Saturday, November 11, 2017

#84 John List

9 listopada 1971 John List postanowił zamordować całą swoją rodzinę. Najpierw postrzelił w głowę swoją żonę, Helen, następnie wszedł po schodach swojej 19-pokojowej posiadłości w New Jersey do mieszkania na strychu, które zajmowała jego 84-letnia teściowa i zastrzelił i ją. Następnie zaczekał
Dom Listów w Westfield
cierpliwie, aż jego dzieci: szesnastoletnia Patricia i trzynastoletni Frederick wrócą ze szkoły. Oboje zabił strzałem w tył głowy. Następnie przygotował sobie lunch, wsiadł w samochód, pojechał do banku i zamknął wszystkie konta w banku. Zdążył również pojechać do liceum swojego najstarszego syna Johna i obejrzeć, jak gra w piłkę nożną na boisku. Po skończonej grze zabrał syna do domu i zastrzelił. Postanowił rozłożyć ciała swojej rodziny na śpiworach w sali balowej domu, jedynie ciało teściowej pozostawił na strychu.
W liście znalezionym później na jego biurku wyjaśnił, że widział w swoim życiu zbyt wiele zła i nie mógł pozwolić, żeby jego rodzina żyła na takim świecie. Tłumaczył sobie, że mordując swoich bliskich zapewni im miejsce w niebie (jakże szlachetnie z jego strony, czyż nie?). Zanim opuścił dom posprzątał pobieżnie miejsca zbrodni, włączył światła, włączył radio na stację religijną i... wyciął swoją postać z każdego rodzinnego zdjęcia, jakie znajdowało się w domu. 
Zbrodnia Lista pozostała nieodkryta przez prawie miesiąc. John zadbał o to, aby nikogo nie zdziwiło znikniecie całej rodziny. Poinformował szkolę, że zabiera dzieci do krewnych na parę tygodni. Wstrzymał też dostawy prasy i mleka do domu. Sąsiedzi zauważyli, że w domu Listów stale paliły się światła, lecz nigdy nie widzieli nikogo zajmującego się domem. Gdy światła zaczęły się przepalać postanowili powiadomić policję. 
Pościg za Johnem Listem był opóźniony o miesiąc. Nie wiadomo było, czy John zbiegł zacierając za sobą wszystkie ślady, czy może popełnił samobójstwo i jego ciało nie zostało jeszcze odkryte. Jego auto zostało znalezione na parkinu lotniska JFK w Nowym Jorku, lecz nie było żadnego dowodu wskazującego na to, że wsiadł na pokład samolotu. 
Działania Johna Lista to niezwykła mieszanka szaleństwa i inteligencji. Dokonał szalonego i irracjonalnego czynu wykazując się jednocześnie sprytem i przebiegłością. 
John List urodził się w Michigan w bardzo religijnej rodzinie. Brał aktywny udział w II Wojnie Światowej, następnie skończył Administrację i Zarządzanie na Uniwersytecie Michigan, tylko po to, aby zaraz potem wziąć udział w Wojnie Koreańskiej. Wtedy też poznał swoją przyszłą żonę Helen, wdowie po żołnierzu zabitym w Korei, i jej córkę. Para pobrała się i przeniosła do Kalifornii, gdzie John pracował jako wojskowy księgowy. W 1965 roku John otrzymał ofertę dobrej pracy w New Jersey, więc rodzina przeniosła się do pięknej wiktoriańskiej posiadłości w Westfield.
Sprawa pozostała otwarta przez ponad 17 lat, gdy 1 czerwca 1989 roku kobieta mieszkająca w Denver w Kolorado obejrzała odcinek słynnego programu America's Most Wanted poświęcony morderstwie na rodzinie List. W programie pokazano rzeźbę  postarzonej twarzy Johna Lista. Projekt był wykonany tak dokładnie, że kobieta rozpoznała w poszukiwanym swojego sąsiada Roberta "Boba" Clarka i postanowiła wezwać policję. Clark został aresztowany i pomimo, iż długo upierał się, że zaszła straszliwa pomyła i nie jest Johnem Listem, porównanie odcisków palców skłoniło go do przyznania się do winy.
List stwierdził, że zabił swoją rodzinę, ponieważ stał na skraju bankructwa. Stracił pracę na jakiś czas przed morderstwem, jednak wstydził się do tego przyznać i spędzał dnie siedząc na dworcu kolejowym i czytając gazety. W tajemnicy nienawidził swojej żony, która popadła w alkoholizm i zmagała się z problemami psychicznymi. Według sądowych psychologów John cierpiał na obsesyjno - kompulsywne zaburzenie osobowości, został jednak szybko skazany na dożywocie za morderstwo pierwszego stopnia. 
Zmarł w więzieniu w 2008 roku z powodu komplikacji po przebytym zapaleniu płuc. Zapytany kiedyś, czy rozważał zabicie siebie po zamordowania rodziny odpowiedział, że nie mógł popełnić samobójstwa, ponieważ nie poszedłby wtedy do nieba.


