Monday, October 30, 2017

#83 Wiktoriańskie nawiedzenia

Jako że mogłabym żyć w świecie wiecznego Halloween, postanowiłam stworzyć post trochę odbiegający od tematyki kryminalnej. Rok temu mój post zbiorczy o zjawiskach poltergeista, spotkał się ze sporą liczbą odsłon. Więc i w tym roku chciałabym powrócić do czegoś podobnego.
Uwielbiam historie o duchach z czasów wiktoriańskich. Zawsze ubolewam, że nie tworzy się
Rodzina Surrency przed domem
wystarczająco dużo horrorów osadzonych w XIX wieku. Czytam zawzięcie wszystkie doniesienia o nawiedzeniach z tamtego okresu. Zdaje się, że duchy były niezwykle aktywne w tamtych czasach. Gwoli wyjaśnienia, jestem sceptykiem, ale pasjonują mnie wszystkie doniesienia na ten temat. Bardzo lubię gdybać, co stoi za każdą taką historią.
Ostatnio zainteresowało mnie tak zwane Nawiedzenie w Surrency. W 1872 roku Allen Powell Surrency, założyciel wtedy małego miasteczka Surrency w Georgii, powrócił do domu po dłuższej nieobecności, by odkryć, że jego rodzina zaczęła doświadczać dziwnych zjawisk. Przedmioty spadały z szafek i stołów, unosiły się w powietrzu i zmieniały miejsca. Tak jak wspominałam w poście z przed roku, takie zjawiska zdają się zawsze zachodzić wokół młodych, dojrzewających dziewcząt. Państwo Surrency w tamtym czasie mieli aż 8 dzieci  wieku od 3 lat do 21. Dziwne manifestacje przybierały różne formy, a według ówczesnych gazet dom rodziny Surrency stał się atrakcją turystyczną i ludzie z okolicy zaczęli przyjeżdżać do Surrency, aby doświadczyć nawiedzenia na własnej skórze. Aż 100 osób poświadczyło, że zaobserwowało zjawiska paranormalne. Do najpopularniejszych należały niewyjaśnione krzyki, odgłosy rozmów dochodzące z pustych pokoi, przedmioty spadające z szafek, samoistnie zamykające i otwierające się drzwi, niewyjaśnione odgłosy kroków jak i odciski butów na podłodze w pokoju, w którym nikogo nie było. Podczas wizyty jednego z reporterów w pokoju znienacka pojawiła się kura, co miało śmiertelnie przerazić dziennikarza. Dodatkowo rodzina utrzymywała, że nie byli w stanie w spokoju spożywać posiłków przy stole, ponieważ elementy zastawy "tańczyły" po blacie. W nocy niewidzialna siła ściągała ze śpiących kołdry, a nawet przesuwała łóżka. Rodzina szukała pomocy u księży, ówczesnych mediów i badaczy zjawisk paranormalnych, lecz bezskutecznie. "Duchy" miały podążyć za nimi nawet, gdy wyprowadzili się na Zachód. Dom ostatecznie spłonął w 1925 roku i dziś już nie ma po nim śladu, lecz miasteczko Surrency wciąż uchodzi za nawiedzone. Surrency jest obecnie znane w Georgii z tajemniczych pomarańczowych i żółtych świateł widzianych w okolicy torów kolejowych (mam nadzieję, że to nie światła pociągów...).
 Jeżeli Surrency byli w rzeczywistości oszustami mogła zainspirować ich historia, która wydarzyła się 50 lat wcześniej w sąsiednim stanie Tennessee, powszechnie znana jako Bell Witch. Wydarzenia z tamtego okresu kilkakrotnie stały się fabułą dla kilku horrorów. Historia rodziny Bell żyjącej w pobliżu miasteczka Adams rozpoczęła się w 1817 roku, gdy głowa rodziny, John Bell, podczas polowania w lesie napotkał stworzenie przypominające psa z głową królika. John próbował postrzelić ów dziw, lecz gdy tylko pociągnął za cyngiel zwierzę zniknęło. Od tego czasu rodzina