2018

#85 Zaginięcie Louisa Le Prince

Film z 1888 roku zatytułowany "Roundhay Garden Scene" uważany jest za pierwszy w historii zapis filmowy i zapewne większość z nas czytała o nim w podręcznikach do historii. Ten kilkusekundowy film został nakręcony przez Francuza Louisa Le Prince własnoręcznie zbudowaną przez niego kamerą. Pomimo, iż wynalezienie filmu kojarzy się częściej z braciami Lumiere to właśnie Le Prince dał początek kinematografii. Mało kto jednak wie, że Le Prince zaginął w sposób rodem z kryminałów Gastona Leroux.
Louis Le Prince
Louis Le Prince urodził się w 1841 roku w miejscowości Metz we Francji. Za sprawą przyjaciela ojca, Louisa Daguerre (twórcy techniki robienia zdjęć zwanej dagerotypią),  już jako chłopiec miał styczność z raczkującą wtedy sztuką fotografii. Doświadczenia z dzieciństwa zainspirowały go do podjęcia studiów poświęconych malarstwie w Paryżu oraz chemii w Lipsku. Po studiach mieszkał i pracował najpierw w Wielkiej Brytanii, gdzie się ożenił, a później Stanach Zjednoczonych. Zawsze poświęcając się pracy nad fotografią i wynalezieniem "ruszającego się zdjęcia". Sukces osiągnął w 1888 roku w Leeds. "Roundhay Garden Scene" przedstawia członków jego rodziny spacerujących po ogrodzie. Film trwa 2,5 sekundy.  
Zaledwie dwa lata po swoim wielkim sukcesie Le Prince pracował już nad nową, lepszą wersją swojej kamery, którą miał zamiar wkrótce opatentować w Wielkiej Brytanii i wyjechać do Stanów, aby promować swoją pracę. Przez podróżą postanowił spędzić trochę czasu we Francji. Odwiedził swojego brata mieszkającego w Dijon. 
16 września 1890 roku brat (nie znalazłam nigdzie jego imienia) odprowadził Louisa na pociąg do Paryża i był ostatnią osobą, która widziała go żywego. Le Prince wsiadł do pociągu i ślad zaginął po nim, jak i po jego bagażu. W poszukiwania zaangażowany został Scotland Yard i francuska policja. Nikt z obecnych na stacji i w pociągu nie pamiętał Louisa, nikt nie zauważył również niczego podejrzanego. Louise Le Prince rozpłynął się w powietrzu. Przeszukano okolice torów kolejowych na trasie Dijon - Paryż, lecz bezskutecznie.
Krąży wiele hipotez o tym, co mogło przydarzyć się Louisowi. Jedną z najprostszych jest, że wielki wynalazca cierpiał na depresję, miał dość zmagania się z trudną dziedziną jakiej się podjął i, prawdopodobnie już w Paryżu, popełnił samobójstwo. Nie ma jednak żadnych dowodów, aby Le Prince miał ze sobą problemy, ponadto jego biznes przynosił dochody. Bardziej prawdopodobnym wydaje się, że Louis, zmęczony ciągłym pościgiem patentowym, umyślnie postanowił zniknąć i zacząć życie gdzieś indziej.
Według innej, bardziej spiskowej teorii, Louis został zamordowany dla swojej kamery. Niedługo po zaginięciu Le Prince pierwszą kamerę opatentował nikt inny, a słynny Thomas Edison. Żona i najstarszy syn Louisa daremnie walczyli z urzędem patentowym uznanie ich bliskiego jako pierwszego wynalazcy. Jakkolwiek nieprawdopodobne wydaje się, żeby Thomas Edison był zamieszany w zaginięcie i prawdopodobne morderstwo swojego konkurenta, ta teoria należy do jednej z najczęściej powtarzanych. Dodatkowej pikanterii dodaje fakt, że syn Louisa, zaciekle walczący o uznanie osiągnięć ojca, zginął zaledwie kilka lat później w tajemniczym wypadku podczas polowania na kaczki.
Nikt ze świadków nie zapamiętał Louisa, ani na stacji kolejowej, ani później w pociągu. Jedyną osobą twierdzącą, że Le Prince wsiadł do pociągu do Paryża był jego brat. Dlatego i on jest często wymieniany jako jeden z podejrzanych. Zazdrość i rywalizacja między braćmi mogła być wystarczającym motywem.
W 2003 roku w policyjnych archiwach Paryża znaleziono zdjęcie anonimowej ofiary utonięcia z 1890 roku. Twarz zmarłego, jakkolwiek zniekształcona niezaprzeczalnie przypomina twarz Louisa Le Prince. Nie wiadomo jednak, gdzie pochowano zwłoki topielca, więc dokonanie testów DNA w celu identyfikacji nie będzie możliwe, a szansa rozwiązania zagadki Louisa Le Prince prawdopodobnie przepadła bezpowrotnie.