źródła:
http://www.nytimes.com/2008/03/25/nyregion/25list1.html
https://en.wikipedia.org/wiki/John_List


Monday, October 30, 2017

#83 Wiktoriańskie nawiedzenia

Jako że mogłabym żyć w świecie wiecznego Halloween, postanowiłam stworzyć post trochę odbiegający od tematyki kryminalnej. Rok temu mój post zbiorczy o zjawiskach poltergeista, spotkał się ze sporą liczbą odsłon. Więc i w tym roku chciałabym powrócić do czegoś podobnego.
Uwielbiam historie o duchach z czasów wiktoriańskich. Zawsze ubolewam, że nie tworzy się
Rodzina Surrency przed domem
wystarczająco dużo horrorów osadzonych w XIX wieku. Czytam zawzięcie wszystkie doniesienia o nawiedzeniach z tamtego okresu. Zdaje się, że duchy były niezwykle aktywne w tamtych czasach. Gwoli wyjaśnienia, jestem sceptykiem, ale pasjonują mnie wszystkie doniesienia na ten temat. Bardzo lubię gdybać, co stoi za każdą taką historią.
Ostatnio zainteresowało mnie tak zwane Nawiedzenie w Surrency. W 1872 roku Allen Powell Surrency, założyciel wtedy małego miasteczka Surrency w Georgii, powrócił do domu po dłuższej nieobecności, by odkryć, że jego rodzina zaczęła doświadczać dziwnych zjawisk. Przedmioty spadały z szafek i stołów, unosiły się w powietrzu i zmieniały miejsca. Tak jak wspominałam w poście z przed roku, takie zjawiska zdają się zawsze zachodzić wokół młodych, dojrzewających dziewcząt. Państwo Surrency w tamtym czasie mieli aż 8 dzieci  wieku od 3 lat do 21. Dziwne manifestacje przybierały różne formy, a według ówczesnych gazet dom rodziny Surrency stał się atrakcją turystyczną i ludzie z okolicy zaczęli przyjeżdżać do Surrency, aby doświadczyć nawiedzenia na własnej skórze. Aż 100 osób poświadczyło, że zaobserwowało zjawiska paranormalne. Do najpopularniejszych należały niewyjaśnione krzyki, odgłosy rozmów dochodzące z pustych pokoi, przedmioty spadające z szafek, samoistnie zamykające i otwierające się drzwi, niewyjaśnione odgłosy kroków jak i odciski butów na podłodze w pokoju, w którym nikogo nie było. Podczas wizyty jednego z reporterów w pokoju znienacka pojawiła się kura, co miało śmiertelnie przerazić dziennikarza. Dodatkowo rodzina utrzymywała, że nie byli w stanie w spokoju spożywać posiłków przy stole, ponieważ elementy zastawy "tańczyły" po blacie. W nocy niewidzialna siła ściągała ze śpiących kołdry, a nawet przesuwała łóżka. Rodzina szukała pomocy u księży, ówczesnych mediów i badaczy zjawisk paranormalnych, lecz bezskutecznie. "Duchy" miały podążyć za nimi nawet, gdy wyprowadzili się na Zachód. Dom ostatecznie spłonął w 1925 roku i dziś już nie ma po nim śladu, lecz miasteczko Surrency wciąż uchodzi za nawiedzone. Surrency jest obecnie znane w Georgii z tajemniczych pomarańczowych i żółtych świateł widzianych w okolicy torów kolejowych (mam nadzieję, że to nie światła pociągów...).