Bell zaczęła zmagać się z niewyjaśnionymi zjawiskami. W domu dały się słyszeć głosy, skrobanie i pukanie. Z czasem stało się jasne, że wszystko skupia się wokół nastoletniej córki państwa Bell, Betsy. Coś ciągnęło ją za włosy, szczypało, popychało i biło. Rodzina zwróciła się z prośbą o pomoc do przyjaciół. Jeden z nich, James Johnson, zatrzymał się w ich domu na noc i sam stał się świadkiem zjawisk paranormalnych. Niedługo później wszyscy w okolicy wiedzieli, że dom państwa Bell nawiedza duch czarownicy. Duch miał tak przybrać na sile, że przybierał postać kobiety i rozmawiał z każdym kto przybył do domu zainteresowany historią. Znał różne szczegóły z życia rozmówców oraz bezbłędnie odpowiadał na pytania, na które tylko pytający znał odpowiedź. Nawiedzenie Bell Witch dotarło nawet do Andrew Jacksona, przyszłego prezydenta USA, wtedy jeszcze senatora. Jackson miał wysłać swoich ludzi do Adams, by zbadali sprawę. Ci podobno powrócili z wyprawy śmiertelnie przerażeni tym, czego doświadczyli.
Zjawa z czasem opuściła rodzinę, by później powracać z mniejszą siłą od czasu do czasu. Pod koniec XIX pojawiły się pierwsze drukowane podania na temat wydarzeń w Adams. Jednak wiele z nich uważa się za przesadzone, a sama historia rodziny Bell traktowana jest teraz jako legenda i element amerykańskiego folkloru.
Inną ciekawą historią jest tak zwany Cud w Watseka. W 1877 w Watseka w Illinois młoda dziewczyna Lurancy Vennum zaczęła cierpieć na ataki epilepsji. Lurancy twierdziła, że podczas swoich ataków odbywa podróże do nieba, gdzie rozmawia z aniołami oraz swoim przedwcześnie zmarłym rodzeństwem. W styczniu 1778 bezradna rodzina zaczęła rozważać wysłanie Lurancy do
zakładu psychiatrycznego, co jednak zdecydowanie odradził im ich znajomy mieszkający w okolicy, Asa Roff. Znając warunki w szpitalach psychiatrycznych w XIX wieku Asa prawdopodobnie uratował Lurancy życie. Poza tym sam wiele lat wcześniej stracił córkę umieszczając ją w zakładzie psychiatrycznym. Asa polecił rodzicom Lurancy skontaktować się z badaczem zjawisk paranormalnych Winchesterem Stevensem.
Stevens stwierdził, że Lurancy często powraca ze swoich ataków jako różne osoby i mówi innymi głosami. Z czasem Vennum zdała się być opętana przez jednego ducha - i tym duchem miała być zmarła córka Asa Roff, Mary Roff. Mary zmarła zaledwie rok po urodzeniu się Lurancy, więc kobiety nie miały okazji się poznać. Mimo to Lurancy rozpoznawała wszystkich krewnych i znajomych Mary oraz znała rozkład ich domu. Rodzice zmarłej zaproponowali, aby Lurancy zamieszkała z nimi. W czasie pobytu w domu rodziny Roff okazało się, że Lurancy świetnie zna wiele historii z dzieciństwa Mary. Dziewczyna również przestała rozpoznawać swoich rodziców, za to świetnie czuła się w domu rodziny Roff, w którym nigdy wcześniej nie była. Nie ma żadnych wzmianek o tym, aby Lurancy cierpiała na ataki epilepsji, podczas  gdy rzekomo była opętana. Duch Mary ostatecznie opuścił ciało Vennum w maju 1778 roku i dziewczyna powróciła do domu swoich rodziców. Po tym epizodzie ataki padaczki nigdy nie powróciły i Lurancy wiodła długie i spokojne życie.

4 comments:

  1. Skąd bierzesz źródła? Twoje wpisy przeczytałem w jeden dzień i jestem niezaspokojony tą ilością historii :p

    ReplyDelete