Thursday, March 24, 2016

#48 Rzeźnik z Niebuszewa


Józef Cyppek został w 1952 roku skazany za zabójstwo swojej sąsiadki, 20letniej Ireny Jarosz. Jednak szczegóły jego życia oraz domniemywane zbrodnie przypominają scenariusz „Sweeney Todda”.
Urodził się 1895 roku w Opolu. Z zawodu był ślusarzem. W czasie I Wojny Światowej stracił nogę. Jego dokładne losy nie są znane, podobno przez jakiś czas był członkiem niemieckiej partii komunistycznej, władał płynnie językiem niemieckim a pod pachą miał wytatuowaną swastykę. Na początku 1952 roku osiadł w jednej z kamienic w Szczecinie.
11 września 1952 roku Zofia S. zawitała w odwiedziny do swojej przyjaciółki Ireny Jarosz. Zdziwiła się, gdy drzwi od mieszkania zastała otwarte, a w środku znalazła zapłakane 7 miesięczne dziecko Ireny. Po kobiecie nie było śladu. Zofia około godziny spędziła pilnując dziecka i licząc na to, że jego matka lada moment wróci do domu.
Gdy nagle usłyszała niewyraźny kobiecy jęk postanowiła wyjść na korytarz. Natknęła się na kilka sąsiadek Ireny i razem z nimi postanowiła spróbować znaleźć kobietę. Józef Cyppek musiał usłyszeć nawoływania kobiet, bo wyłonił się ze swojego mieszkania na parterze i dopytywał, o co chodzi. Nieobecność Ireny skomentował słowami: „Na te młode baby to trzeba by bomby atomowej, bo dzieci nie pilnują”.
Gdy o 18:30 do domu wrócił mąż Ireny i nie zastawszy jej w domu postanowił wezwać policję. Poza tym w mieszkaniu brakowało pierzyny, koca, prześcieradła, garnituru i zegarka. Wtedy też zauważył przez okno Józefa swoją pościel. Sam Józef był nieobecny, podobno udał się do kina. Policja zaczekała na jego powrót i razem z nim weszła do mieszkania. To, co tam zastali chyba najlepiej odda notatka milicyjna:
„W pokoju na kanapie leżały zwłoki Ireny, z odciętą głową, rękami, nogami i wyciągniętymi wnętrznościami. Ręce i jedno udo przy szafie. Wnętrzności – w wiadrze pod oknem. W kuchni na zlewie, krzesłach i drzwiach czerwone plamy – część nieudolnie pościerana. Na półce przy kaflowej kuchni miska do połowy wypełniona czerwoną cieczą. Obok maszynka do mielenia mięsa ze śladami mielenia. Na talerzach serce i wątroba ludzka. Na stole na patelni niedojedzona jajecznica z jakimś tłuszczem. Obok chleb ze smalcem, sałatka z pomidorów i kawałek surowego mięsa, chyba wołowego. Po mieszkaniu walały się butelki po piwie i wódce.”
W czasie sekcji nie udało się ustalić konkretnie, co było przyczyną śmierci. Jednak sposób w jaki Józef poćwiartował ciało i oddzielił od siebie organy sugerowały sporą wprawę i doświadczenie.
Sam zainteresowany zeznał, że zwabił Irenę do siebie i ogłuszył ją uderzeniem w głowę. Motywem morderstwa miało być pożądanie do kobiety, która jednak nie chciała mu ulec. Poza tym policjanci znaleźli w domu mężczyzny mnóstwo kobiecych oraz dziecięcych ubrań, na temat których podejrzany nie chciał się wypowiadać.
Głowę Ireny miał wyrzuć do jeziora Rusałka. Później spuszczono z tego zbiornika wodę i odkryto w nim kilkadziesiąt ludzkich czaszek, głównie dziecięcych. Policja ustaliła, że kasjerka w pobliskim kinie często odsyłała do Cyppka dzieci, którym zabrakło pieniędzy do biletu. Józef miał być rzekomo człowiekiem, do którego ludzie przychodzili z prośbą o pomoc w znalezieniu pracy, czy wsparcie.
Oczywiście wielu z nich często ginęło, ale były to czasy ogromnej biedy i głodu. Ludzie po prostu znikali, a policja była bezradna. Józef poćwiartowane zwłoki ofiar wywoził do pobliskiego magazynu (które resztą dziś wchodzą w skład Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego). Co robił z nimi dalej? Do końca nie wiadomo. Jednak miał pewne układy z miejscowym rzeźnikiem, a czasem sam sprzedawał bigos na pobliskim bazarze.
Proces Cyppka trwał zaledwie kilka dni. Został skazany na karę śmierci, która została wykonana 3 listopada, kilkanaście dni po morderstwie Ireny. Poniekąd szkoda, dokładniejsze zbadanie sprawy i przemaglowanie Cyppka dałoby nam lepszy wgląd w sprawę i pomogło ustalić tożsamość ofiar, które w większym stopniu pozostają anonimowe.