 Jeżeli Surrency byli w rzeczywistości oszustami mogła zainspirować ich historia, która wydarzyła się 50 lat wcześniej w sąsiednim stanie Tennessee, powszechnie znana jako Bell Witch. Wydarzenia z tamtego okresu kilkakrotnie stały się fabułą dla kilku horrorów. Historia rodziny Bell żyjącej w pobliżu miasteczka Adams rozpoczęła się w 1817 roku, gdy głowa rodziny, John Bell, podczas polowania w lesie napotkał stworzenie przypominające psa z głową królika. John próbował postrzelić ów dziw, lecz gdy tylko pociągnął za cyngiel zwierzę zniknęło. Od tego czasu rodzina Bell zaczęła zmagać się z niewyjaśnionymi zjawiskami. W domu dały się słyszeć głosy, skrobanie i pukanie. Z czasem stało się jasne, że wszystko skupia się wokół nastoletniej córki państwa Bell, Betsy. Coś ciągnęło ją za włosy, szczypało, popychało i biło. Rodzina zwróciła się z prośbą o pomoc do przyjaciół. Jeden z nich, James Johnson, zatrzymał się w ich domu na noc i sam stał się świadkiem zjawisk paranormalnych. Niedługo później wszyscy w okolicy wiedzieli, że dom państwa Bell nawiedza duch czarownicy. Duch miał tak przybrać na sile, że przybierał postać kobiety i rozmawiał z każdym kto przybył do domu zainteresowany historią. Znał różne szczegóły z życia rozmówców oraz bezbłędnie odpowiadał na pytania, na które tylko pytający znał odpowiedź. Nawiedzenie Bell Witch dotarło nawet do Andrew Jacksona, przyszłego prezydenta USA, wtedy jeszcze senatora. Jackson miał wysłać swoich ludzi do Adams, by zbadali sprawę. Ci podobno powrócili z wyprawy śmiertelnie przerażeni tym, czego doświadczyli.
Zjawa z czasem opuściła rodzinę, by później powracać z mniejszą siłą od czasu do czasu. Pod koniec XIX pojawiły się pierwsze drukowane podania na temat wydarzeń w Adams. Jednak wiele z nich uważa się za przesadzone, a sama historia rodziny Bell traktowana jest teraz jako legenda i element amerykańskiego folkloru.
Inną ciekawą historią jest tak zwany Cud w Watseka. W 1877 w Watseka w Illinois młoda dziewczyna Lurancy Vennum zaczęła cierpieć na ataki epilepsji. Lurancy twierdziła, że podczas swoich ataków odbywa podróże do nieba, gdzie rozmawia z aniołami oraz swoim przedwcześnie zmarłym rodzeństwem. W styczniu 1778 bezradna rodzina zaczęła rozważać wysłanie Lurancy do
zakładu psychiatrycznego, co jednak zdecydowanie odradził im ich znajomy mieszkający w okolicy, Asa Roff. Znając warunki w szpitalach psychiatrycznych w XIX wieku Asa prawdopodobnie uratował Lurancy życie. Poza tym sam wiele lat wcześniej stracił córkę umieszczając ją w zakładzie psychiatrycznym. Asa polecił rodzicom Lurancy skontaktować się z badaczem zjawisk paranormalnych Winchesterem Stevensem.
Stevens stwierdził, że Lurancy często powraca ze swoich ataków jako różne osoby i mówi innymi głosami. Z czasem Vennum zdała się być opętana przez jednego ducha - i tym duchem miała być zmarła córka Asa Roff, Mary Roff. Mary zmarła zaledwie rok po urodzeniu się Lurancy, więc kobiety nie miały okazji się poznać. Mimo to Lurancy rozpoznawała wszystkich krewnych i znajomych Mary oraz znała rozkład ich domu. Rodzice zmarłej zaproponowali, aby Lurancy zamieszkała z nimi. W czasie pobytu w domu rodziny Roff okazało się, że Lurancy świetnie zna wiele historii z dzieciństwa Mary. Dziewczyna również przestała rozpoznawać swoich rodziców, za to świetnie czuła się w domu rodziny Roff, w którym nigdy wcześniej nie była. Nie ma żadnych wzmianek o tym, aby Lurancy cierpiała na ataki epilepsji, podczas  gdy rzekomo była opętana. Duch Mary ostatecznie opuścił ciało Vennum w maju 1778 roku i dziewczyna powróciła do domu swoich rodziców. Po tym epizodzie ataki padaczki nigdy nie powróciły i Lurancy wiodła długie i spokojne życie.

Sunday, June 18, 2017

#82 Zaginięcie Dennisa Martina

Great Smoky Mountains to popularny łańcuch górski Appalachów ciągnący się wzdłuż wschodniego wybrzeża Ameryki Północnej. W 1934 roku potocznie zwane "Smokies" zostały objęte ochroną parku narodowego i do dziś są jednym z najchętniej odwiedzanych parków narodowych w Stanach. Był 14 czerwca 1969 roku, gdy sześcioletni Dennis Martin i jego starszy brat zostali zabrani przez swojego ojca i dziadka na weekendowy wypad z okazji Dnia Ojca w Great Smoky Mountains w Tennessee. Grupie towarzyszył też przyjaciel ojca i jego dwóch synów.
Popołudniu grupa postanowiła zrobić przerwę na górskiej łące zwanej Spence Field. Gdy dorośli rozmawiali chłopcy bawili się nieopodal. W pewnym momencie wpadli na pomysł, aby otoczyć dorosłych chowając się w pobliskich krzakach i wyskoczyć znienacka z krzykiem, by ich wystraszyć. Dennis rozdzielił się z chłopcami i schował w krzakach tak, jak planowali. Chwilę później wszyscy trzej chłopcy wyskoczyli z krzykiem z lasu poza małym Dennisem. Po chwilowym ogólnym rozbawieniu prędko zauważono nieobecność chłopca i wszyscy zaczęli go szukać sądząc, że wciąż dla żartu ukrywa się w krzakach. Jednak minuty mijały, mężczyźni szukali coraz dalej od obozowiska, a po Dennisie nie było śladu.
Ojciec Dennisa, Bill, i dziadek Clyde oraz ich przyjaciel rozeszli się w przeciwnych kierunkach szukając i nawołując imię chłopca. Gdy te poszukiwania spełzły na niczym mężczyźni zawrócili do najbliższego schroniska, by powiadomić służby ratunkowe.
Pomimo szybkiej reakcji po Dennisie nie było nigdzie śladu. W noc po zaginięciu rozpętała się burza podczas której wszystkie możliwe ślady zostały zatarte. Jeżeli Dennis zgubił się w lesie musiał po takiej nocy być przerażony, głodny i przemoknięty. Niedługo udało się zorganizować grupę ponad 1400 ochotników, która dokładnie przeszukała teren nie znajdując niestety nic.
Ciężko sobie wyobrazić, żeby mały chłopiec był zdolny oddalić się tak daleko od obozowiska i przepaść bez śladu. Według zeznań ojca i dziadka, gdy zaczęli go szukać nie minęło więcej niż 5 minut od czasu gdy widzieli go po raz ostatni. Małe dziecko chodzi znacznie wolniej od dorosłego i jeżeli chłopiec zgubiłby się podczas chowania się w lesie nie mógłby odejść tak daleko, by nie usłyszeć krzyku chłopców wyskakujących z lasu, a chwilę później całej rodziny szukającej go. Dodatkowo Dennis był ubrany w jaskrawy czerwony podkoszulek, który powodował, że był widoczny z daleka między drzewami.
Pojawiło się wiele sugestii, że ojciec i dziadek mylili się, co do czasu, jaki upłynął i Dennis istotnie był w stanie odejść wiele dalej.
W niektórych źródłach można przeczytać, że Dennis był lekko opóźniony w rozwoju lub miał duże problemy w uczeniu się i poznawaniu. Mógł łatwo się zgubić i odejść w zupełnie innym kierunku w poszukiwaniu obozowiska.
Istnieje jednak szansa, że Dennis padł ofiarą porwania. Mężczyzna nazwiskiem Harold Key biwakował tego dnia z rodziną w podobnym rejonie. Na policję zgłosił się dopiero parę dni później, gdy wrócił do domu i przeczytał w gazecie o zaginięciu chłopca. Popołudniem w dzień zginięcia Dennisa Harold i jego rodzina usłyszeli przeraźliwy krzyk dochodzący gdzieś z lasu i chwilę później w oddali pomiędzy drzewami dostrzegli coś, co początkowo wzięli za niedźwiedzia, który ostatecznie okazał się brudnym mężczyzną w łachmanach. Nie wiem, jak strasznie musi wyglądać człowiek, żeby zostać pomylonym z niedźwiedziem, jednak Key nie przywiązał zbyt wiele uwagi do mężczyzny zakładając, że mógł zajmować się pędzeniem nielegalnego alkoholu w lesie. Gdy Key przeczytał o zaginięciu uświadomił sobie też, że tajemniczy mężczyzna niósł coś przewieszone przez ramię, co w istocie mogło być nieprzytomnym Dennisem. Według niektórych źródeł rodzina Harolda obozowała zaledwie kilometr od obozowiska Martinów, według innych Key znajdowali się zbyt daleko i policja nie sprawdziła nawet dokładnie ich doniesienia.
Ekipa poszukiwawcza składająca się z 1400 osób brzmi imponująco, jednak popełnione wtedy błędy pomogły usprawnić przyszłe poszukiwania. Akcja poszukiwawcza za Dennisem wyruszyła szybko i bez dobrego przygotowania. Około 4 kilometrów od Spence Field znaleziono odcisk buta bardzo podobny do tych, które miał na sobie Dennis. Jednak z powodu dezorganizacji poszukujący nie byli pewni, czy przypadkiem nie należy do innego chłopca biorącego udział w poszukiwaniach.
W 1985 roku na policję zgłosił się nielegalny kłusownik, który twierdził, że kilka lat wcześniej znalazł w lesie ludzkie szczątki. Mężczyzna nie zgłosił się na policję od razu bojąc się kary za łamanie prawa. Grupa składająca się z 30 osób została wysłana w rejon podany przez kłusownika, jednak niczego nie znaleziono. Do dziś losy małego Dennisa pozostają nieznane.



Źródła:
mysteriousuniverse.org
reddit.com
archive.knoxnews.com

Wednesday, May 24, 2017

Ogłoszenie Parafialne #2

Na moim fanpage'u na Facebooku trwa właśnie mały konkurs zrealizowany przez CBS Polska. Jeżeli chcecie wygrać zestaw książek Dennisa Lehane'a wystarczy tylko w komentarzu odpowiedzieć na pytanie, jaka sprawa kryminalna zafascynowała Was najbardziej i dlaczego. Odnośnik do Facebooka możecie znaleźć po prawej stronie w linkach, lub (jeżeli korzystacie z mobilnej przeglądarki) klikając tutaj.

Thursday, May 4, 2017

#81 Co myślę o sprawie Magdaleny Żuk

Nie lubię pisać o nowych, bieżących sprawach, ponieważ na początkowym etapie zawsze brak rzetelnych informacji. Bazowanie na teoriach snutych przez kiepskie portale informacyjne, które szukają jedynie sensacji zepsułoby tego bloga. Jednak od paru dni wszędzie widzę sprawę Magdaleny Żuk. O smutnej sprawie jej śmierci debatują ostatnio wszyscy, a fakty zmieniają się z dnia na dzień. Lubię czytać komentarze innych ludzi na temat tajemniczych spraw, jednak tym razem nie przeczytałam nic  konstruktywnego. Powstało tyle bezpodstawnych teorii spiskowych, że postanowiłam spróbować oddzielić trochę prawdę od fikcji.
Magdalena Żuk wykupiła wycieczkę dla siebie i swojego chłopaka do ośrodka wypoczynkowego w
źródło: wyborcza.pl
Marsa Alam w Egipcie. Nie powiedziała mu o niej od razu chcąc zrobić mu niespodziankę. Z niespodzianki jednak nic nie wyszło, ponieważ chłopak miał nieważny paszport. Po nieudanej próbie odsprzedania wycieczki Magdalena poleciała na wakacje sama.
Wiele osób wątpi w tę historię. Uważa ją za nierealną. Przeczytałam gdzieś, że Magda nie mogła wykupić wycieczki nie znając danych paszportu swojego chłopaka. Zwykle wykupując wakacje musimy numer paszportu, datę wygaśnięcia i tak dalej. Nie wiem, jak było w tym przypadku. Jednak znam ludzi, którym udało się wykupić wakacje i na nie ostatecznie nie polecić z powodu nieważności paszportu. Organizatorzy imprez turystycznych wymagają od uczestników samodzielnego zadbania o posiadanie ważnych dokumentów. Paszport musi być ważny dłużej niż 6 miesięcy w momencie wylotu i zapewne to stało się przeszkodą dla partnera Magdy. Swoją drogą nigdzie nie mogę doczytać jego imienia. Na Facebooku używał imienia Marcus, więc wnioskuję, że to Marek.
Magda skontaktowała się z bliskimi po przybyciu do hotelu, jednak prędko jej zachowanie uległo zmianie. Nie przesyłała zdjęć z wakacji i wysyłała dziwne wiadomości. Pisała między innymi, że ktoś chyba dosypał jej czegoś do drinka lub pytała, kiedy do niej przyjdą, bo czeka w pokoju. W Internecie można obejrzeć nagranie z wideo rozmowy Magdy z jej chłopakiem. Dziewczyna jest na nim roztrzęsiona i nie potrafi wytłumaczyć, co się z nią dzieje. Wiele osób doszukuje się wiadomości przesłanych szyfrem i znaków od Magdy, ale moim zdaniem nic tam nie ma. Niektórzy też oskarżają chłopaka o udział w śmierci swojej dziewczyny. "Marcus" ma mówić obojętnym, opanowanym tonem, jakby nie robił na nim wrażenie stan Magdaleny. Jak dla mnie mówi on uspokajającym, opanowanym tonem, próbując dowiedzieć się, co się stało. Wiemy też, że nie jest to jego pierwsza rozmowa z dziewczyną i wiedział już wcześniej o jej stanie.
Magda nie mówi za wiele, a to co mówi sugeruje, że kogoś się boi. "Już stąd nie wrócę" i "Oni mają jakieś sztuczki" brzmi dla mnie jak objawy jakieś paranoi. Jednak według rodziny i bliskich Magda nie cierpiała na żadne zaburzenia psychiczne. Nie przepadała za imprezowaniem i piciem, a już na pewno nie za braniem narkotyków. Co zatem spowodowało stan dziewczyny? Mogła zostać czymś odurzona albo doznała jakiejś traumy. 
Wiele osób obwinia Magdę za lekkomyślność, twierdząc, że nie powinna była lecieć sama. Magda mogła paść ofiarą gwałcicieli lub porywaczy. Nie przeczę, że coś musiało ją doprowadzić do stanu, w którym jest na filmie, jednak przyjrzymy się trochę samemu Egiptowi.
Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza podróżowanie po Egipcie poza ośrodkami turystycznymi nad Morzem Czerwonym. Miejsce, w którym była Magda to nie "autentyczne" egipskie miasto, ale resort, w którym nie ma wiele poza hotelami z europejskimi gośćmi. Jedyni "miejscowi" jakich można tam spotkać to ludzie zatrudnieni w usługach turystycznych. Magdalena nie poleciała na samobójczą misję do dziczy, lecz do cywilizowanego, stosunkowo bezpiecznego miejsca. 
Na końcu filmu widać polskojęzycznego rezydenta, który mówi, że rozmowa z Magdą nie ma sensu i będzie dzwonił do ambasady. Nie wiem, czy to potwierdzona informacja, ale pracownicy hotelu podobno odwieźli Magdę na lotnisko, jednak nie została wpuszczona na pokład samolotu lecącego do Polski ze względu na zły stan psychiczny. Dziewczyna została zawieziona do placówki leczniczej w Hurgadzie, gdzie podobno wyskoczyła z okna i z powodu odniesionych obrażeń zmarła. W najbliższym czasie ma być przeprowadzona sekcja zwłok, która prawdopodobnie pomoże wyjaśnić, czy Magda była pod wpływem narkotyków lub czy jej stan miał podłoże psychiczne. 
Jakkolwiek historia o nagłym ataku psychozy brzmi nieprawdopodobnie, nie jest zupełnie wykluczona. Choroby psychiczne ujawniają się w różnym wieku. A przebywanie samotnie w nowym miejscu mogło wpłynąć źle na Magdę (podobnie było chociażby w przypadku Elisy Lam, która wskoczyła do zbiornika na wodę w hotelu w Kalifornii). 
Mam nadzieję, że sprawa prędko się wyjaśni. Zebrałam informacje o śmierci Magdy z różnych źródeł, o których rzetelności nie jestem do końca przekonana, ale niestety więcej nie wiemy. Jeżeli dojdą jakieś nowe informację postaram się uaktualnić ten post.
Pierwszy mały update: Od pracownicy biura, z którym Magda poleciała na wycieczkę dowiedziałam się, że kupując wycieczkę nie musimy podawać danych paszportu. Możemy zrobić to później przed wyjazdem. Nie podajemy też daty wygaśnięcia paszportu, lecz datę wydania.

Saturday, April 15, 2017

#80 Co stało się z Leah Roberts?

www.serialkillersschoolshooters.tumblr.com


18 marca 2000 roku przypadkowi ludzie powiadomili policję, że na poboczu drogi w lesie, niedaleko autostrady Mount Baker (stan Waszyngton) znajduje się porzucony samochód. Auto okazało się należeć do dwudziestotrzyletniej Leah Roberts, która opuściła swoje wynajmowane w Karolinie Północnej mieszkanie 9 dni wcześniej. 
Można powiedzieć, że dziewczyna przechodziła przez ciężki okres w życiu. Porzuciła studia na parę miesięcy przed ich ukończeniem i nie wiedziała, co chce robić w życiu. Podobno zaczęła przesiadywać w kawiarniach pisząc wiersze i czytając. Niektórzy powiedzieliby, że Leah była po prostu rozpuszczoną młodą kobietą. Jednak za jej postępowaniem kryła się smutna historia - Roberts straciła rodziców będąc nastolatką i przeżyła ciężki wypadek samochodowy, co podobno miało na nią negatywny wpływ. 
W takim stanie Leah postanowiła wyjechać do stanu Waszyngton, do czego zapewne zainspirowała ją powieść Jacka Kerouaca "Włóczędzy Dharmy", której akcja częściowo rozgrywa się niedaleko miejsca, gdzie później znaleziono jej samochód.
Popołudniu 9 marca współlokatorka Leah wróciła do domu i zauważyła, że jej koleżanka, zarówno jak jej samochód, zniknęli. Z mieszkania zniknął też kot Leah o imieniu Bea. Początkowo współlokatorka nie przywiązała wielkiej wagi do nieobecności Roberts, ponieważ po rzuceniu studiów miała ona zwyczaj wychodzić i wracać do domu o niespodziewanych porach. Gdy jednak okazało się, że siostra Leah, Kara, również straciła z nią kontakt kobiety postanowiły powiadomić policję. Z pokoju Leah zniknęła spora część ubrań i rzeczy osobistych, co sugerowało, że dziewczyna postanowiła wyjechać na dłużej. Zostawiła również pieniądze dla swojej współlokatorki na pokrycie rachunków w najbliższym miesiącu i załączyła notatkę, aby się o nią nie martwić, gdyż jak napisała: "Nie mam tendencji samobójczych, wręcz przeciwnie". W notatce wspomniała Jacka Kerouaca i zasugerowała, że chciałaby żyć pełnią życia,
Znalezienie samochodu parę dni później wskazywało jednak na to, że dziewczyna może wcale nie być bezpieczna. Jej auto znajdowało się na opuszczonym terenie i nosiło ślady po poważnym wypadku samochodowym. Jednak w środku nie było żadnych śladów krwi, co później doprowadziło do podejrzenia, że auto zostało uszkodzone celowo. 
Okna były zasłonięte kocami i wszystko wyglądało tak, jakby ktoś mieszkał w tym samochodzie przez parę dni. Nigdzie jednak nie było śladu po Leah ani jej kocie. W samochodzie i wokół niego znaleziono wszystkie rzeczy osobiste Roberts: paszport, gitarę, płyty CD, klatkę dla kota, jak również biżuterię i około 2500 dolarów w gotówce, co wykluczyło napad rabunkowy. Na postawie rachunków pozostawionych w samochodzie wywnioskowano, że Leah przybyła do stanu Waszyngoton 12 lub 13 marca i 13 marca obejrzała "American Beauty" w kinie i zjadła obiad w galerii handlowej w pobliskim miasteczku. Według niektórych świadków w restauracji mogła poznać jakiegoś mężczyznę i wyjść razem z nim. Zarejestrowały ją kamery na stacji benzynowej w pobliskim Oregonie, gdzie Leah sprawiała wrażenie, że jest w dobrej kondycji psychicznej. Czekając w kolejce do kasy wyglądała stale przez okno w kierunku parkingu, co niektórzy zinterpretowali, jako znak, że wiozła ze sobą pasażera i spoglądała na niego (ale dla mnie równie dobrze mogła spoglądać na kota :))
Cztery dni po odkryciu samochodu na policję zgłosiło się małżeństwo, które zauważyło dziewczynę odpowiadającą opisowi Roberts wędrującą drogą w okolicach Everett, na zachód od miejsca, gdzie zaginęła. Jeżeli zgłoszenie było prawdziwe, jest to ostatni raz, gdy widziano Leah żywą.
W 2005 roku śledztwo przejęło dwóch nowych detektywów, którzy postanowili przyjrzeć się sprawie od początku. Zbadali ponownie samochód i odkryli, że ktoś otworzył maskę i przeciął przewód, który umożliwił przyspieszanie bez konieczności naciskania na pedał gazu. To tylko potwierdziło przypuszczenia, że auto zostało uszkodzone umyślnie. Pod maską znaleziono też odcisk palca należący do mężczyzny.
Udało się dotrzeć do człowieka, który rozmawiał 13 marca z Leah. Mężczyzna ten ma na imię Barry i w przeszłości służył w wojsku. Obecnie mieszka w Kanadzie i pomimo, iż udało się go odnaleźć nie można przeczytać wiele na jego temat. Badania wykazały jednak, że jego odciski nie zgadzają się z tym znalezionym w samochodzie.
Ta sprawa do złudzenia przypomina mi sprawy Brianny Maitland i Maury Murray. We wszystkich przypadkach doszło do zaginięcia młodych kobiet, które przechodziły trudny okres w życiu. W każdym przypadku po zaginionej zostawał tylko opuszczony samochód. Każda zniknęła również w pobliżu granicy z Kanadą, co jest ciekawe. Jednak nie umiem sobie wyobrazić, że Leah wyjęła kota z klatki, wzięła go na ręce i powędrowała do Kanady zostawiając dokumenty i pieniądze.
Co przydarzyło się Leah? Zniknęła z własnej woli czy raczej natrafiła na niewłaściwą osobę i stała się ofiarą przestępstwa?


Tuesday, February 21, 2017

Ogłoszenie parafialne #1

Drodzy,

Taka mała wiadomość dla osób, które śledzą bloga, lecz nie zaglądają na facebooka. Kilka moich postów pojawi się teraz gościnnie na blogu portalu detektywistyczny.net. Wszystkie linki można znaleźć tutaj na blogu po prawej stronie. --->

Pozdrawiam,
Aga